O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Przyszło mi do głowy, żeby publikowane wcześniej na forum analizatorskim dzieUo opublikować ponownie, tym razem na swoim własnym blogasku. Tutaj też będą się pojawiać (mam nadzieję) moje kolejne wariacje na temat opek i analiz. Pierwsze odcinki wyglądają strasznie źle, ale nie bójcie się, dalej jest tylko bardzo źle.

Komiks pojawia się w poniedziałki lub wtorki, zależnie od weny i nastroju aŁtorki.

A zdjęcia słodkich margajów do galerii możecie przesyłać mi na esia221@gmail.com ;)

26 listopada 2013

Komiksoanaliza "Nadziei" Katarzyny Michalak - część pierwsza

Dzień dobry wszystkim! Dziś długo zapowiadana nowość na margaju. Zabieram się nie za zanalizowane opko, lecz za niezanalizowaną książkę. Trzymajcie za mnie kciuki.

"Nadzieja" może być już niektórym znana z recenzji Zwierza Popkulturalnego (ostrzegam, są w niej spojlery). Postaram się podejść do tematu nieco inaczej niż Zwierz. Zdecydowanie więcej będzie rozkładania nieistotnych szczegółów na czynniki pierwsze. Elementy, które wzbudziły we mnie najwięcej negatywnych emocji (wierzcie mi, jest to książka z rodzaju złych zadających cierpienie czytelnikowi, nie złych śmiesznych, nie ma żadnych innych emocji) też będę opisywać. Może nawet uda się z tego dzieła wykrzesać coś śmiesznego. Ale tylko może.

Na wstępie mówię, że przy okazji ostatniej części analizokomiksu opublikuję na blogu moje opowiadanie inspirowane twórczością Katarzyny Michalak (czy raczej KejtM lub AutorKasi, jak ją fanki wolą zwać), ZE SCENĄ EROTYCZNĄ, jest na co czekać!

Zaznaczam, że oryginalny tekst "Nadziei" będzie w kolorze czarnym lub szarym, rojenia Eśki czerwonym w komiksie, a w tekście ciemnofioletowym, żeby nie bolały Was oczy.


Zaczynamy od początku. Część pierwsza zatytułowana jest "Mała samotna dziewczynka" i zaczyna się sceną wyrzucania drogocennego sprzętu elektrycznego do Wisły. Te pierwsze kilka stron pozwoliłam sobie skomiksić.



Na następnej stronie zauważamy, że książka cierpi na sraczkę czcionek. Kiedy tylko przenosimy się do przeszłości głównej bohaterki, atakuje nas Times New Roman.


Sześcioletnia Lila nieustannie wędrowała leśną ścieżką. Krótkie nóżki poniosły ją najpierw przez zarośnięty chwastami ogród, potem dziurą w płocie przepełzła do sadu, przebiegła przez łąkę i wreszcie doszła do lasu.

Totalnie mam przed oczami coś takiego:



Chwilę później dowiadujemy się, że siostra przyrodnia naszej protagonistki jej nienawidzi, a ojciec bije, dzięki czemu Liliana nauczyła się doskonale wszystkich dróg ucieczki do ogrodu, sadu i lasu.

Następnie dostajemy taką scenę:
Mimo to każdego wieczoru z nadzieją czekała na powrót ojca z roboty, a gdy był w dobrym humorze, pytała nieśmiało:
- T -tatu-u-usiu, p-pobawisz się z-e-e mną?
Ojciec wpadał wtedy w furię, łapał dziewczynkę za ramionka i potrząsał nią, krzycząc:
- Ze mną! Powiedz "ze mną"!
- Z-z-e-e-e - zaczynała posłusznie i już nic oprócz tego "eeee" nie przechodziło jej przez gardło. On wtedy puszczał dziecko, pocierał twarz i oczy, po czym szedł do kuchni, brał butelkę i zamykał się w swoim pokoju.
Zostawmy to, że pomimo wiedzy, że ojciec wpada w furię za każdym razem, wciąż go pytała. Ta książka ma dużo poważniejsze problemy. Poza tym, może dzieci tak mają, co ja tam się znam.
Z tego co wiem, jąkanie występuje na samogłoskach i półsamogłoskach, więc t-t, z-z czy p-p nie występowałyby w realnym życiu. Przecież tego się w ogóle nie da wypowiedzieć. (Fęksy lecą do Madame Missclick, za zwrócenie mi na to uwagi)
"Ramionka" to ciąg dalszy plagi zdrobnioneczek, zapoczątkowanej przez "nóżki".
Ojciec upija się, bo jego córka się jąka. Czy to nie obraża w jakiś sposób rodzin z problemem alkoholowym?

