O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

12 lipca 2018

Komiksoanaliza "Krime story" Marcina Gutkowskiego - część piąta

Ostrzeżenie: W powieści pojawia się wiele niecenzuralnych wyrazów, sceny drastyczne, sceny gwałtów i inne nieprzyjemne rzeczy, więc zupełnie zrozumiem, jeśli zdecydujecie się kliknąć czerwony krzyżyk w rogu.

Tekst oryginalny ciemnosiwy lub czarny, tekst mój czerwony lub fioletowy.

Dzisiaj zaczynamy od rozdziału "Leśne manewry". Rozdział można by zamknąć w słowach "popłuczyna po scenach pościgów i strzelanin z amerykańskich filmów", ale na pewno chcecie dowiedzieć się więcej.


Gdyby mój komiks nie przedstawiał sprawy wystarczająco jasno: dzik wskoczył na maskę, policjant strzelił do Wajchy, Wajcha wrąbał się w drzewo. Życie w Katowicach jest niebezpieczne. 
Pogięta blacha aluminiowej konstrukcji samochodu uniemożliwiła mu otwarcie drzwi kierowcy. Wymówił imię przyjaciela, aby ten się obudził, ale nadaremno.
Krime wyciąga przyjaciela i walizkę z samochodu, bo widział te same filmy co autor i wie, że samochód może zaraz stanąć w płomieniach.
Zastanawiał się, czy pocisk przebił płuco, co wiązałoby się z poważnym zagrożeniem życia kolegi. Pocieszeniem był fakt, iż rana, na którą patrzył, była dziurą wylotową, więc nie będzie konieczności operacyjnego wyjęcia pocisku.
Tutaj bardzo reprezentatywne dla książki połączenie wiedzy wyniesionej z lekcji biologii i filmów emitowanych około godziny dwudziestej w Polsacie. Brakuje mi jakiegoś info, że gdyby jednak była kula, to trzeba iść do weterynarza a nie lekarza, bo weterynarze nie muszą zgłaszać ran postrzałowych.
Nasi bohaterowie zabrali walizkę, ale zapomnieli torby. Narrator mówi nam, że bohaterowie są świadomi, że w ten sposób przekazują policji DNA. Co by tu powiedzieć, szanuję powagę, z jaką katowicka policja traktuje każdą sprawę.
Wiosenne słońce przebijało między konarami drzew. Co jakiś czas rozbrzmiewał śpiew ptaków, zabijając ciszę. Niczym tropiona zwierzyna, mężczyźni walczyli o wolność i życie.
Teraz przenosimy się do policjantów, którzy ostrożnie podchodzą do wrąbanego w drzewo samochodu. 
Na podłodze leżała torba. Powoli ją otworzył, a zawartość ujawniła dwie sztuki broni palnej i kominiarki. Nie do końca rozumiał do czego zbiegłym przestępcom były potrzebne te przedmioty, ale wiedział, że chodzi o coś grubszego.
No kurczę, do czego takiego mogły być potrzebne przestępcom kominiarki i broń?
Po czym policjanci idą w las szukać Krime'a i Wajchy, zostawiając samochód. Mnie tam co najmniej dziwi, że nie zadbano o dowody lepiej, skoro to już ten najwyższy katowicki profesjonalizm.
- Obaj są ranni, a kierowca dostał kulkę, więc nie uciekli daleko.
Po tych słowach podążył za śladami krwi, które prowadziły w stronę leśnych gąszczy.
- Lecimy, Waldek! Mamy szanse ich dorwać. Na dokładniejsze oględziny wrócimy później.
Po tych słowach obaj mężczyźni ruszyli w dalszy pościg. Powalone drzewa i gęsta roślinność nie pozwalały im rozwinąć tempa jak na asfaltowej drodze. Pomimo niedogodności terenu, Szybki znowu pokazał kunszt poprzez sprawny slalom między drzewami. Waldek tym razem dotrzymywał mu kroku.
- Jeśli będziemy mieć szczęście, to złapiemy ich zanim dotrą do drogi. Po jakichś pięciu minutach przełajowej pogoni dostrzegli prześwit na horyzoncie świadczący, iż droga jest nieopodal. Zbliżając się do skraju lasu, dobyli broni.
