O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

15 października 2019

Komiksoanaliza "Krime story" Marcina Gutkowskiego - część dziewiąta

Ostrzeżenie: W powieści pojawia się wiele niecenzuralnych wyrazów, sceny drastyczne, sceny gwałtów i inne nieprzyjemne rzeczy, więc zupełnie zrozumiem, jeśli zdecydujecie się kliknąć czerwony krzyżyk w rogu.

Tekst oryginalny ciemnosiwy lub czarny, tekst mój czerwony lub fioletowy.

Zaczynamy rozdział "Szczur we mgle".
Młody chłopak błąkał się przez większą część nocy niczym zagubione dziecko we mgle. Wydarzenia minionych dni wydawały się być jakimś złym snem. Czekał na moment, gdy ktoś go wreszcie uszczypnie, a on zbudzi się na swoim łóżku obok Wajchy.
Od tego momentu traktuję to zdanie jako tekstowy dowód na to, że panowie byli kochankami. 
Bezlitośnie nurtowało go pytanie, jak długo jeszcze potrwa gehenna, której sam był fundatorem.
Yyy... Fundator to nie to samo co sprawca.
Z reguły twardy chłopak popadał w coraz większą depresję. Nic nie było już jasne, a myśli nabrały ciemnych barw, jak burzowe chmury. [...] Najlepiej byłoby się ponownie narodzić i jako dziecko wszystko zacząć od początku. Niestety te marzenia były nieosiągalne, tak jak łóżko tej lipcowej nocy.
Czysta poezja. Za takie kawałki cenię prozę Gutkowskiego.
Obudził się w krzakach. Poranne słońce bezlitośnie raziło go w oczy. Gdyby tylko mógł zasłonić firany i nakryć się kołdrą. Nawet tak skromne pragnienie było nieosiągalne. Proste wygody, których nigdy nie doceniał, byłyby w tej chwili zbawienne dla jego ciała i ducha.
Czyli nie żył na ulicy aż tak. 
Ale te kilka linijek to tylko wstęp do prawdziwego sedna tego rozdziału.
Duch. Czy mam ducha? Prowadził ze sobą monolog. Czy pod skórą, mięsem i kośćmi jest coś więcej? Przecież człowiek jest tylko kupą flaków, które po śmierci zjedzą robaki. Ducha nie ma, bo przecież nikt go nigdy w sobie nie dostrzegł, nie dotknął.
Nie bardzo wiem, czy Krime do końca czai, na czym polega koncept ducha. Z definicji raczej trudno go dotknąć.
Nie istnieją dowody na jego istnienie. Więc po co to wszystko? Po co ja żyję? Po co taki pasożyt istnieje na tym świecie? Boże, pomóż mi... Co ja gadam, przecież jego nie ma! Jeślibyś, Boże, istniał, to nie skazałbyś mnie na taką rodzinę, na życie na dnie. Pierdolony żart! Dlaczego zabrałeś mi jedyną osobę, na której mi zależało? Jeśli jesteś tam u góry, to wal się! Słyszysz?! Wal się! Za to, że masz mnie w dupie! Za to, że się bezlitośnie przyglądasz! Za to, że się urodziłem!
Milczysz, milczysz! wiem teraz, jam Cię teraz zbadał,
Zrozumiałem, coś Ty jest i jakeś Ty władał.
Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością,
Ty jesteś tylko mądrością.
Ze łzami w oczach uniósł środkowe palce ku niebu. Krime wyglądał i czuł się jak szczur. [...] Spod bluzy wyjął ciążący mu pistolet. Wpatrywał się w ten przedmiot jakby był szklaną kulą, która doradzi mu co zrobić. Po chwili zaczął upatrywać w metalu rozwiązania. jeśli tylko zdobyłby się na odwagę, to mógłby to wszystko zakończyć. Tu i teraz. Nie miał już siły uciekać. Ostatnia kropla goryczy przelała kielich. Łzy beznadziejności spadały co jakiś czas na narzędzie będące sprawcą większości zła na tej planecie. Idea odebrania sobie życia zaszczepiła się w nim niczym implant kontrolujący myśli. Uniósł broń. Lufa spoczęła w ustach, a palec na spuście. Zamknął oczy, ale to nie powstrzymało łez. Głębokie oddechy zwiastowały rychły koniec jego ścieżki. Ciernistej ścieżki, która prowadziła w jeszcze głębszą mgłę. 