Gorzej było, gdy zaczynał płakać - patrzył na córkę z zaciśniętymi zębami, a po policzkach spływały mu łzy. Lila wtedy uciekała. Jak najdalej. Czując w sercu wielki smutek. Choć nie tak straszny jak tego dnia, gdy dowiedziała się, że to ona zabiła swoją mamę... że gdyby nie Lila, mama by żyła, a tata byłby szczęśliwy...
Czyli to jednak nie przez jąkanie. Zwala na córkę winę, za śmierć żony. Bardzo logicznie.

Mimo to co dzień czekała na ojca. I, gdy tylko miał lepszy humor, pytała:
- T -tatu-u-usiu, p-pobawisz się?
Facepalm. Nie, nie sądzę, żebym tak rozumowała, nawet mając sześć lat.

Teraz dostajemy opis nowej żony Borowego, bo tak nazywa się ojciec Liliany. Jest ona kobietą o dobrym sercu. Tak dobrym, że:
Parę razy napomknęła, że sąsiedzi mogą zauważyć siniaki na rękach Lilki, ale [Borowy] osadził żonę jednym warknięciem.
No bo co ludzie powiedzą! A, że córkę bije, to co z tego w sumie.
Umilkła więc, przyrzekając sobie, że Elżuni [swojej córki, przybranej siostry Liliany] bić nie pozwoli.
Takie złote serce miała!

A teraz, proszę Państwa, prawdziwa BOMBA! W tym momencie pierwszy raz rzuciłam książką w podłogę.
We wsi wszyscy wiedzieli, że kochał pierwszą żonę i nie mógł przeboleć jej śmierci, za którą obwiniał małą. Nie krył się z tym ani przed sobą, ani przed dzieckiem, zaś sarkanie sąsiadek go nie obchodziło. Lila nie chodziła głodna, brudna czy obdarta - i to wystarczyło. Większość dzieciaków we wsi była gorzej traktowana, a siniaki po ciężkiej ręce ojca czy matki nosiły nie tylko na ramionach. Nie przyszło mu do głowy, że może i mali sąsiedzi biegali samopas całymi dniami, jednak w domu ktoś ich kochał. Jego córka, odrzucona przez rówieśników przez jąkanie, nie miała nikogo takiego.
Aha. Możesz tłuc swoje dziecko, o ile tylko je kochasz. Aha. Aha. Aha. AHA. Bicie dziecka byłoby okej, gdyby się nie jąkało. AHA.
Sarkanie sąsiadek SPOWODOWANE KATOWANIEM DZIECKA, które nie ma nawet śladów jakiegokolwiek sensu (nie, żeby w jakiejkolwiek sytuacji mogło mieć) go nie obchodziło. Nad tym przejdę, w końcu to tylko postać stworzona do nienawidzenia.
Ale tutaj w narracji mamy przemycony osąd moralny.
Większość dzieciaków we wsi była gorzej traktowana, a SINIAKI PO CIĘŻKIEJ RĘCE OJCA CZY MATKI NOSIŁY NIE TYLKO NA RAMIONACH. Nie przyszło mu do głowy, że może i mali sąsiedzi biegali samopas całymi dniami, JEDNAK W DOMU KTOŚ ICH KOCHAŁ.
Nie no, to jest tak obrzydliwe, że zwyczajnie nie potrafię znaleźć słów, żeby to opisać. Mam tylko szczerą nadzieję, że nie są to prawdziwe poglądy autorki.

