O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Przyszło mi do głowy, żeby publikowane wcześniej na forum analizatorskim dzieUo opublikować ponownie, tym razem na swoim własnym blogasku. Tutaj też będą się pojawiać (mam nadzieję) moje kolejne wariacje na temat opek i analiz. Pierwsze odcinki wyglądają strasznie źle, ale nie bójcie się, dalej jest tylko bardzo źle.

Komiks pojawia się w poniedziałki lub wtorki, zależnie od weny i nastroju aŁtorki.

A zdjęcia słodkich margajów do galerii możecie przesyłać mi na esia221@gmail.com ;)

14 stycznia 2014

Komiksoanaliza "Nadziei" Katarzyny Michalak - część szósta

Witam po przerwie! Miejcie świadomość, że przerwałam oglądanie piątej serii Breaking bad, żeby napisać dla Was ten post, proszę, doceńcie!
W tym odcinku nie będzie za dużo komiksów, bo w tych fragmentach jest mniej akcji, a za to więcej opisów i monologów. Cóż, indżojcie.

Tekst oryginalny ciemnosiwy, tekst mój czerwony lub fioletowy.

Liliana gardzi sobą po tym, jak oskarżyła Aleksieja o gwałt, a z tego powodu...
Prochy. Podkradałam z apteczki, co było pod ręką i łykałam niczym gęś tłuste kluski: garść tabletek z krzyżykiem, pabialginę, coś przeciwkaszlowego, wreszcie – jeśli apteczka była pusta – łapałam tubkę z butaprenem i po paru sztachnięciach odlatywałam do krainy nigdy-nigdy.
Niczym. Gęś. Tłuste. Kluski. Ktoś to napisał i nie umarł na żenadę. Ale wiecie co? Teraz ten fragment opisu autorki na okładce: Z wykształcenia jest lekarzem weterynarii, swoją pisarską pasję dzieli z miłością do zwierząt, co znajduje odzwierciedlenie w jej książkach. w końcu ma sens. Jaki weterynarz nie powstrzymałby się przed takim porównaniem?
Zapytałam ogarniętą chemicznie Łyżkę, czy takimi środkami da się naćpać, oto odpowiedź: "Naćpać się da, ale jeśli boChaterka nie miała w apteczce psychotropów z substancji o działaniu narkotycznym mamy tu  butapren, który... działa odwrotnie niż ałtorkasia opisuje. Znaczy, wszelkie wąchanie klejów pobudza, a nie otępia." Kolejny raz widzimy tutaj, że research jest olany sikiem prostym.
(...) Ile lat to trwało? Do końca liceum, które z trudem udało mi się skończyć. Maturę zdałam ledwo, ledwo, z łaski nauczycieli. Przede mną były studia, do których przymuszał mnie ojciec.
– Moja córka ma być kimś! – powtarzał, śliniąc się nad butelką taniego bimbru. – Skończy szkoły, dostanie pracę w urzędzie i będzie wielką panią, nie to, co wy! – Tu toczył wzrokiem po nachlanych kumplach.
Szacun, wow, praca w urzędzie, wow, wielka pani. A w domu będzie miała trzy meblościanki wypełnione kryształami i panele dopasowane kolorystycznie do dywanów na ścianach.


Mimo że chciałam iść na turystykę i hotelarstwo – w marzeniach wciąż widziałam siebie i Aleksieja na jachcie, przemierzających morza i oceany świata – poszłam na ekonomię. Jakim cudem się dostałam? Nie wiem. Mogę się tylko domyślać, czemu moje zdane na tróje egzaminy zbiegły się ze sprzedażą sporego kawałka ziemi i dziką awanturą oraz odejściem Marii.
Cudnie, protagonistka zdaje dzięki łapówkom.
Mnie to, co się działo w domu, nie obchodziło. Chciałam się stąd wyrwać za wszelką cenę. Nawet jeśli miała być to utrata paru hektarów czy rozwód ojca z macochą.
Rozumiem, że Liliana chce się wyrwać z patologicznej rodziny w jakikolwiek sposób, ale naprawdę, lepszą drogą byłoby przyłożenie się do matury, a nie liczenie na łaskę ojca płacącego łapówki, a potem beznamiętne stwierdzenie, że nic ją koszty jej studiów nie obchodzą.


W tym właśnie momencie kończy się część druga - "Wzgardzona piękność", a zaczyna część trzecia - "Ofiara losu". Okazało się, że niektórzy z Was (Ponder) wnioskowali, że wymyślam te tytuły sama, ale nie, one naprawdę tam są.



Liliana podbija krakowską uczelnię.

Nie odmawiała żadnemu. To o niej, Lilce Borowej, mówili w całej Akademii z przekąsem i przymrużeniem oka „stu-dentka”.
Albo jestem za mało ogarnięta w slangu, albo za głupia, żeby zrozumieć, z jakiej to przyczyny na rozwiązłą studentkę mówiono "stu-dentka".  Jestem otwarta na interpretacje.
– Masz ochotę na bara-bara? Liczysz na szybki numerek w ciemnym korytarzu? Marzy ci się dobry seks bez zobowiązań? Zgłoś się do Lilki-stu-dentki, ona jest zawsze chętna.
Dlaczego? Czyżby ze skromnej, surowo wychowanej dziewczyny stała się nimfomanką? Nie. Lilka rozpaczliwie chciała być kochana. I w swej naiwności pomyliła miłość z seksem.
Normalnie wzruszyłam się. Chociaż nie, dalej zastanawiam się nad "stu-dentką".
Z litości nie będę przedstawiać Liliany jako roweru o stu dętkach. Ale wiedzcie, że mogłam to zrobić.