Nagle pojawiło się to uczucie. Uczucie, którego doznał minionej nocy, gdy trzymał dłoń umierającej dziewczyny. Coś jak gilgotki w okolicach splotu słonecznego. Usłyszał dziwny dźwięk kojarzący mu się z dzieciństwem. Otworzył zapłakane oczy.
Na gałęzi kilka metrów przed nim przycupnął gołąb. Gruchający biały gołąb. Stworzenie wpatrywało się w niego małymi oczyma, kiwając co jakiś czas głową. Ptak emanował blaskiem, jakby połknął żarówkę bijącą białym światłem. Widok skrzydlatego niemego widza wystarczył, by Krime opuścił broń. Nagle negatywne myśli gdzieś odeszły. Jakby w sekundę ktoś uprzątnął wielką miotłą zalegający w nim negatyw. Załamany chłopak gapił się na lotnika w bezruchu, a każda chwila przynosiła mu coraz większy spokój. Cały świat przestał istnieć, jakby na bezludnym cyplu był tylko on i ptak. Po chwili ciszy gołąb wzbił się w powietrze i odleciał w kierunku słońca.


Objawienie nie tylko zniechęciło Krime'a do samobójstwa, bohater doznał również olśnienia i zrozumiał, że może łatwo uciec od wszystkich swoich problemów, wracając po zakopane pieniądze i budując sobie nowe życie. Okazuje się, że rzeczywiście pieniądze czekają nieruszone na miejscu i Krime może je sobie tak po prostu zabrać. Nie wiem natomiast, czy chrześcijański Bóg, do którego, jak mniemam, odwołuje się autor w tym rozdziale, jakoś szczególnie by poparł takie postępowanie. 
Nazwałabym to, przez co przechodzi Krime, nawróceniem częściowym.
Oczywiście tekst jest jak zawsze usiany dziwacznymi porównaniami, ale mam wrażenie, że pisałam o nich już tyle razy, że na tym etapie rozwodzenie się nad nimi jest zbędne. No bo w "Krime story" jak ptak świeci, to świeci jakby połknął żarówkę, a w ogóle to nie ptak, tylko lotnik. To już standard.

Kolejny rozdział nosi tytuł "Puzzle" i czytamy w nim o tym, jak to Szybki łączy ze sobą elementy układanki i dochodzi do wniosku, że napaść na Kamilę musi mieć coś wspólnego z wydarzeniami, w które zaangażowany był Krime, bo łączy je miejsce.
Wiara w przypadki była wadą, więc i tym razem nie przypisał tego zdarzenia czynnikowi losu.
Mnie się wydaje, że więcej wiary w przypadki wymaga założenie, że te sprawy naprawdę miałyby być powiązane. Znaczy oczywiście są, ale dajcie spokój, prawdopodobieństwo tego, co opisał autor w poprzednich rozdziałach po prostu nie istnieje. Szybki musi mieć wewnętrzną wiedzę o mechanizmach działania tego uniwersum, którą dzieli z autorem. 
W każdym razie Szybki po wykonaniu telefonu do kierowcy karetki potwierdza swoją tezę, że Krime był przy Kamili w trakcie drogi do szpitala. Ta informacja jednak nie okazuje się bardzo pomocna, bo nikt nie wie, dokąd zbiegł Krime. Do tego pojawia się wzmianka o tym, że napad na Kamilę może mieć związek z zaginięciami młodych kobiet, które wydarzały się w ostatnim czasie. Zapomnieliście o tym wątku? Tak, ja też.