W książce nie mogło też zabraknąć jednego z najbardziej oklepanych motywów świata.
Dzieciństwo Lili byłoby smutne, gdyby nie wspaniała, nieograniczona wyobraźnia. To właśnie wyimaginowani przyjaciele ratowali dziecko przed dotkliwą samotnością.
Ciekawe, co nowego wniesie AutorKasia?
Teraz też, idąc przez skąpany w słonecznych promieniach las, dyskutowała zawzięcie z niedawno wymyśloną Logopedą.
Czy Wy też już wiecie, na jakiż to oryginalny pomysł wpadła autorka? Czujecie ten geniusz? Doceniacie tę kreatywność?
To imię usłyszała kiedyś od macochy, która namawiała męża, by poszedł z dziewczynką do specjalisty. Lila, pełna nadziei, potakiwała słowom cioci Marii, ukryta za drzwiami, lecz wizyta u tajemniczej nieznajomej nie doszła do skutku. (...) A Lila jak się jąkała, tak jąkała. Za to zyskała niewidoczną przyjaciółkę o egzotycznym imieniu.
Tak, przewidzieliście to w ciągu dwóch sekund.

W każdym razie, Liliana idzie z Logopedą, a raczej Logo-o-pedą, do lasu.


Odnosząc się jeszcze do rosyjskiego używanego przez Aleksieja (tak się nazywa nasz wilkołako-elf), zacytuję wybitną, słynną w całych internetach ruskolożkę, Orszulę:
"Smatriet' ma o nieakcentowane czytane jak a, ale akcencik się przemieszcza z odmianą i już w smotriszsia będzie o akcentowane czytane jako o. Nie a.". Okazuje się więc, że AutorKasia strzeliła byka.

Tak więc to było pierwsze dziesięć stron książki "Nadzieja". ;P

Za tydzień poznamy sołtysa złego jak Szatan, dowiemy się na czym polega różnica pomiędzy Ruskiem a Łemkiem oraz wszyscy razem, zgodnie znienawidzimy naszą protagonistkę.


21 komentarzy:

  1. Popadłem w stupor już od pierwszych zdań. Ee... nie. Ona serio zaczyna "anihilację dotychczasowego życia" (kwi!) od wyrzucenia elektroniki do Wisły? Te karty też wyrzuciła? A ona w ogóle myślała, co potem? Ucieknie gdzieś w góry i... co? W głowie mi się to nie mieści, nie w xxi wieku. Boru.
    Ciężar oraz cała pierś kapitalna. :D "by czuć jej zbawczy kształt" - furda krzyże, najszybszą drogę do zbawienia gwarantuje nasz nowy opływowy model telefonu :D
    Interesujące przedstawienie głównej bohaterki.
    Pozwolisz, że skomentuję scenę z siniakami zupełnie tak samo - AHA.
    Szelestu szelestu - i już myślałem, że Jeż jak Byk, ale w sumie wizualizacja Wieeelkiego konia też zrobiła mi noc. "dęsing, gerl" <3
    Zastanawiam się własnie, czy "zranioną" to odpowiednie słowo w zestawieniu z niemożliwością postawienia ni kroku. I, ja wiem, że to dziecko i wszystko wydaje jej się takie wieeelkie, ale JAK ona chciała mu owinąć ranę liśćmi? Totalnie z dupy wplatane przez elfo-wilkołaka do wypowiedzi rosyjskie słowa mnie ranią. "Przy drodze, którą ty priszła". Mhm, no nie wiem, "priszła" zaraz obok "przy" daje kuriozalny efekt. Jeżeli chodzi o strzelonego byka - można by się zastanawiać, czy w ogóle powinna pisać a, w transkrypcji na polski o oddajemy jako o, bez względu na to, czy jest akcentowane, czy nie. ALE, licentia poetica.
    Początek udany, czekam na ciąg dalszy i sołtysa złego jak Szatan. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zastanawiam, czy w transkrypcji powinno być "cziewo", a nie "czego". Ale to zdecydowanie nie jest transkrypcja, tylko zwykłe pisanie fonetycznie (co jest w sumie zrozumiałe, jako że słucha tego dziecko, które raczej nie zna rosyjskiego) - więc uwaga Orszuli jest uzasadniona. Nic nie denerwuje mnie tak bardzo, jak wciskanie pojedynczych wyrazów w obcym języku - coś jak hiszpańskie wampiry w Zmierzchu. Już lepiej napisałaby po polsku z miękkim akcentem.
      Bicia dzieci nie skomentuje, bo samo wprowadzenie głównej bohaterki - biednej małej bitej dziewczynki ze złą macochą jest denerwujące i śmierdzi Disneyem.