To nie mój błąd, tu nie było entera i linia dialogowa dokładnie tak wygląda. Redakcja jest aż tak zła w tej książce. Ale skupmy się na ważniejszych sprawach. Czy oni naprawdę jechali samochodem przez las? Taki pełen drzew? Nie po leśnej drodze, tylko przez szczery las? Co?
W każdym razie dojechali do przystanku autobusowego, gdzie spotkali kobietę, która zatrzymała się, widząc rannego chłopaka. Wyskoczył na nią drugi chłopak zza przystanku, zabrał rannego i jej samochód. 
Szybki dzwoni do centrali i zgłasza tablice rejestracyjne ukradzionego auta.
- Jeśli to może mieć jakieś znaczenie, to w chwili zgłoszenia przez was pościgu otrzymałam zgłoszenie od cywilnej osoby o dokonanym napadzie rabunkowym z użyciem broni palnej. Dwóch napastników. Oddalili się z miejsca zdarzenia czarnym audi A3. To mogą być wasze kanarki. - Zakończyła raport metaforycznie.
W głowie Szybkiego ułożył się obraz, niczym puzzle - Chudy rozbrykał się na dobre. Ze zdenerwowania cisnął telefonem o asfalt, soczyście kurwując. Byli tak blisko. Już prawie go mieli. W drodze powrotnej do wraku pięści policjanta zacisnęły się z siłą uścisku szczęk Bulteriera. Nie mógł się doczekać aż dorwie Chudego w swoje ręce. W momencie gdy to nastąpi, lepiej żeby nie stawiał oporu, bo przekona się, co znaczy ramię sprawiedliwości. Sprawiedliwości bezwzględnej jak jego partner.
Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia, czy chodzi o partnera Szybkiego czy Chudego. Chyba Szybkiego, ale skąd to porównanie? To największa zagadka rozdziału. Który tym właśnie zdaniem się kończy. Wchodzimy w "Sezamie otwórz się". Tak, bez przecinka.
Bohaterowie dochodzą do wniosku, że miasto jest teraz pełne tajniackich samochodów, więc trzeba się chować. Decydują się więc na wyjazd do domu babci Wajchy na przedmieścia Gliwic (dom stoi pusty, bo babcia wyjechała na wieś do siostry). Lokalizacja opisana jest na tyle dokładnie, że byłam w stanie odnaleźć ją w google maps, nie wiem, co zrobicie z tymi danymi. Możecie jechać na wycieczkę śladem ulubionych bohaterów literackich. 
Co robią teraz Krime i Wajcha? Dzwonią do weterynarza - przyjaciółki Wajchy. Przysięgam, że zapomniałam o tym fragmencie, kiedy pisałam, że tylko tego tutaj brakowało. Czekając na panią weterynarz, Krime próbuje otworzyć skradzioną walizkę, co udaje mu się dopiero po przyniesieniu z garażu dłuta i młota należących do zmarłego dziadka Wajchy. W walizce jest całe mnóstwo banknotów dwustuzłotowych. 
Następnie stajemy się świadkami emocjonalnego momentu.
- Czy ty to, bracie, widzisz? Kurwa, patrz! Ile siana! Jesteśmy bo... - uniósł kilka plików w dłoniach, aby pokazać zdobycz przyjacielowi, ale ten leżał z zamkniętymi oczyma, nie reagując.
Doskoczył do niego, wypuszczając pieniądze z rąk.
- Wajcha! Wajcha! - Przerażony potrząsał wspólnikiem. - Wajcha, proszę, nie umieraj! - lamentował.
- ...Weź się nie drzyj... muszę odpocząć - odburknął Wajcha.
Krime poczuł ulgę, bo przez chwilę myślał, iż stracił jedyną osobę bliską jego sercu. Pozwolił koledze spać, zerkając co jakiś czas, czy żyje i w oczekiwaniu na panią weterynarz zabrał się do liczenia. Wysypał całą zawartość na dywan. [...] Nareszcie jest bogaty i może kupić czego dusza zapragnie. Szkoda, że Wajcha tego nie widzi, ale jak tylko się obudzi, dostanie klapsa w twarz plikiem dwustuzłotówek.