Przechodzimy do rozdziału "Szczęście w nieszczęściu". Krime jedzie taksówką do Warszawy i płaci za kurs tysiąc złotych. Na miejscu ktoś specjalnie do tego celu wynajęty załatwił mu mieszkanie i nową tożsamość. Czytamy, że mieszkanie (w którym wcześniej urzędowały drogie prostytutki) jest luksusowe, ale czytamy też, że Krime'owi z łatwością udało się wykruszyć fugę i ukryć torbę z pieniędzmi pod wanną, więc jest luksusowe chyba tylko z perspektywy Krime'a.
Po raz pierwszy od tygodni spał dobrze i nie dręczyły go żadne koszmary. Próby przypomnienia sobie treści snów uświadomiły mu, że ich głównym bohaterem była dziewczyna, której uratował życie. Na jej twarzy nie było krwi ani śladów pobicia. Piękno jej urody dorównywało kwiatom rosnącym na polanie, przez którą beztrosko biegli, trzymając się za ręce. Letnie słońce muskało ich twarze pełne życia i tryskającego z nich szczęścia. Uczucia ze snu przeniosły się do realnego świata, a Krime trwał w tym stanie, nie chcąc otwierać oczu. Nigdy nie czuł niczego podobnego. Jakby jakiś genialny chemik skrzyżował wszystkie znane mu narkotyki, ustanawiając środek idealny. Niestety senne wizje z każda chwilą rozpływały się coraz bardziej  niczym poranna mgła.
Nasz bohater zakochał się w dziewczynie, o której nie wie absolutnie nic oprócz tego, że jest piękna. To ma nam pokazać, jakiej przemiany wewnętrznej doznał? Jak dla mnie jest to dokładnie tak samo powierzchowne jak jego relacje z kobietami wcześniej. Że z tamtymi chciał uprawiać seks, a z tą hasać po polu to żadna różnica.


Przyrządził sobie pożywne śniadanie i spożył je, oglądając telewizję śniadaniową. Goście programu wydawali mu się jakimiś sztucznymi tworami, a świat – o którym opowiadali – był mu obcy jak smak kawioru z jesiotra. Jego rzeczywistość była diametralnie inna. Zastanawiał się, czy byłby w stanie kiedyś móc żyć normalnie jak typowy Polak, ale wizja nudnego życia była odpychająca.
Pokażcie mi tych normalnych Polaków, dla których telewizja śniadaniowa nie wygląda jak sztuczny twór.
W ogóle to Krime planuje kupić mieszkanie w Warszawie, żeby zarobić na wynajmie, a potem wyjechać do Londynu. O praniu pieniędzy nie ma mowy, więc chyba ma zamiar je kupić za gotówkę w nadziei, że nikt nie zapyta o jej źródło. Chce też kupić samochód w Polsce i zabrać go ze sobą. Mam nadzieję, że bierze pod uwagę ruch lewostronny.

Tymczasem Kamila budzi się w szpitalu i powoli dochodzi do siebie w rozdziale "Szkoła śniących".
Jej twarz w dalszym ciągu była obandażowana, jak i głowa.
Chciałam to jakoś zilustrować, ale nie dałam rady, pozostawiam to zdanie waszej wyobraźni.
A teraz mocno chwyćcie się siedzeń, bo przed nami dzika jazda.
Zdarzenie zapisało się w niej w postaci traumy. jednak jej umysł nie pozostał jałowy jak opatrunki na jej ciele. Całe dnie po wybudzeniu spędzała na przemyśleniach dotyczących swego dotychczasowego stylu życia. Ten długi sen był niczym zajęcia pozalekcyjne, a uczniem była jej podświadomość. Ten miesiąc pozornej nieświadomości uczynił ją dorosłą istotą. Zrozumiała, że przez lata była w niewytłumaczalnym letargu i było jej wstyd za sposób życia, jaki wiodła do tej pory. 
Otóż Marcin Gutkowski pokazuje nam gwałt nie tylko jako karę za prowadzenie stylu życia, jaki bardzo mu się nie podoba u kobiety, ale również doskonałą lekcję dla nastolatki, która od teraz będzie żyła już tak, jak młodej pannie przystoi.
Autentyczne zdjęcie z koncertu rapowego Kaliego, niekoloryzowane:


Skupiona na konsumpcyjnym i roszczeniowym podejściu do świata wyrządzała sobie i ludziom dookoła wiele krzywdy. Zło opętało jej duszę, o której istnieniu zapomniała. 
Kali wyrządził dużo więcej zła niż Kamila, ale jego autor nawraca przez zesłanie gołębia, a nie gwałt zbiorowy. 
I jeśli Kamila była opętana, to karanie jej ze jej czyny jest trochę bez sensu, więc jest jasne, że wszystko, co autor pisze na temat Kamili, wynika z jego głębokiej jak Ocean Spokojny nienawiści do kobiet, a nie jakiegoś pomysłu na jej historię. Kobiety w "Krime story" są okropne, zasługują na najgorsze cierpienia, a w ogóle to są naczyniami Szatana.
Liczyły się tylko przyjemności i to czego chciała, a nie to co powinna. 
Jak znam "Krime story" to autor ma zapewne całą listę rzeczy, które kobieta powinna.
To co ją spotkało było ostateczną lekcją, której istotę dobitnie pojęła. Bóg dał jej jeszcze jedną szansę, ale tchnął w jej serce również pierwiastek miłości. Miłości do samej siebie. 
I do postulatów Marcina Gutkowskiego na temat kobiecości.
Pewnego wieczoru poczuła potrzebę rozmowy ze swoją największą przyjaciółką, którą ciągle miała przy sobie, ale odtrąciła ją dawno temu. Nadeszła pora, by wylać czerń zalegającą w jej duszy.
- Mamo... Chciałam z tobą porozmawiać...
- Czy coś się stało? - Zatroskana matka spojrzała na Kamilę.
- Tak, stało się... I to nie wczoraj ani nie rok temu. Coś niedobrego stało się ze mną i nie mogę sobie przypomnieć momentu, kiedy to było...
Jeżeli uważacie, że żadna nastolatka nie używa takiego języka i brzmi to bardziej jak cytat ze scenki rodzajowej z podręcznika do religii, to macie rację. I przygotujcie się na więcej.
- Co masz na myśli?
- Moje życie jest jednym wielkim kłamstwem... Odkąd pamiętam oszukiwałam cię na każdym kroku. Wydawało mi się, że jestem dorosła. Że powinnam zachowywać się jak oni wszyscy. A my jesteśmy zagubieni i po prostu nie wiemy, co robić i jak żyć. Każdy problem przypalałam papierosem. Każdą rozterkę zapijałam alkoholem, a każde uczucie trułam narkotykami. 
Teraz to już brzmi bardziej jak tekst na plakacie kampanii społecznej skierowanej do uczniów późnej podstawówki. 
Stałam się plastikowa jak Barbie, której urwałam kiedyś głowę i spuściłam w toalecie. 
W sumie to Marcin Gutkowski mógłby wyciąć cały ten wątek w redakcji i zostawić to jedno zdanie, przekaz ten sam, a zawsze mniej drzew poszłoby na przemiał.
Swoją głowę też straciłam i zastąpiłam ją natapirowaną atrapą. Wstydzę się swoich myśli i czynów... byłam zafascynowana seksem, choć nigdy nie przeżyłam prawdziwej miłości. Dzisiaj nikt nie wie, czym ona jest i gdzie jej szukać. Na Facebooku? Instagramie? Czy może w zatłoczonych klubach? Czy nasze pokolenie i kolejne, które nadejdą, są stracone?
Media społecznościowe to zło, a dopiero nasze pokolenie wymyśliło seks bez zobowiązań i tapirowanie włosów. 
Na tym etapie Marcin Gutkowski już nawet nie próbuje stylizować kwestii Kamili na mowę nastolatki, Kamila to konserwatywny pięćdziesięciolatek.
Nie wiem, jak mogłam być tak głupia i ślepa... Wiem, że chciałaś dla mnie dobrze... Wybacz mi, mamo. Przepraszam...