      Usuń
  2. " Teraz dostajemy opis nowej żony Borowego, bo tak nazywa się ojciec Liliany. Jest ona kobietą o dobrym sercu. Tak dobrym, że:
    Parę razy napomknęła, że sąsiedzi mogą zauważyć siniaki na rękach Lilki, ale [Borowy] osadził żonę jednym warknięciem.
    No bo co ludzie powiedzą! A, że córkę bije, to co z tego w sumie."
    Ten fragment wyjątkowo mnie oburzył, i to nie ze strony aŁtorKasi, tylko z Twojej. Jeśli mąż osadził ją jednym warknięciem, to NIE znaczy, że ona była złą kobietą. To znaczy, że była w związku w przemocowym facetem, który miał nad nią władzę i kontrolę. Słaba - być może, niezbyt zdrowa - na pewno. Ale w sumie dlaczego nie dobra?

    Natomiast reszta komiksoanalizy prawidłowa, zacna i bardzo mi się podoba. Chociaż jako że z natury złośliwa jestem, w ramach elfa dałabym nie Legolasa, a Kmicicofilavandrela czy jakiś inny szczerbaty pomiot.
    Za dotykanie ładnych ruskich chłopców powinno się aŁtorKasi obciąć ręce, nogi i internety. Za dotykanie Łemków też, zaraz, czy ona nie studiowała czegoś humanistycznego w Krakowie? Co za hańba! :(

    PS: co ona w oryginale dała temu ruskowilkołakoelfowi, wódeczkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważ, że ta kobieta jest czy uważa, że jest w stanie postawić się facetowi w sprawie własnej córki - w takim razie i pasierbicy by mogła, więc śmiem trochę wątpić w jej dobroć.

      Usuń
    2. W dalszej części książki mamy coś w stylu "odchodziła i wracała, kiedy skończyły jej się pieniądze", co zmienia mi trochę obraz tej postaci jako uzależnionej od męża. Oprócz tego warknięcia, nie pamiętam też żadnych innych przejawów przemocy Borowego w stronę żony czy też jej córki. Oczywiście, bicie Liliany mogło być dla niej świadectwem brutalności męża, ale, tak jak pisze Leleth, macocha odpuszcza sobie zdrowie swojej przybranej córki, postanawia sobie jedynie, że Elżuni będzie bronić. Nie, nie krytykuję zachowania tej kobiety, kto wie, jak ja sama bym się zachowywała w takiej sytuacji. Krytykuję tutaj użycie zwrotu "miała dobre serce" zderzone z tym właśnie opisem faworyzacji swojego rodzonego dziecka.
      Ech, ciężko roztrząsać takie kwestie w "Nadziei", gdyż bohaterowie są tutaj zbudowani wybitnie źle i niekonsekwentnie. Już się boję akcji z gwałtem, którego nie było.

      W oryginale też jest krówka, musiałam skrócić trochę zdanie i zapomniałam nawiasu kwadratowego. Już daję edytę.

      Usuń
    3. http://i.imgur.com/6zaFdrB.png O, tutaj jest cały akapit.

      Usuń
    4. Leleth - ale weź poprawkę na to, że jedno dziecko jest łatwiej chronić niż dwójkę.
      Eśka - okej, rozumiem, że w dalszej części mogło pojawić się coś takiego, jednak na podstawie tego, co mamy do tej pory, niczego takiego nie widzę.
      Ale ja ogólnie jestem przewrażliwiona jeśli chodzi o takie sprawy, więc... :)

      Usuń
    5. Okazało się, że zapomniałam o fragmencie, który znalazłam ponownie czytając książkę do analizy. Po zastraszeniu przez Aleksieja Borowy zamiast Liliany bije żonę, więc przemoc na przestrzeni książki była kierowana także w jej stronę. Nie zmienia to dla mnie wymowy tego wcześniejszego akapitu, ale wolę o tym napisać, bo w komentarzu wyżej pisałam, że nie pamiętam innych objawów przemocy.

      Usuń
  3. Talent Pani Eśki rozkwita. A co do samej AłtorKasi, powiem tylko jedno: Hit 'em hard!
    Jeżu słodki, nie. Kaleczenie języka rosyjskiego jest nie na moje nerwy. Facet, który wrzuca pojedyncze rosyjskie słowa do wypowiedzi poza tym sformułowanej całkiem poprawną polszczyzną, nie brzmi jak Rosjanin. Brzmi jak publicysta "Rzeczypospolitej".