Bo nie lubiła seksu.

Owszem, nauczyła się świetnie udawać orgazm – każdy facet dawał się zwodzić i chwalił się potem, że Borówka szczytowała pod nim pięć razy pod rząd – ale tak naprawdę Lilka nie czuła nic. Oprócz obrzydzenia do samej siebie i swoich kochanków.
Po co to robiła, jeśli czuła obrzydzenie?
„Naprawdę jesteś taki głupi, żeby nie poznać, że gram? Taki ślepy, żeby nie widzieć nienawiści w moich oczach i zębów zaciśniętych nie z rozkoszy, a z gniewu?” – takie pytania przelatywały jej przez myśl, gdy spod przymkniętych powiek przyglądała się coraz to nowym kochankom.
I dalej, po co to wszystko? Liliana jest na drugim roku studiów, przez te dwa lata dalej nie nauczyła się, jak to tu pisali, odróżniać seksu od miłości?
(...) Gdy zostawała sama – choć w przepełnionym akademiku samotność była rzadkim luksusem – wyciągała pocieszycielkę-żyletkę.
A pewnie, to wszystko po to, żeby mieć powód do emowania.



Pochyła czcionka:

Nie miałam pojęcia, z kim wpadłam, kto będzie tatusiem mojego dziecka. Co za wstyd… Musiało się to przytrafić podczas zakrapianej balangi, na której złamałam żelazną zasadę: „Nie pij przy innych”, i po paru głębszych z moją słabą głową osunęłam się pod stół. Tam pewnie któryś wziął, co chciał, zostawiając w zamian to, czego ja nie chciałam.
Tak, spadła pod stół i została zgwałcona.
Liliana zastanawiała się, co zrobić.
(...) ale nie potrafiłabym zabić dziecka, własnego maleńkiego, bezbronnego dziecka. Bo przecież już teraz biło jego serduszko, już miał główkę, rączki i nóżki. Wiem to, bo od razu pobiegłam do biblioteki i naoglądałam się zdjęć. To nie był już li tylko zbitek komórek…
Jeśli pobiegła od razu, po dowiedzeniu się o ciąży, czyli gdzieś w okolicach pierwszego miesiąca, to dziecko główki, rączek i nóżek jeszcze nie miało. Research, coś?
(...) Nad ranem wpadła mi do głowy szatańska myśl: muszę znaleźć dziecku tatusia. I to szybko!
To będzie dokładnie tak złe, jak przypuszczacie.


Dookoła kłębił się tłum studentów. Dziewczyna nie rozglądała się, nie strzelała wzrokiem, nie wabiła. Po prostu szła z lekko zagubionym wyrazem twarzy, czekając aż to ON ją odnajdzie. Pan Właściwy.
Nigdy nie uważałam, że Nadzieja nie jest zwykłym opkiem, ale teraz, to mam już pewność, że nim jest.
(...) Nagle stanęła jak wryta, bo oto miała go przed sobą…
I po tym dramatycznym zawieszeniu akcji przenosimy się do teraźniejszości. 


Liliana jest w drodze do Nadziei, i zgadnijcie co? Las otworzył się przed nią.



Nic ciekawego więcej się nie dzieje, wracamy do przeszłości.

Liliana widzi na korytarzu Aleksieja z jakąś inną dziewczyną i mdleje z zazdrości, jakiś student pomaga jej wstać.
Oboje jednak wiedzieli, że niedługo się spotkają. Czy Aleksiej chciał, czy nie, Lilka była jego przeznaczeniem. Albo przekleństwem.
Tak, autorka uparła się na ten koncept, wiemy. 
Dowiedzmy się czegoś o studencie, który pomógł Lilce wstać.
Dzisiaj Lilka miała pierwszą randkę z Karolem, studentem prawa, poznanym na korytarzu Collegium Novum, który miał dwie zalety: po pierwsze, był idealnym kandydatem na męża i ojca nieswojego dziecka, po drugie… znał Aleksieja Dragonowa.
Zapamiętajcie, drogie Czytelniczki (i podczytujący w ukryciu moje bestsellerowe komiksoanalizy Czytelnicy, roniący nad moimi powieściami łezki wzruszonka): najważniejszą zaletą kandydata na męża jest znajomość z Waszym byłym.
(...) pozwoliła odprowadzić się młodemu mężczyźnie pod sam dom. Na więcej się nie zgodziła, mimo że Karol sugerował kawę czy drinka w pobliskiej knajpce. Nie. Jeśli Lilka miała tego studencika zdobyć – na resztę życia, nie na jedną noc – musiała grać cnotliwą i niedostępną. Przyszło jej to bez trudu.
Cnotliwa dziewczyna nie może przecież iść na kawę przy pierwszym spotkaniu.
Karol codziennie wystawał pod jej domem dotąd, aż zgodziła się na spotkanie.
Stalker?


Nagle do mieszkania wchodzi Aleksiej. (Dziękuję Zosi11 za znalezienie mi cudnej wściekłej Liliany).




Liliana przekonuje Aleksieja, że powinni być razem, a ten mówi, że zbyt wiele razy go skrzywdziła, nudy na pudy.



Gniew mężczyzny opadł. Zastąpiło go poczucie winy. Bo przecież przyszedł tutaj w jednym celu – niczym narkoman po długoletnim odwyku – zażyć jej. Wziąć ją. Posiąść. Zamknąć w ramionach i nie wypuścić dotąd, aż go zaspokoi.

