O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Przyszło mi do głowy, żeby publikowane wcześniej na forum analizatorskim dzieUo opublikować ponownie, tym razem na swoim własnym blogasku. Tutaj też będą się pojawiać (mam nadzieję) moje kolejne wariacje na temat opek i analiz. Pierwsze odcinki wyglądają strasznie źle, ale nie bójcie się, dalej jest tylko bardzo źle.

Komiks pojawia się w poniedziałki lub wtorki, zależnie od weny i nastroju aŁtorki.

A zdjęcia słodkich margajów do galerii możecie przesyłać mi na esia221@gmail.com ;)

17 grudnia 2013

Komiksoanaliza "Nadziei" Katarzyny Michalak - część czwarta

Czyżby był już wtorek? Tak szybko? Zapraszam więc do czwartego spotkania z "Nadzieją".
Tekst oryginalny, jak zawsze, siwy lub czarny, moje dopiski czerwone lub ciemnofioletowe.

Liliana dowiaduje się, że Anastazja musi wysłać ją z powrotem do domu, bo jej ojciec na pewno się nie zgodzi, żeby została w Nadziei.
Ja go poproszę - zaczęła i zaraz umilkła. Bardzo chciałaby zostać w tym cichym, spokojnym domu, z Anastazją, która co wieczór czesała jej włosy i śpiewała kołysanki, z Aleksiejem, który nie wyśmiewał się z jej kalectwa i był jej przyjacielem, ale... kochała przecież tatę, mimo bicia, strachu i wyzwisk. Teraz, gdy odeszła ciocia Marysia z Elżunią, on został sam i pewnie tęsknił za swoją małą córeczką...
Dlaczego to czesanie włosów jest przypominane za każdym razem, gdy Liliana myśli o Anastazji? Może wszystkie problemy rodzinne Stach rozwiązałby czesząc Lilianę?
Jak mówiłam, w tej książce jąkanie się całkiem serio jest nazywane kalectwem.
Tak, wiem, że to normalne u dzieci, że kochają swoich rodziców jakkolwiek ci by ich nie traktowali, ale kurczę, ona jakby w ogóle nie miała... instynktu samozachowawczego. Naprawdę w ogóle nie boi się wracać do ojca, kiedy nie będzie już jej "ruskiego obrońcy"? Ani trochę?


Włącza się skośna czcionka:

Nie. ojciec za mną nie tęsknił, a przynajmniej nie dał tego po sobie poznać, o czym przekonałam się parę dni później, gdy Anastazja odprowadziła mnie do domu. Ojciec leżał w barłogu, jeszcze poobijany po wypadku. Właśnie znieczulał się flaszką taniego wina, gdy weszłyśmy do ciemnego pokoju, a ciotka głosem tłumionym z gniewu rzekła:
- Przyprowadziłam Lilę. Wyjeżdżam i nie mogę się nią dłużej zajmować.
- Co się należy? - Wybełkotał w odpowiedzi, a Anastazja prychnęła z pogardą i gniewem. Teraz rozumiem ten gniew: musiała zostawić dziecko, które polubiła, może nawet pokochała, w tym ciemnym, śmierdzącym pokoju, na łaskę i niełaskę człowieka, któremu nie powierzyłaby nawet psa.
Jeszcze poobijany po wypadku - czyli minęło niewiele ponad dwa tygodnie. 
"Wyjeżdżam" - przecież już wyjechała, tylko wróciła (prawdopodobnie zostawiając ośmiolatka samego w środku lasu) 
Naprawdę nie rozumiem, jaki był sens wieźć Lilianę do Nadziei na te dwa tygodnie, kiedy Anastazja wiedziała, że będzie musiała ją odwieźć i zostawić Aleksieja samego, albo musieć szukać mu opieki wśród nieznanych sobie ludzi. Nie mogła przełożyć wyjazdu o dwa tygodnie?
Skoro tak kocha tę małą, a ojcu nie powierzyłaby nawet psa, dlaczego nie pójdzie na policję? Wiem, jak wyglądają warunki w domach dziecka, ale mimo wszystko, są lepsze niż to co się dzieje w domu Liliany. 
A zresztą, jak przedstawiona jest policja w tej książce dowiemy się przy gwałcie, którego nie było.