Starszej kobiecie łzy ciurkiem płynęły po policzkach. Po raz pierwszy od czasów dzieciństwa poczuła więź ze swoim jedynym dzieckiem. Jakby ta niewidzialna nić łącząca ich serca znowu przyciągnęła je do siebie. Choć usłyszane słowa sprawiły jej ból, była zadowolona, że porcelanowe maski bez wyrazu, które obie przez tak długo nosiły na twarzach, opadły i roztrzaskały się bezpowrotnie. Poczuła, że odzyskała córkę. Opanowując wzruszenie, odpowiedziała:
- Wiem, że popełniłam wiele błędów wychowawczych. Chciałam, abyś nie musiała doświadczać tego, co ja w dzieciństwie, gdy wszystkiego nam brakowało. Chciałam dać ci wszystko co tylko mogłam, byś wiedziała, jak bardzo cię kocham. Teraz wiem, że zamiast pieniędzy i prezentów najbardziej potrzebowałaś mnie... Jest mi przykro, że nie zauważyłam, co się z tobą dzieje. Byłam zbyt zajęta sobą i karierą, choć tak naprawdę mam wszystko. Jesteśmy zdrowi i mamy siebie. W całym tym przepychu i bogactwie zapomnieliśmy o najważniejszych wartościach. O tym co znaczy być rodziną. Obiecuję ci, że zawsze możesz na mnie liczyć i nigdy więcej cię nie zawiodę. Ja również z całego serca cię przepraszam...
Jak już rzucamy hejty na rodziny, w których rodzice przez pracę mają mało czasu dla dzieci, to oczywiście sytuacja jest wyłączną winą matki. Jak chodzi o całą postać matki Kamili, to jest ona płaska jak kartka papieru i jedyną jej funkcją w książce jest zniechęcanie kobiet do słuchania feministek. Już w tym momencie poświęciłam tej postaci więcej uwagi niż Marcin Gutkowski, więc nie widzę sensu kontynuowania tego wywodu.
Jak myślicie, kogo Kali nienawidzi bardziej: kobiet, które uprawiają seks, czy kobiet, które pracują?
Tym razem to Kamila płakała krokodylimi łzami. 
Marcin Gutkowski zdecydowanie nie wie, co to znaczy "płakać krokodylimi łzami".
Kobiety rzuciły się sobie w ramiona, w uścisku mocnym, jak nigdy wcześniej. Ich płacz rozchodził się po sali prywatnego szpitala. Rozmawiały otwarcie przez kilka kolejnych godzin, nadrabiając stracone lata życia obok siebie. Czuły się zespolone jak dwa tryby, które wzajemnie napędzają swoją chęć do życia.
Oto widzimy podwójne nawrócenie dwóch archetypów kobiet upadłych: bizneswoman i nastolatki.


Wtedy wchodzi ojciec Kamili z kwiatami i prezentem na osiemnaste urodziny córki - kluczykami do nowego samochodu, żeby nie musiała już więcej wracać na piechotę. Jego też Kamila przeprasza za bycie zła córką i zapewnia, że samochód przyjmuje z radością, ale bardziej cieszy się, że może być z rodziną. Na koniec rozdziału Kamila stwierdza jeszcze, że jej koleżanki są puste i w ogóle do niczego, bo jej nie odwiedzają, tylko jedna z nich wysłała jedną wiadomość. Widzi też, że napisał do niej ktoś jeszcze, ale nie wiadomo kto i z tą niepewnością zostawiam was do kolejnego odcinka.

To tyle na dziś. Jeżeli chcecie się przekonać, czy umiem też ładnie rysować, zapraszam na mojego instagrama, a jak chcecie być na bieżąco z postami, wpadajcie na funpag margaja na facebooku. Wystartowałam na nim z serią postów na temat odcinków "Seksu w wielkim mieście", zapraszam do czytania i komentowania. Jest dziwnie.