Niebezpiecznie kojarzy mi się to z pewnym popularnym blogerem i jego "wziąć jak swoją własność".
Ten fragment to chyba pierwszy przykład traktowania Liliany przez Aleksieja jako należącej do niego, będzie tego więcej.


W końcu Aleksiej jednak decyduje się zdradzić Olgę z Lilianą, aby zachować wspomnienie wspólnej nocy na resztę życia. Potem dostajemy jeszcze dziwaczną scenę, gdzie Aleksiej mówi, że nic go nie obchodzi z iloma facetami spała Liliana.

– Nie oskarżam cię. Jesteś dorosła. Wiesz, co robisz. Jeśli masz chęć zaliczyć każdego faceta na roku czy na uczelni…
Miała ochotę go uderzyć. Gdyby stał teraz przed nią, spoliczkowałaby go ze złości i rozpaczy, że nie dał jej szansy na wytłumaczenie, ale Aleks leżał tuż obok, obejmując ją ramieniem i gładząc przez cały czas kciukiem jej policzek.
– Kupowałam ich przyjaźń – powiedziała cicho. – Dziewczynom płaciłam prezentami, a facetom seksem za to, żeby nie być sama. Żeby ktokolwiek się mną interesował, żeby rozmawiali ze mną na przerwach i po zajęciach. Czy ty wiesz, Aleks, co znaczy samotność?
Dżizas, przecież powiedział, że nic mu do tego.
Nieważne, leci lepszy stuff.
Nawet w dzieciństwie, gdy odrzuciły cię dzieciaki ze wsi, miałeś ciotkę, która stała za tobą murem, kochała cię, troszczyła się o ciebie, a gdy trzeba było, broniła przed bandą wiejskich gnojków. Potem wyjechałeś do szkoły z internatem i twoja samotność skończyła się raz na zawsze. Z jakim błyskiem w oczach opowiadałeś o swojej bandzie, o kumplach, co poszliby za tobą w ogień, o zabawach i wygłupach, wreszcie o przyjacielu, miał na imię Tomek, z którym mogłeś konie kraść. Potem poszedłeś na studia i dam sobie rękę uciąć, że nie cierpisz na brak zainteresowania dziewczyn, a i koledzy chętnie przebywają w twoim towarzystwie. Skąd to wiem? Ja też ciebie obserwowałam, choć jedynie parę chwil, jak wyluzowany, na uczelnianym korytarzu, obściskiwałeś się z piękną Olgą, pozdrawiając przechodzących kumpli skinieniem ręki i uśmiechem, niczym jakiś pieprzony udzielny książę. Nie wiesz nic o samotności małego dziecka, którego nikt nie chce, małej dziewczynki-jąkały, z którą nikt nie chce się bawić, a którą każdy wyśmiewa, nie wiesz nic o samotności dorastającej dziewczyny, której każdy chłopak w promieniu kilometra chce tylko wsadzić rękę między nogi, a jeszcze lepiej nie tylko rękę. Do ojca z tym nie pójdę, bo dostanę wciry, wyzwie mnie od kurew i zamknie na tydzień w pokoju, bo to moja wina, to ja prowokuję cyckami na wierzchu, choćbym nie wiem jak te cycki ukrywała. Macocha jest na mnie wściekła, bo odbieram konkurentów jej córci, córcia zaś wbiłaby mi nóż w plecy, gdyby tylko nie poszła za to siedzieć. Faceci mnie nienawidzą, bo nie daję tego, co chcą, dziewczyny mnie nienawidzą, bo tamci ganiają tylko za mną. Jestem sama, zupełnie sama przeciwko całemu światu. Od najmłodszych lat. I z tej samotności czasem mi odbija. Ot, cała opowieść. Teraz możesz podziękować mi za uroczy wieczór i dobre pieprzonko, ubrać się, wyjść i już nigdy nie wrócić. Ja jestem przyzwyczajona do takiego traktowania.
Już nawet pomijając treść, kto użyłby takiego języka w mowie potocznej? Przecież tu nie da się znaleźć jednego zdania, które nie brzmiałoby sztucznie. Przeczytajcie sobie to na głos i nie umrzyjcie na żenadę.
A co do treści tej "spowiedzi" (tak jest to nazwane w narracji) to nie wiem, czy jest za bardzo co komentować, te wszystkie głupoty były już to chyba wałkowane wystarczająco dużo razy, po prostu indżojcie.
(...) Nagle Aleksiej znieruchomiał, pochylony nad jej udem. Lilka natychmiast zgadła, czemu tak uważnie mężczyzna się przygląda. Skóra, wszędzie indziej gładka, tutaj srebrzyła się cienkimi bliznami. Krótsze, dłuższe, płytsze, głębsze…
– Tniesz się – rzekł głosem wypranym z uczuć.
Tak, motana emocjami Liliana rzucała się na kończyny z żyletką-pocieszycielką, ale zawsze pamiętała, żeby wcześniej ściągnąć gacie, bo przecież o bliznach w innym miejscu dowie się świat. Swoją drogą, ciekawe jaki procent kochanków z uczelni widział te blizny. A może ma chodzić o to, że oni nie zwracali uwagi na takie rzeczy, tylko Aleksiej taki uważny i opiekuńczy i troskliwy i dobry i idealny?
(...) Resztę nocy spędzili na długich rozmowach i na czułym, a czasem dzikim seksie.
xD Czuły, czasem dziki.
Lilka zgodnie z obietnicą opowiedziała Aleksiejowi o wszystkim, nawet o facetach, z którymi szła do łóżka za obietnicę wieczoru we dwoje. Przemilczała jedynie pewien drobny fakt: że z jednym z nich wpadła, że jest w ciąży, że boi się wrócić do domu i przyznać się do tego, ale boi się też zostać sama z dzieckiem, bez rodziny, bez pomocy, więc rozpaczliwie szuka kogoś, kogo mogłaby w ojcostwo wrobić. Nie, już nie szuka. Znalazła.
Och mój boru, a sądziłam, że nie mogę już Liliany nienawidzić bardziej.
Tak, o tym Lilka nie napomknęła ani słowem, przyrzekając parę godzin wcześniej szczerość, prawdomówność i wzajemne zaufanie. Wierzyła w wielkoduszność Aleksieja, wiedziała, że ją kocha, ale nawet jego miłość i poświęcenie miały swoje granice. Lilka była pewna, że dowiedziawszy się o ciąży, po prostu by wstał i wyszedł.
Jesteś obrzydliwa, Liliano. Po prostu obrzydliwa. Zaciągnęłaś faceta do łóżka, żeby okłamać go i wrobić w ojcostwo. A wszystko to zrobiłaś będąc przekonaną, że nie swojego dziecka nie chciałby wychowywać.