 - Lila, zostaniesz z tatusiem, ale pamiętaj, że zawsze jesteś u nas mile widziana. Pamiętaj, że tam, za górami, za lasami jest dom, w którym ktoś na ciebie czeka.
Tysiąc kilometrów od ciebie, ale jest. Odwiedzaj nas kiedy chcesz. 

Aleksiej chodzi do katolickiej szkoły dla chłopców.



Anastazja oznajmia Aleksiejowi, że jadą do Zagrodziny, spytać ojca Liliany, czy pozwoli Lilianie spędzić z nimi wakacje. 
Co oni tak, w tę i nazad?
Chłopcu rozbłysły oczy. Tęsknił za przyjaciółką, choć nie przyznałby się do tego za żadne skarby świata. Martwił się o tę kruszynę pozostawioną na łaskę i niełaskę nieobliczalnego ojca. Teraz więc chwycił torbę podróżną i stanął przed ciotką, gotów jechać tam natychmiast.
Niech ktoś mi wskaże ośmiolatka, który użyłby odnośnie koleżanki słowa "kruszyna".
Ale dom małej Liliany stał zamknięty za cztery spusty. Borowy, zabierając ze sobą córkę, żonę i pasierbicę, ruszył w Polskę za pracę i nikt nie wiedział, czy i  kiedy powrócą.
ICOTERAS? Czy Liliana i Aleksiej spotkają się ponownie? Czy czytelnik odczuje jakieś emocje?
Lila i Aleksiej mieli się spotkać za długie dziewięć lat...
Nie. Nie odczuje.

I tym akcentem kończymy cześć pierwszą książki, zatytułowaną "Mała samotna dziewczynka" i przechodzimy do części drugiej o tytule "Wzgardzona piękność". Wyobraźcie sobie, jak może wyglądać ta część. Pewnie macie rację.

Piętnastoletnia Lilka była pięknością. Skończoną pięknością. Ludzie na jej widok zatrzymywali się i odprowadzali wzrokiem zjawisko o wspaniałej figurze, pięknych, platynowych, długich do pasa włosach i oczach błękitnych jak niebo w letni poranek. Była rozwinięta ponad wiek: piersi miała kształtne i pełne, talię wąską, tyłeczek zgrabny, a nogi długie i szczupłe. Każda dziewczyna, każda kobieta, która znała Lilkę Borową, zazdrościła jej urody i powodzenia.
Nieźle zajechało opkową Mary Sue. Nevermind, czas na zmianę designu!


Zlituję się nad Wami, i nie przytoczę fragmentu o Stachu Borowym nabuzowanym testosteronem, bo Lilka rozkwitła. O tym, że Elżunia i Maria były o nią zazdrosne też nie powiem. Ani słowa o zimnych prysznicach Borowego. Na temat sąsiadów, co mieli chrapkę na piękne młode ciało także milczę.