A teraz przygotujcie się. Przychodzi Marta (pani weterynarz), co oznacza, że pojawia się kobieta.
W mocniejszym świetle panującym w pomieszczeniu zauważył, iż kobieta w wieku ok trzydziestu lat była jeszcze piękniejsza niż sądził. Daleko jej było do ordynarnej urody "osiedlówek", z którymi miał do czynienia na co dzień. Czarne loki opadały jej na policzki, a brązowe oczy emanowały dobrocią. Pomimo delikatnego makijażu, prezentowała się nad wyraz atrakcyjnie. Pomyślał, że Wajcha zawsze wiedział, co dobre.
- Mam na imię... Piotrek - skłamał, sam nie wiedząc dlaczego. - Zapraszam panią na górę. - Przepuścił kobietę przodem, jak na gentlemana przystało.
No, niezły zespół Madonny i ladacznicy. I w tym kontekście nie wiem, czy była ładna mimo makijażu czy mimo lekkiego makijażu. Dalej będzie wspomniane, że Marta ma czerwoną szminkę, więc nie wiem też, jak autor definiuje delikatny makijaż. Ponadto Marta została określona jako przyjaciółka Wajchy, nie było nic o tym, żeby miał z nią jakieś relacje intymne, więc naprawdę dajmy sobie spokój z komentarzami typu "wiedział, co dobre", bo wkręcamy ludziom jeszcze głębiej przekonanie, że kobieta, żeby być uznana za wartościową, musi zawsze, ale to zawsze być atrakcyjna, z brzydką nie warto się nawet przyjaźnić.
To puszczenie kobiety przodem to gwóźdź do trumny z traktowaniem kobiet jak ludzi.
Marcie udaje się opatrzyć Wajchę, za co Krime próbuje jej zapłacić połową pliku banknotów.
- Słuchaj... Piotrek. Nie wiem, w co się wpakowaliście i nie chcę wiedzieć, a nawet jakbym zechciała, to i tak mi nie powiesz. Moim celem na tym padole jest niesienie pomocy dla potrzebujących zwierząt, a  tym wypadku ratuję życie przyjaciela, którego znam od dawna. Zawsze wiedziałam, że Marek bawi się w nielegalne gry, ale nigdy nie interesowało mnie, co robi, bo zawsze w stosunku do mnie zachowywał się jak należy. Schowaj te pieniądze. Mam nadzieję, że nie wpakujecie się przez nie w jeszcze gorsze tarapaty.
- Rozumiem. Dobra z ciebie kobieta. Szkoda, że mało takich w dzisiejszych czasach. Czy mogę... Czy mogę prosić cię o zachowani tajemnicy?
- Możesz być spokojny. Nie było mnie tutaj i niczego nie widziałam.
Jak już kobieta ma być dobra, to ma być dobra. Ratuje małe zwierzątka i kryje gangsterów. Mało w dzisiejszych czasach takich. Te dzisiejsze dzieciaki i ich obywatelska postawa, zaraz by leciały na policję, jak tylko zobaczą przestępstwo.
Zaczyna się rozdział "Dzień dobry skowronku". Ponownie bez przecinka.
Krime idzie do sklepu spożywczego i w czasie, kiedy kupuje jedzenie, nadawany jest komunikat, który dotyczy oczywiście napadu dokonanego przez naszych bohaterów. Rysopis jednego ze sprawców napadu nie jest znany, drugiego brzmi: Szczupły mężczyzna w wieku około 25 lat ma około metra osiemdziesięciu wzrostu, pociągłą twarz i zielone oczy. Ubrany był w czarną bluzę z kapturem. No według mnie zmiana ubrania by sporo pomogła.
Mężczyzna przy kasie nie wzbudził jej podejrzeń. Bardziej interesowała ją przerwa śniadaniowa niż to, kto przed nią stoi. Poza tym przez te okulary ze szkłami jak denka od butelek nie zauważyłaby nawet papieża.
Szanowny Marcinie Gutkowski - mogłeś nie wiedzieć, ale ludzie generalnie noszą okulary, żeby widzieć w nich lepiej. Jeśli nosi tak grube szkła, to właśnie bez nich miałaby mniejsze szanse na poznanie Krime'a.
Krime wraca do domu. Okazuje się, że drzwi są otwarte a Wajcha został zamordowany, ale o okolicznościach tego wydarzenia dowiecie się więcej w kolejnym odcinku.
Przy końcu chciałam się podzielić informacją, że w tym tygodniu obroniłam licencjat z filologii polskiej na piątkę, więc moje analizy dostają +5 w rzutach na profesjonalizm. 
Zapraszam również na mojego instagrama oraz na funpaga Margaja.