Potem jeszcze Liliana mówi w myślach coś na kształt: tobą i z dzieckiem, które nie będzie twoje, ale o tym nigdy się nie dowiesz. 

W tym momencie nerw mnie trzepnął i kończę analizę. Zanim odejdę dam wam jeszcze jeden fragmencik:
Kochali się przez dwa dni i dwie noce, niemal nie wychodząc z łóżka. Gdzie tam łóżka! Robili to i w kuchni, na stole, gdzie Lilka chciała przygotować cokolwiek do jedzenia, i w łazience pod prysznicem, i w korytarzu, gdy Aleksiej miał zejść do sklepu po jakieś zakupy… Nie dość syci siebie odrywali się na parę chwil, by wracać jeszcze bardziej spragnieni dotyku, smaku, czułości, seksu.


Dobra, tak się tylko przekomarzam. Jeszcze Was nie zostawiam.

Pochyła czcionka.
Gdy zobaczyłam w twojej dłoni… Dlaczego?! Dlaczego zostawiłam ten nieszczęsny test w szafce przy łóżku?! Jak mogłam być taka głupia?! Taka nierozważna?! 
Po prostu byłaś sobą.
Łykając łzy, patrzyłam, jak ubierasz się bez słowa. Jak zaciskasz szczęki, by nie wybuchnąć.
Próbowałam coś powiedzieć, wytłumaczyć, błagać, byś został, byś mnie wysłuchał, ale ty zapytałeś tylko z bezbrzeżną pogardą:
– Wszystko ci było jedno – ja czy Karolek – co nie, Lilith?
„To nie tak!” – chciałam krzyczeć.
– Powiedziałabym ci! Powiedziałabym…
– Kiedy? Przed ślubem czy po nim?
– Jeszcze dziś bym powiedziała, uwierz mi!
– Miałaś czas, miałaś kurewsko dużo czasu, by między opowiastkami o kochankach wspomnieć, że któryś zrobił ci dziecko.
– Nie wybaczyłbyś mi tego! Nie zgodził się… Odszedłbyś!
– Tego nie wiesz. Ale teraz rzeczywiście ci nie wybaczę. Twoje słowa, twoje przyrzeczenia są warte tyle co splunięcie. Niech cię szlag, Lilith. Niech cię jasny szlag!



Wyszedłeś, trzasnąwszy drzwiami. A ja zostałam znów sama. Mając za towarzyszkę i pocieszycielkę jedynie żyletkę.



Po tym jakże emocjonującym fragmencie przenosimy się do teraźniejszości. Liliana zabłąkana w lesie dostała esemesa od Aleksieja.

„Spełnienia marzeń w dniu imienin, Lilou”. „Lilou”! To było pierwsze, co zobaczyła i zrozumiała. A więc wybaczył jej! I pamiętał! Jak co roku – czy kochał ją, czy nienawidził – wysyłał życzenia imieninowe, ale czasem pisał „Lilith” i wtedy wiedziała, że jest jego przekleństwem. Dziś zaś…
Jak kochał - pisał Lilou, jak nienawidził - Lilith. A co by było, gdyby była mu obojętna? Tak tylko teoretycznie rozważam.
Nacisnęła wybieranie numeru, modląc się, by odebrał.
Odebrał.
– Jeżeli cię obudziłem… – zaczął przepraszającym tonem, a Liliana miała ochotę ucałować telefon i tulić do piersi.
– Aleks, Aleks, ja zabłądziłam! – wyrzuciła z siebie w następnej chwili. – Szłam do ciebie, do Nadziei i zabłądziłam! Aleks… – Rozpłakała się.
No i w sumie ten urywek teraźniejszości to tylko rozmowa telefoniczna i porady co do przetrwania w lesie udzielane przez szukającego Liliany Aleksieja. Z większych loli mamy to:
„Gdybym rozpaliła ognisko…”.
Ciocia Anastazja pokazała dwójce dzieciaków, jak to zrobić. Czy uda się jednak powtórzyć sztuczkę z dwoma patykami teraz, gdy w zgrabiałych palcach Liliana ledwo mogła utrzymać plecak? Czy uda się pocierać patyki dotąd, aż dadzą iskrę? Tego nie wiedziała, była pewna jednego: Aleksiej nigdy by się nie poddał. Gryzłby te patyki ze złości, ale rozpaliłby ognisko. Ona więc też tego dokona!
A cóż by dało Aleksiejowi pogryzienie patyków? Swoją drogą, czy rozpalanie ogniska w środku lasu jest mądre?