Prawie dwie strony tekstu kursywą, które najchętniej przepisałabym w całości, tak są nadziane diamentami, lecz Zosia11 przestrzegła mnie, że byłoby to zbyt okrutne. (Endżi za to zapragnęła przeczytać książkę w całości, co daje ciekawe świadectwo o Endżi) Przytoczę więc kilka fragmentów:
Nadal się jąkałam - to był mój kompleks, ale jednocześnie ucieczka. Ucieczka przed lepkimi dłońmi kolegów ze szkoły, które wpychali mi między nogi, dłońmi, którymi miażdżyli mi piersi, ucieczka przed spoconymi, śmierdzącymi ciałami, którymi napierali na mnie podczas każdej przerwy, zaganiając przerażoną ofiarę w byle kąt i tam macając, gniotąc, szarpiąc. To był koszmar, w którym obudziłam się pewnego dnia i żyłam dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku.
(...) Jednak pewnego dnia, gdy zapędzili mnie do męskiej toalety i tam niemal obdarli z ubrania... tego dnia coś we mnie pękło. Gdzie tam pękło! To była eksplozja nienawiści. Zaczęłam drapać, szarpać i gryźć. Rwałam włosy, orałam pazurami twarze, zaciskałam zęby na lepkich rękach, które usiłowały mnie przytrzymać.
(...)Umiem walczyć! Aleksiej byłby ze mnie dumny! Albo... przyłączyłby się do tamtych. Jak dobrze, że wyjechał i nie powrócił...
(...) Wkrótce zaczęły dojrzewać inne dziewczyny, chętniejsze, bardziej przystępne i chłopcy mogli je obmacywać bez ryzyka utraty palca czy oka, dali mi więc spokój. Za to zaczęły mnie nękać koleżanki zazdrosne o moją urodę.
Jakżeż ja siebie wtedy nienawidziłam! Tych długich, jedwabistych włosów, elfich oczu, szczupłego ciała, pełnych ust... Ukrywałam się za bezkształtnymi, burymi ciuchami. Włosy wiązałam w koński ogon i wciskałam pod chustkę albo czapkę. Garbiłam się, by ukryć piersi. I... tak, muszę - nie, nie muszę! - c h c ę to wyznać: karałam się.
Co jest nie tak z tymi fragmentami... A co jest tak?
W jaki sposób jąkanie było ucieczką? W sensie, że miała jakąś wadę w swoim doskonałym jestestwie? 
A wiecie co mnie drażni najbardziej? Bardziej niż to, że sytuacja jest totalnie nierealna (jeśli ktoś ma takie wyobrażenia o wiejskich szkołach, zapewniam oczywiście, że są nieprawdziwe) i bardziej niż to, że Liliana nie może pójść z tym problemem do wychowawczyni/dyrekcji/na policję? Bardziej niż to, że od biedy, nie może na przerwę poprosić o klucz i zostać w klasie, albo nawet i zamknąć się w kabinie w łazience? (Wiem, że nie ona jest winna, i nie powinna być zmuszona do ukrywania się, ale w takiej sytuacji, nie znajdując nigdzie pomocy broniłabym się choćby tak) Najbardziej drażni mnie to, że prześladowcy Liliany są jedną masą o nazwie "koledzy ze szkoły", nie ma żadnego rozwinięcia, to nie są postaci, to jest spocona papka. Nie ma żadnego "Darek był najgorszy" czy "Marcin macał niemrawo". Nic. Żadnej próby. Jedynym rówieśnikiem Liliany, który ma prawo choćby do imienia jest Aleksiej.
Że wyżyła się na oprawcach to się nie dziwię, ale opis jest wyjątkowo uroczy. Że doszła do wniosku, iż Aleksiej jest pewnie taki sam, też się nie dziwię, realistyczne nawet, w tak nierealistycznej sytuacji, rzekłabym.
Tak, bo w końcu macać coś trzeba. Nieważne co, przecież macanie jest sensem życia każdego kolegi ze szkoły - mackobota. 


I jeszcze zazdrosne o urodę były, a to. 
Zazdrość o urodę w połączeniu z następnym akapitem niebezpiecznie kojarzy mi się z popularnym w opkach motywem przeklętej urodą głównej bohaterki i jej "koleżanek", które zazdroszczą jej, nie rozumiejąc jej cierpienia, bo one takie puste, takie głupie, hahaha.
Z karaniem się chodzi o to, że Liliana się cięła, czy raczej "chlastała", najczęściej po wnętrzu ud, gdzie najłatwiej było ukryć blizny.

Wracamy na chwilę do momentu, kiedy Aleksiej i Anastazja pozostawiają Lilianę i wracają do Nadziei.
Lila zaś stała na drodze i ocierając łzy, odprowadzała przyjaciół pełnym rezygnacji wzrokiem. Gdyby ktoś teraz spojrzał w oczy tej sześcioletniej dziewczynki, przeraziłby się, jak dorosły jest jej ból.
Jakby to... To jest tanie. Dorosły ból sześciolatki jest tani.


Co do "ciskania", tego jest w tej książce pełno, wszyscy wszystkim ciskają. Non stop.

Włącza się narracja pierwszoosobowa.
Teraz mówią na to "samookaleczenie", ja nazywam rzecz po imieniu: od szóstego roku życia się chlastałam. (...) czekałam z mocno walącym sercem, aż dom opustoszeje, choćbym miała spóźnić się do szkoły, po czym zamykałam się w łazience, rękami trzęsącymi się jak u narkomana w głodzie wyciągałam ukrytą w szczelinie pod umywalką żyletkę i z westchnieniem ulgi przejeżdżałam pod skórze.
Sześciolatka olewa szkołę, żeby chlastać się brudną żyletką. Nie trzeba komentować, wystarczy streścić.