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie czytałam niczego, co napisała AutorKasia (i nie zamierzam), spotykałam się w sieci jedynie z najgorszymi fragmentami jej książek, ale nie sądziłam, że one mogą być AŻ TAK złe... Z ciekawości weszłam na lubimyczytac.pl, przeczytałam opinie czytelników ("Powieści tej wybitnej pisarki literatury kobiecej rozchodzą się jak świeże bułeczki, (...).") i zastanawiam się, jak niektórzy nie potrafią dostrzec niczego złego w tej szmirze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @"Powieści tej wybitnej pisarki literatury kobiecej rozchodzą się jak świeże bułeczki..."
      Istnieje uzasadnione podejrzenie, że między innymi ona sama wychwala własną twórczość w internetach.

      Usuń
    2. Według mnie to ten sam mechanizm co w przypadku Zmierzchu czy innych takich. Powielanie opinii zasłyszanej od kogoś, kto też gdzieś ją zasłyszał. Bardzo mnie smuci bezkrytyczne podejście do kultury.

      Usuń
  5. Eśko, masz pojęcie, jak genialnie wypadły ostatnie kadry drugiego komiksu? Widział ktoś takie dzieło w internetach! :D Zapomniałaś złożyć fęksy i kartki AŁtorKasi, dzięki której powstaje to wiekopomne dzieło w postaci pierwszej komiksoanalizy w polskiej komiksosferze :D
    I już nie mogę się doczekać opka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny margaj <3
    Dziękuję Ci, że przeszłaś dla nas przez tą bolesną książkę. Analiza jest świetna. Doskonały ostatni kadr pierwszego komiksu. "Dęsing, gerl" umarło mnie. Brawa za dizajn postaci - ta różowa dżdżownica jest piękna.

    OdpowiedzUsuń
  7. *nie ogarnia, o co chodzi aŁtorkasi z ruskim elfem*

    OdpowiedzUsuń
  8. No cudo Ci wyszło! Doskonale pamiętam recenzję Zwierza i to streszczenie, które przedstawiało historię głupszą z każdym kolejnym zdaniem. Nie wierzyłam, że to jest możliwe, ale jednocześnie nie byłam taką masochistką by przekonać się o tym na własnej skórze. Teraz zaznam nieco grafomaństwa ałtorki, ale dzięki analizie i margajom będzie to zdecydowanie milsze w odbiorze. Także dziękuję i czekam na więcej bo zapowiada się cudnie. Zamierzasz przemaglować caluchną książkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, ta książka naprawdę jest tak okropna. W zasadzie można by rozbierać ją w analizie zdanie po zdaniu, czasem miałam problem, które fragmenty wybrać. Na razie w planie jest analiza całej książki, mam nadzieję, że starczy mi sił psychicznych. Boję się jedynie trudnych i kontrowersyjnych tematów, które AutorKasia porusza w swoich książkach bez głębszej refleksji, a do których ja będę musiała podejść jako do beznadziejnie opisanych, jednocześnie nie oceniając samych postaci, a raczej osób, które mogłyby być na ich miejscu.

      Usuń
  9. Różowa dżdżownica <3
    A co do ilustrowania reszty książki... podziwiam, szaleńczo ambitne plany. Będę śledzić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż mnie strzeliło..! Jako miłośniczka języka rosyjskiego nie mogę znieść tego "smatriszja"! Pomijając już zapis fonetyczny, słowo "smotriet'sa" oznacza tyle, co "przeglądać się, zapatrywać się na coś (w sensie: inaczej się na to zapatruję), wyglądać". Na pewno jednak nie "gapić się"!

    Alva

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XD, naprawdę? Szkoda, że nie znam rosyjskiego i nie zauważyłam. Wspaniały błąd!

      Usuń
    2. Tak mnie jeszcze zastanowiło, a co, gdyby Aleks był Anglikiem? Byłoby "hał du ju du"? i "kom on", i "destinejszyn"? Rosyjski to taki sam język jak każdy
      inny, czemu trzeba go aż tak... szpecić? No nie mogę, ja naprawdę znam i lubię ten język i boli mnie, jak widzę takie potworki:(

      Alva

      Usuń