W końcu Liliana rozpala ognisko i zasypia przy nim.



Teraz to już koniec. W następnym odcinku ślub Liliany, dom znikający jak zgaszona świeca i och mój boru, jaki ograny motyw.



Jeszcze sto stron!


34 komentarze:

  1. Jestem uzależniona od podnoszenia sobie ciśnienia, dlatego tak uwielbiam Twoje margaje.
    Po tym co tutaj czytam muszę iść do mojej przyjaciółki i pocieszycielki - suchej bułki. A potem sztachnę się jakimś butaprenem, bo na trzeźwo to tego nie idzie ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest tak strasznie złe, że nawet stosunkowo normalnemu osobnikowi mogłaby przyjść ochota przywdziać kostium różowego królika i pójść rozbić najbliższy wieczór chałtorski pani AŁtorKasi. A potem następny. I następny. Tyle że już w stroju kangura.

    "Jak kochał - pisał Lilou, jak nienawidził - Lilith. A co by było, gdyby była mu obojętna?"
    Wtedy pisał "paLililililili".

    "Stu-dentka", bo stu chłopom giąć się daje? Tak tylko spekuluję.

    OdpowiedzUsuń
  3. "ale nie potrafiłabym zabić dziecka, własnego maleńkiego, bezbronnego dziecka. Bo przecież już teraz biło jego serduszko, już miał główkę, rączki i nóżki. Wiem to, bo od razu pobiegłam do biblioteki i naoglądałam się zdjęć. To nie był już li tylko zbitek komórek…"

    Ag oderwała wzrok od komputera. Poczuła, jak bardzo bolą ją oczy - czy to od świecącego monitora, czy to od świecącej głupoty autorKasi. Ściągnęła okulary, palcem wskazującym i kciukiem przetarła oczy, następnie ścisnęła podstawę nosa. Spojrzała za okno, gdzie zapadł już zmrok. I pomyślała "No kurwa".

    Przepraszam za ten liryczny wtręt, ale ta książka mnie dobija. Aborcja to trudny temat. Autor może mieć o nim swoje zdanie, bohater może mieć swoje. Ale wypadałoby o tym pisać z sensem. A to jest zwyczajnie bzdurne. Aż niesmaczne. To chyba była biblioteka parafialna.

    W ogóle Liliana to jakiś koszmar.

    Sfrustrowana nowa czytelniczka Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej klasie od biologii wiszą plansze, z których Liliana mogłaby się więcej dowiedzieć, niż z tej biblioteki. Czy AutorKasia nie mogła sobie po prostu podarować tematu?

      Liliana jest postacią tak okropną, że aż bolesną. Pojęcia najmniejszego nie mam, jak ta książka może się komuś podobać.

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że autorka nie zamierza się rozmnażać, bo jej wiedza na temat kobiecej fizjologii jest na poziomie podstawówki.
    1) Bije serce dzieciątka Liliany? Ma głowę, ręce i nogi? Uroczo. Zawiązki kończyn wykształcają się w szóstym tygodniu życia płodu, czyli w drugim miesiącu ciąży. Na dobrą sprawę zaczynają przypominać kończyny w ósmym tygodniu.
    2) Liliana nie ma zamiaru przyspieszać pożycia z Karolkiem, bo jeszcze weźmie ją za dziwkę (którą jest).
    Wniosek może być tylko jeden: ciężko będzie udawać, że dziecko jest Karolka, choćby Borowy dał lekarzowi łapówkę za gadki o wcześniaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na drugiej randce Liliana planowała już chyba finisz w łóżku, tak się domyślam, bo wkładała jakąś przezroczystą bluzeczkę czy coś na ten kształt i mówiła, że dzięki temu będzie dobrze wyglądała rozbierając się. Tylko jeśli już osądzać po tym, na której randce się idzie do łóżka, to ja nie wiem, czy to taka duża różnica, za pierwszym czy za drugim razem.

      Usuń
    2. Ma dwóch synów.

      Cathy Dollanganger właśnie się posunęła na podium Największej suki i najbardziej znienawidzonej przeze mnie bohaterki literackiej ever, robiąc miejsce Lilianie.

      Usuń
  5. Jakim cudem Liliana miałaby udawać nieśmiałą cnotkę przed Karolem? Z cytowanych fragmentów wynika, że wszyscy na uczelni wiedzą, że boCHaterka sypia z kim popadnie. Ma przezwisko "stu-dentka", faceci opisują kumplom jej orgazmy... Aleksiej wie, że Liliana miała wielu facetów, a Karol jest kolegą Aleksieja, pewnie mają też jakiś wspólny krąg znajomych. I ten oto Karolek, facet na tyle przebojowy, by walczyć o wymarzoną laskę (ergo: nie jakiś zahukany "forever alone"), nigdy, przenigdy nie usłyszał chociażby głupiej plotki, która dałaby mu myślenia? Yesu, nie ogarniam meandrów "logiki" Michakowej. -_-

    To raz. Dwa: nachalna propaganda antyaborcyjna w wykonaniu aŁtorki nie sprawia, że zaczynam litować się nad tymi wszystkimi malutkimi serduszkami, rączkami i nóżkami, wykształconymi, a jakże, już w momencie, w którym babie spóźnia się pierwszy okres. Sprawia, że mam ochotę walnąć coś na miarę Bratkowskiej.

    Na koniec akcent optymistyczny: Eśko, żyletka w roli psychoterapeuty była cudna!! Spłakałam się ze śmiechu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, przecież Karol musiał słyszeć o Lilianie "stu-dentce" (cokolwiek oznacza ta ksywa). Obnażyłaś jeszcze jedną dziurę fabularną!

      Usuń
    2. Ale oni studiują na tej samej uczelni? Znaczy, z jednej strony nie podejrzewam AłtorKasi o wysłanie swojej bochaterki gdziekolwiek indziej niż na UJ, ale studiowanie tam ekonomii kiedy w tym samym mieście ma się UEk dla mnie nie ma sensu. Tak, jeszcze wierzę w Sens :D Więc teoretycznie jeżeli by nie studiowali razem, Karol mógł nie słyszeć o podbojach Lilki albo uznać to za złośliwe plotki. Czy coś. Nawet to, że Karol jest kolegą Aleksieja nie znaczy, że koniecznie muszą mieć wszyscy wspólne towarzystwo. Ale to wszystko ma sens tylko jeżeli w nie zacytowanych fragmentach bzdury się nie zagęszczają.

      Z analizy najbardziej uwielbiam ostatniego margaja-Aleksa. I stu-dętkę. I ogólnie szacun za zostawienie dobrego serialu dla złej książki.

      Usuń
    3. Nie mam pojęcia, gdzie studiuje Liliana. Wiem tylko, że studiuje ekonomię. Zdaje mi się, że jeśli Aleksiej słyszał o Lilianie, to Karol raczej też by słyszał, ale możliwe, że nie znali się dobrze i obracali się w innych kręgach, jak mówisz, albo po prostu Aleksiej się interesował. Ostatecznie chyba to bym odpuściła Kejt.

      Usuń
    4. A ja mam z tym nonsensem problem. No bo kurczę, Liliana w ogóle ma mega problem z kojarzeniem faktów, ocenianiem ludzi, ogarnianiem rzeczywistości i swojej sytuacji, logicznym myśleniem, wreszcie ze spojrzeniem dalej niż sięga czubek jej nosa. Genialny Plan idealnie pasuje do tego poziomu umysłowego, jaki Liliana do tej pory prezentuje (tj. półupośledzonej idiotki) i świadczy wręcz o konsekwentnym prowadzeniu postaci... Tyle że wiem, że nie o taki efekt AłtorKasi chodziło.
      Mimo wszystko najbardziej smutne jest dla mnie zachowanie Aleksieja. Może się dopatruję piętnastego dna, ale widzę tam przede wszystkim litość, pobłażliwość w stylu Cullenów i wykorzystywanie koleżanki-idiotki. (A narrator przyjął perspektywę Liliany, o.)

      A w ogóle (skoro już komciam) to Rasputin i metapody wciąż i wciąż odbijają mi się śmiechem, Eśko, jesteś genialna. I taka mniejsza od trzech.

      die_Kreatur

      Usuń
    5. "To o niej, Lilce Borowej, mówili w całej Akademii (...)"
      Niestety - aŁtorKasia najprawdopodobniej zbezcześciła AGH. :<
      (Nawiasem mówiąc, czy michalaG w ogóle kiedykolwiek studiowała? Akademia to nie jest szkoła. U nas na roku na kierunku jest więcej ludzi niż w całej mojej podstawówce, a sam obiekt to w zasadzie miasto w mieście. Nie wyobrażam sobie, żeby "cała akademia" mogła plotkować o jednej puszczalskiej pannie).

      Usuń
    6. W zasadzie podczas tej całej gadaniny Aleksiej mówi, że szukał Liliany po uczelniach, wypytywał o nią i wtedy trafił na jej kolegów z roku. Wynika z tego, że raczej nie kojarzył wcześniej nikogo, kto mógłby ją znać, więc i Karol nie musiał o niej słyszeć. Co prawda jakoś średnio łączy się to z faktem, że gadała o niej cała Akademia, no ale, musiało być dHramatycznie (aż jest idiotycznie, to inna sprawa), nie?
      Liliana sama w sobie nie jest postacią źle wykreowaną, wręcz przeciwnie, dawno nie widziałam bohaterki od początku do końca przedstawionej tak konsekwentnie jako głupia, okrutna, nieczuła, pusta i jeszcze mająca czelność twierdzić, że to wszystko nie jej wina. Jest genialnym obiektem nienawiści i jako taki spełnia swoją rolę idealnie. Problem z nią polega na tym, że jest główną bohaterką, ponoć pozytywną, a AutorKasia usiłuje ją wybielić na wszystkie możliwe sposoby i na przekór logice.

      Usuń
    7. A ja bym powiedziała, że właśnie jest źle wykreowana, bo z treści wynika, że w założeniu autorki miała być dobra, miła, współczująca i idealna do utożsamienia się. Nie wyszło.

      Usuń
    8. Cóż... Ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że miała taka być. Serio, tego po niej po prostu nie widać. Można wykreować postać źle, ale nawet wtedy zwykle widać, że efekt miał być inny, tylko autor schrzanił. A Liliana jest po prostu złą, upierdliwą, pustą lalą i podczas brnięcia przez "Nadzieję" nie widziałam ani jednej próby zmiany tej opinii. Po prostu nic, zero. Nawet ten jej dialog "byłam taka biedna i samotna" brzmi jak "miałam trudne dzieciństwo, wiec mogę być kretynką", co jakoś do mnie nie przemawia. Jeśli ona nie miała być taka od początku... to AutorKasia ma poważny problem. Nie tylko z kreacją bohaterów, ale też z prawdopodobieństwem psychologicznym i postrzeganiem wieeelu tematów.