I znów trzecioosobowa.
Za parę dni zaczynała naukę w pobliskiej szkole średniej. Aż dygotała z przerażenia i wstrętu na samą myśl, że koszmar, jaki przeżyła w podstawówce, powtórzy się tutaj. Że znów będzie musiała walczyć, drapać i gryźć, by dali jej spokój. Że chłopcy, owszem, odpuszczą, ale dziewczyny nie darują Lilce tej przeklętej urody.
Tak, oprawcy Liliany mieli czternaście, lub mniej, lat. Jakieś pytania?
Trochę wynika, jakby musiała drapać i gryźć dziewczyny, co jej nie odpuszczą urody.

Po drodze okazuje się, że Borowi zostali eksmitowani.

Dwa akapity potem cię... chlastanie się Liliany w łazience przerywa wkroczenie Aleksieja.

Uniosła spojrzenie pełne łez na twarz przyjaciela, na jego roześmiane oczy, dotknęła policzka, szorstkiego od zarostu, musnęła włosy, tak czarne, jak kiedyś, ale teraz nieco dłuższe. Poczuła siłę ramion, już nie chłopięcych, a jak najbardziej męskich, obejmujących jej talię i... chciała się wyswobodzić, nagle zażenowana, ale on tylko się zaśmiał miłym, głębokim śmiechem. Owszem, pozwolił jej nieco się odsunąć, ale nie miał zamiaru wypuszczać dziewczyny z rąk.



Tak imaginuję. (Fęksy za Rasputina dla Zosi11)


Liliana i Aleksiej idą na łąkę, Aleksiej opowiada o swojej szkole i planach na studia.
- Lilou, nie powiem już ani słowa. dopóki nie usłyszę, jak się tobie wiedzie. Ojciec nadal popija? - Spoważniał. Uśmiech w czarnych oczach zgasł.
Dziewczyna kiwnęła głową.
- Wyrzucili go za to z ostatniej roboty. A nas razem z nim. - Trudno przychodziły te słowa, ale przecież jemu mogła powiedzieć wszystko. Czy rzeczywiście?
- Maria zostawiła tego pijusa?
- Och, odchodzi i wraca, jak bumerang. A z nią oczywiście Elżunia. - Tu skrzywiła się wieloznacznie. 
- Nadal nie przepadacie za sobą? - Raczej stwierdził niż zapytał.
- Jest podła, mściwa i zazdrosna.
POPIJA. Borowy POPIJA.
Rodzinę Liliany wyrzucono z pracy Borowego. Aha.
Maria bumerang. Ona tak serio? 