      Usuń
    9. Jak dla mnie to przez całą książkę widać, że Liliana miała być idealna i skrzywdzona przez świat, plus jeszcze jest złą Lilith, która sprowadza na Aleksieja nieszczęścia, postępując czasem wprost okrutnie, ale to przecież nic takiego i powinien jej wybaczyć, bo PRZEZNACZENIE. Tę dobrą Lilianę w złym świecie widać zwłaszcza w opisach dzieciństwa, gdzie Lilunia jest małym, słodkopierdzącym dzieciaczkiem, którego dzieci nie lubią, bo się nie ze swojej winy jąka, (ja tam bym jej nie lubiła nawet bez jąkania się) a ojciec bije, bo zabiło mu żonę. Później mamy Lilunię nastolatkę, która jest taka skromna, że nosi workowate stroje, i zły świat, który chce ją zgwałcić. Na studiach jest skrzywdzona wspomnieniami Lilunia szukająca ciepła i zły świat, który wykorzystuje ją seksualnie lub majątkowo.
      No, i już na okładce jest napisane, że Liliana to bohaterka, "z którą każda z nas może się utożsamić".

      Usuń
    10. Niby racja, z drugiej jednak strony, osobiście odniosłam wrażenie że Liliana od początku jest osobą albo wybitnie nierozgarniętą, albo po prostu na swój sposób złą. Nawet jako dziecko, choć wiedziała, że ojciec się wścieknie i tak przylatywała do niego KAŻDEGO DNIA z tym samym pytaniem, mimo że zawsze kończyło się to krzykami. W pewnym momencie zaczęłam wręcz podejrzewać, że robi to specjalnie i im bardziej brnęłam w tekst, tym bardziej się w tym przekonaniu utwierdzałam. Dzieci niby jej nie lubią, ale jakoś szczególnie mnie to nie dziwi, bo też wcale nie zachowuje się tak, jakby chciała przyjaciół zdobyć. Skromna Liliana-nastolatka? Jej ubiór nie wynikał ze skromności, lecz z potrzeby (bo ją wszyscy usiłowali zgwałcić, tak, oczywiście, to takie prawdopodobne, że hej!), nie zawahała się też ani sekundy, gdy chcąc wzbudzić w Aleksjeju zazdrość otwarcie uwodziła innego faceta. Nie była przy tym w żaden sposób onieśmielona, zażenowana własnym wyglądem, nie - myślała tylko o tym, by osiągnąć cel. Sekundę później zresztą zostawiła "ukochanego" na pastwę losu, sama nie wiedząc dlaczego, bo przerosło ją zawołanie kogoś na pomoc. Szukanie ciepła na studiach to kit wyssany z palca pełen sprzeczności - dziewczyna molestowana przez połowę szkoły myli seks z miłością, nie ma żadnej traumy, żadnych oporów, co więcej, nawet seksu nie lubi, a mimo to sypia z kim popadnie, choć rzekomo kocha Aleksjeja i nawet chce być mu wierną. Przez jakieś dwa zdania, ale chce. W dodatku ma czelność uważać, że wciąż na tego chłopaka zasługuje, po tym, jak wrobiła go w gwałt! To dla niej wręcz oczywiste, na zasadzie "zaklepałam, więc jest mój". Liliana nie szuka ciepła i zrozumienia - Liliana szuka korzyści gdzie się da i nawet do miłości ma tak materialistyczne podejście, że cholera człowieka bierze. Poza tym, fascynujące jest, że w sumie nie kojarzę, by Liliana wspominała cokolwiek o matce, choć chyba powinna za nią bardzo tęsknić, nie mówiąc już o tym, że ojciec dał jej do zrozumiana, że to właśnie Liliana jest odpowiedzialna ze jej śmierć.
      Nie, przykro mi, ale będę się upierać przy tym, że w książce nie ma ani jednej sytuacji, w której Liliana zachowałaby się odpowiednio i w jakikolwiek sposób dała okazje do współczucia jej lub zrozumienia. Nawet jakby nie patrzeć smutne dzieciństwo jest tylko pretekstem do dania bohaterce usprawiedliwienia dla wszystkich okropnych rzeczy, których się dopuszcza, a jest ich cała masa.

      Usuń
    11. Ale czekaj, bo chyba nie do końca widzisz, jakie mam podejście do Liliany. Uważam, że jest okropną suką, jest, tak jak mówisz, po prostu zła. Nie współczuję jej w żadnym momencie i nienawidzę jak chyba żadnej postaci literackiej. Zgadzam się z tobą w większości tego posta, różnica polega chyba na tym, że Ty widzisz to jako zaplanowane przez autorkę, a ja uważam ją za absolutne beztalencie literackie, które chciało stworzyć postać do współczucia i utożsamiania się, ale jej bardzo, bardzo nie wyszło.

      Usuń
    12. Ja po prostu bardzo chcę zachować resztkę wiary w słowo pisane, dlatego uparcie wmawiam sobie, że Liliana od początku miała być zła. W przeciwnym razie musiałabym pogodzić się z tym, że ktoś naprawdę puścił drukiem książkę nie dość, że głupią, to jeszcze dającą po oczach dowodami na to, jak beznadziejną pisarką jest AutorKasia. Bo można schrzanić kreację postaci na wiele sposobów, ale takiej porażki nie widziałam nawet w najgorszych opkach najgorszych aŁtoreczek.
      Dlatego będę sobie żyć w tym cudownym, mniej bolesnym od prawdy zakłamaniu.
      A tak na marginesie - czytałaś może "Bezdomną"? Bo nie dość, że jest tam fragment nawiązujący do "Nadziei", to w dodatku przeczący co najmniej kilku przedstawionym w tej książce faktom z życia Liliany.

      Usuń
    13. W takim razie pozwalam Ci wierzyć w literaturę :)
      Nie czytałam Bzdomnej, ale Kura podesłała fragment o matce Liliany, chyba wstawię go jako ciekawostkę do następnej komiksoanalizy. Amnezja opkowa level hard.

      Usuń
    14. Ale wiecie co jest jeszcze straszniejsze od faktu, że ałtorka Michalak chciała stworzyć postać do współczucia, dobrą i nieszczęśliwą, a wyszło jej totalnie odwrotnie? Gorsze jest to, że ałtorka prawdopodobnie uważa, że jej wyszło... i że faktycznie ta Liliana jest dobra, a przynajmniej ma słuszne powody do robienia wszystkiego, co robi. Takie podejście dużo mówi o samej pani Michalak, niestety...

      Usuń
    15. W wywiadzie, który linkowałam na fejsie, Michalak mówi coś takiego:

      Rzeczywiście po raz pierwszy bohaterką negatywną jest kobieta, natomiast mężczyzna to (niemal) ideał. Przyznam, że ja osobiście nie polubiłam Liliany, rozumiem jej postępowanie, ale się z nim nie zgadzam i nie rozgrzeszam go, uważam, że trudne dzieciństwo nie tłumaczy takich zachowań, bo są ludzie, którzy mieli w młodości całkiem przechlapane, mimo to wyrośli na dobre, czy wręcz wspaniałe osoby. Myślę też, że Liliany nic by te doświadczenia nie nauczyły, że w drugim tomie (który na pewno nie powstanie) byłaby taka sama: tchórzliwa, podła i słaba, po prostu słaba, bo tak jej było wygodnie. To rzeczywiście wyjątek w mojej twórczości (mam nadzieję, że jedyny), bo do tej pory lubiłam moje bohaterki i bardzo im kibicowałam. Cóż, czasem trafia się ktoś, kogo nie jesteśmy w stanie polubić. Byłam jednak ciekawa, czy Czytelniczki Lilianie wybaczą, czy się z nią choć trochę utożsamią... Jeżeli chodzi o Aleksieja, rzeczywiście nieco wyidealizowałam tę postać jako przeciwwagę do Liliany. Nikt inny, niż taki Aleksiej, by z nią nie wytrzymał. Ten mężczyzna nie do końca jest jednak taki szlachetny i bezinteresowny, myślę, że ich rozmowa w wynajętym mieszkaniu obnaża też grzeszki Aleksieja i jego słabe strony. Gdyby ich nie miał, byłby postacią sztuczną i papierową. Jego miłość do Liliany graniczy z obsesją i chwilami się zastanawiałam, czy to jeszcze miłość, czy próba charakteru.

      Z tym, że nie wiadomo, czy to nie w reakcji na krytykę. Ale wiarę w literaturę można jakoś podtrzymywać.

      Usuń
  6. Ale ona już się rozmnożyła. Dwa razy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzygam. I wciąż tu jestem, a miałam przestać robić sobie krzywdę :D Baj de łej uroczy ten ostatni króliczek. Nie powinien odzwierciedlać takiego... ekhm, bez przekleństw trudno wyrazić, co myślę o tej kobiecie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Łojeju, trzeba było powiedzieć, że to test owulacyjny :P

    Melomanka

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojojo, Nadzieja zamiast BB - to musi boleć i za poświęcenie oraz odwagę należy Ci się specjalny order:D A podczas obmyślania tych wszystkich "genialnych planów" boCHaterka musiała wyglądać tak: http://imageshack.com/a/img571/7987/7asn.gif (i myśleć: ach, jakaż ja jestem genialna!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki wspaniały gif *.*
      (A BB oglądałam przez ciebie i twojego bloga. Zabiłaś mi emocje Ozymandiaszem. Nienawidze cię.)

      Usuń
    2. Ten gif tak bardzo adekwatny... Zrobiłaś mi wieczór, Rinoa! :D

      Usuń
    3. Moim życiowym powołaniem jest niszczyć ludzi Ozymandiaszem, muhahaha! (dopisuję kolejną emocjonalnie zdewastowaną duszyczkę do kolekcji).
      I cieszę się, że się gif podobał:D

      Usuń
  10. Była w ciąży tak krótko, że dało się jeszcze w nią kogoś wrobić, a już dziecko było wielkości arbuza? To jednak się chyba trochę spóźniła. Chyba by się Aleksiej zdziwił, jakby urodziła następnego dnia i usłyszałby, że jest ojcem.

    OdpowiedzUsuń
  11. O jasna kurwa. Dobrze, ze wlasnie pilam wino ze znajomymi, bo bym strzelila headdeska. ALtorkasiu, jak mozna bylo napisac cos tak blogaskowego??? Chcialam to sparodiowac, ale to jest jedna wielka parodia.

    Slyzalam o jednej znanej wsrod Japonczykow z Düsseldorfu dziewczyny (jest ich tam troche, tych Japonczykow). Mowia o niej dziwka, niektorzy wybrzydzaja, ze stara, ale robia to bardzo po cichu i tak, zeby nie slyszala. Inaczej nie byloby loda, i byloby im bardzo szkoda. Poza tym z bardzo wiarygodnego zrodla wiem, ze ona to robi jednak dla orgazmow a nie z checi zdobycia przyjaciol. Ja tez tylko dla orgazmow, ale po tym nawet ma przyjaciol i jest podwojnie fajnie.

    OdpowiedzUsuń