Aleksiej chce potrzymać Lilianę za ręce.
- Nie rób tego!
Wyrwała dłonie, odwróciła się i chciała pobiec ku ścieżce, ale nie pozwolił na to.
- Lilka, poczekaj, stój! - Przytrzymał ją za ramię, zwrócił ku sobie, zajrzał w błękitne oczy, teraz pociemniałe z przerażenia i błyszczące od łez. - Co się stało? Dlaczego nie mogę trzymać cię za ręce? Przecież się mnie nie boisz...
- Bo to się nie skończy na zwykłym trzymaniu! Tak się zawsze zaczyna, ale nigdy nie kończy! Będziesz chciał więcej i więcej. Najpierw niewinnego buziaka, potem przytulanki, a na końcu wsadzisz mi łapę między nogi! Jak oni! Jak ci wszyscy...!
"Przytulanki" i "niewinne buziaki" moim zdaniem zabijają tę książkę nawet bardziej niż jej szkodliwość , bezsensowna fabuła i niedorobieni bohaterowie.
Wybuchnęła płaczem, odpychając go z całych sił. 
Chłopak przez chwilę stał jak wmurowany. Pobladł tak, jakby go uderzyła tymi słowami. W następnym momencie chwytał dziewczynę na ramiona i stawiał przed sobą, nie zważając na jej rozpaczliwe próby uwolnienia się.
- Słuchaj mnie! Słuchaj, dziewczyno! - Potrząsnął nią raz i drugi, aż umilkła i opadła z sił.
A na pewno to przeżyła? Tu się dzieje jakaś przemoc. A, no tak, bo Aleksiej - taki silny charakter wow wow.
- Przyrzekałem, że będę cię bronić. Że do końca życia będę twoim przyjacielem i nigdy, nigdy! cię nie skrzywdzę. Przyrzekałem to, a ja nie rzucam słów na wiatr. Więcej cię nie dotknę, nie spojrzę na ciebie jak na kobietę, choć Bóg mi świadkiem, że jesteś prześliczna i patrzenie na ciebie sprawia prawdziwą przyjemność, ale nie spojrzę, tylko, błagam, nie odtrącaj mnie niczym parszywego psa, bo inni cię podle traktowali. Ja nie jestem taki jak inni.
Cóż za wyrzeczenie. Ależ on lepszy od (wszystkich) innych. Wow.
Urwał.
Głowę?
Zacisnął palce na jej ramionach jeszcze mocniej i powtórzył:
- Nie jestem jak inni. I nigdy cię nie skrzywdzę. Przysięgam.
Ej, skoro przyrzekałeś jej nie krzywdzić, to może przestać nią trząchać i zadawać jej ból?
Skinęła głową, niezdolna wykrztusić ani słowa.
Zadusił.
- Jest aż tak źle? - zapytał cicho, przerywając ciążące milczenie. i sam sobie odpowiedział: - Ja chodzę do szkoły męskiej, nie uświadczysz u nas dziewczyn, ale wyobrażam sobie, co potrafią wyrabiać napaleni gówniarze...
- A ty niby nie? - prychnęła.
Powinien się żachnąć, zaprzeczyć, ale zamiast tego odrzekł spokojnie:
- Ja potrafię się kontrolować.
Jeden jedyny na świecie. Wow.

Dziękuję za uwagę, na dzisiaj kończymy. Jeśli kogoś interesuje, gdzie jesteśmy, to proszę bardzo:


A co za tydzień? Wygląda na to, że dotrzemy do gwałtu, którego nie było, przyrodzeń prawie na wierzchu i innych wesołych fragmentów wyobraźni autorki, co to je niekoniecznie chcieliśmy oglądać.

10 komentarzy:

  1. Pierwsza?
    Ręka, noga, mózg na ścianie!!!
    Przepraszam, gwałty dopiero w następnym odcinku? Mi się wydawało, że w tym odcinku dostaliśmy już wystarczającą ich ilość :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próby gwałtów, seksy, oskarżenia o gwałt, wszystko dopiero przed nami...

      Usuń
  2. Rasputin. Mnie. Ómarł. Na amen.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie tylko Rasputin, ale i mackoboty, i biały miś są piękne. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Gwałt, którego nie było... będę bardzo przeklinać? Nie no, poważnie pytam, gwałt w opku to jedna z najgorszych zbrodni, jaką może popełnić aŁtorka. A to nie jest zwykła aŁtorka, to jest aŁtorka, którą czytają.
    Sryli, ja nie ogarniam, w jakich czasach żyła Kaśka, że jej się wydaje, że taka "banda gówniarzy" pozostaje bezkarna, rzucając koleżanką jak marionetką. Z takim przedstawieniem sytuacji się jeszcze nie spotkałam. Że włożą kosz na głowę nauczyciela i że będą wołać do kogoś, że ma fajne cycki - tak. Męczyć psychicznie - jasne. Że zaczają się po szkole i zrobią krzywdę - jeszcze. Ale żeby podczas przerwy, gdzie jest minimum jeden nauczyciel dyżurujący, zaczynają wbrew czyjeś woli kogoś obmacywać i, lepiej, rozbierać - no...

    Som granice.
    A baj de łej wspaniały biały miś i przedstawienie Aleksieja po latach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawi się motyw gwałtu, ale AutorKasia podeszła do tematu... ciekawiej... niż większość ałtoreczek.

      Usuń
    2. Mamy się bać?

      Usuń
    3. To w przyszłym tygodniu wszyscy parzymy melisę.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń