O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

21 stycznia 2014

Komiksoanaliza "Nadziei" Katarzyny Michalak - część siódma

Dzień dobry wszystkim! Zapraszam na kolejną część komiksoanalizy "Nadziei" naszej ulubionej autorki.

Tekst oryginalny siwy, moje majaczenie czerwone lub fioletowe. Ach, i wracam do przedstawień głównych bohaterów jako Barbie i Rasputina, będą mi tu bardziej pasować. A Karola zagra Karolak.


Jednak Liliana nie należała już do Aleksieja… Sam oddał ją innemu.
W jakim kraju pan żyje, panie Aleksieju, bo ja nie kojarzę, żeby w naszym istniało niewolnictwo.
Aleksiej wyszedł z kościoła, nim ceremonia dobiegła końca, przyrzekając sobie, że z panem młodym porozmawia sobie po męsku. Jeszcze dzisiaj. Zabawa dopiero się przecież zaczyna…
Panie Aleksieju, właśnie mam ochotę bardzo brzydko pana nazwać.
Ughrgh, on planuje pobicie kolesia za ożenienie się z jego byłą. No ja nie mogę no, a autorka dalej będzie się upierać, że jest to, podobnie jak Liliana, postać pozytywna. Kuźwa, przecież oni są gorsi niż antagoniści w tej książce! (Może za wyłączeniem sołtysa, on jest poza skalą). Bo przynajmniej nikt mi nie wmawia, że Stach Borowy jest czułym i dobrym intelektualistą uwięzionym w złym świecie.
(...) Goście unieśli kieliszki – wszyscy oprócz jednego. Wtedy Liliana dostrzegła Aleksieja przy najdalszym stole. Tylko on stał nieruchomo, zaciskając palce na kieliszku, jakby była to krtań pana młodego albo szyja panny młodej. Napotkawszy spojrzenie Liliany, uśmiechnął się kącikiem ust. Odpowiedziała nieśmiałym, pytającym uśmiechem.
Nienawidzę Aleksieja. Nie mam nic więcej do powiedzenia na temat tego fragmentu. Dodam może tylko tyle, że Aleksieja nikt na ślub nie zapraszał, sam przylazł.

Nie chce mi się rozkładać na czynniki pierwsze tych fragmentów:
1. Wiedziała, że jest, ciągle jest tuż obok, że wodzi za nią wzrokiem, gotów w każdej chwili, by ją dopaść i ukarać. Za to, co mu zrobiła. Co im obojgu uczyniła.
2. „Mogłaś być moja. Mogłaś teraz tańczyć na naszym weselu” – mówił bez słów, a Liliana przekornie śmiała się do swego męża, flirtowała z nim, drażniąc tamtego…
3. Czekał na nią. Chwycił za rękę znienacka, aż krzyknęła. Zatkał dłonią usta.
– Chodź – szepnął rozkazująco, a ona bezwolnie poszła za nim.
4. – Pójdi – powtórzył śpiewnie, a ona, niczym ćma wabiona płomieniem świecy, poszła za tym głosem i spojrzeniem.
Tak, Aleksiej jest wcześniej i dalej w książce opisywany jako ideał mężczyzny o którym śni każda. 


Weszli na małą polanę, gdzie w cieniu rododendronów stała kamienna omszała ława. Aleksiej zatrzymał się. Przymknął na chwilę oczy, odetchnął głęboko i powoli odwrócił się do Liliany. Odgarnął z twarzy dziewczyny kosmyk włosów gestem tak nieskończenie czułym, 



że łzy stanęły jej w oczach. I dopiero w tej sekundzie, gdy poczuła na policzku dotyk jego dłoni, zrozumiała, boleśnie pojęła, co straciła. Za czym przez resztę życia będzie tęskniła.


– Wybacz, że przychodzę w dniu twojego ślubu – zaczął półgłosem – ale chciałem pożegnać się bez gniewu. Za dwa miesiące żenię się z Olgą…
Pozwólcie, że skomentuję to soczystym fejspalmem. Czy on przed chwilą nie chciał jej udusić za ślub z Karolem?


A tę epicką rozmowę wrzucam Wam w całości, bez wycinania nudnych fragmentów, bo nie ma w niej takich.

– Nie. Już za późno. Na wszystko za późno. Oboje popełnialiśmy błędy, których nie da się odwrócić jednym pocałunkiem. Ty jesteś mężatką, ja się żenię. To koniec, Lilou.
Dlatego właśnie tu przylazłem nieproszony. Bo to koniec.
Słuchała jego głosu, jednak nie słyszała słów. Rozpacz walczyła w niej z nienawiścią. Do niego. Do siebie. Do faceta, który posiał w niej niechciane życie.
Posiać... życie... Czy jest na sali jakaś kobieta, która użyłaby takiego określenia odnośnie swojej ciąży?
– Chciałem się tylko pożegnać, byś wiedziała, że nie czuję gniewu, że ci wybaczam…
Nienawiść w tej sekundzie wzięła górę.
Liliana pewnie ma gdzieś ukryty taki mały wskaźniczek miłość - nienawiść.
– Ty mi wybaczasz? Ty?! Gdzie byłeś przez całe lata, gdy czekałam na ciebie?! Gdzie byłeś, gdy puszczałam się z każdym jednym, by o tobie zapomnieć?! Gdzie byłeś, gdy Karol łaskawie mi się oświadczał, by dziecko miało nazwisko i ojca?! Takiś teraz wielkoduszny? Wybaczasz mi? Wiesz, co ja na to?!
Twoja wina! Twoja wina, że się puszczałam, bo jakby nie ty, nie miałabym o kim zapominać! Jak śmiesz wybaczać mi próbę wrobienie cię w ojcostwo! Powinieneś dać się wrobić!
Wzięła zamach i strzeliła go w twarz.
Nawet nie drgnął.
– Jesteś tchórzem, Aleks! Potrafisz tylko uciekać, po latach wracać, łaskawie pieprzyć mnie przez dwa dni, a potem, pod byle pretekstem 
BYLE PRETEKSTEM. Ona nazwała to BYLE PRETEKSTEM.
znów brać ogon pod siebie! Pytałeś, czy ja tego chcę? Twojej łaski?! To wiedz, że pieprzę ją! Za kogo ty się niby masz? Niczym mi, tchórzu, nie imponujesz! Anglista! Belfer zakichany! Karol przynajmniej coś sobą reprezentuje, a ty… nie masz jaj, dla mnie nie jesteś mężczyzną!
Żebyś ty chociaż prawo skończył! Jak mężczyzna!
Aleks pobladł.
Najgorsze co możesz zrobić Aleksiejowi, to obrazić jego płeć.
– Życzę ci szczęścia w małżeństwie – rzekł, z trudem hamując się od wybuchu. – Sądząc po tym, jak twój mąż kopnął na dzień dobry twojego psa i jak ślini się do twojej siostry, to szczęście będzie ci potrzebne.
Widziałem jak twój mąż kopie psa i gapi się na twoją siostrę. Masz przesrane.


Karol stał tuż obok. Dzielił go od obojga krzew azalii. Wyszedł zza zielonej zasłony



Bez zagłębiania się w szczegóły, panowie zaczęli się naparzać. Z jakiś powodów opis tej walki bardzo kojarzy mi się z opisem seksu z odcinka przedostatniego.
Jeden cios, drugi, trzeci. W twarz, w splot słoneczny, w szczękę.
Bić, walić dotąd, aż przeciwnik zaleje się krwią, padnie na kolana i będzie błagał o litość.
Gdzieś obok krzyczała Liliana. Niech krzyczy. Nie jest dla niej mężczyzną? Udowodni, że jest. Tamten broni się. Nawet całkiem nieźle. On, Aleksiej, też już krwawi z głowy rozbitej kamieniem (skąd w ręku przeciwnika kamień?), ale ten ból jest dobry. Otrzeźwia. Zaślepiająca furia mija, może uderzać na zimno, celować dokładniej…
Odciągają go czyjeś ręce. Ciskają na bok. Wgniatają w ziemię.
Aleksiej potrząsa głową, by widzieć cokolwiek przez zalewającą oczy krew. Jego spojrzenie pada na klęczącą obok męża Lilkę. Płacze.
Niech płacze.
W tej samej chwili Lilka patrzy na niego. W niebieskich oczach jest tylko bezbrzeżny żal.
Niech żałuje.
Aleksiej podnosi się, odpychając przytrzymujące go ręce.
Odchodzi parkową aleją, w koszuli zachlapanej krwią, przez nikogo niezatrzymywany.
„Nie jestem dla ciebie wystarczająco męski?” – Tylko to kołacze się w obitej głowie. – „Udowodnię ci, że jestem”.


(Jeśli ktoś czyta od początku, to wie, że właśnie stworzyłam bardzo złe fanfiction do Anastazji)

Bla, bla, bla, ślub jest początkiem nowego życia, bla, bla, bla, Liliana myśli, że Karola nie interesuje jej życie przed ślubem, Karol prowadzi własne śledztwo, żadne z nich nie może znaleźć Aleksieja, bla, bla,bla.
Pod przykrywką wolności i zaufania będzie wiedział, z kim się jego żona spotyka, gdzie i w jakim celu.
Przy tym fragmencie narysowałam na książce coś takiego:


O cokolwiek mi chodziło. Chyba w ten sposób nazwałam Karola świnią. Tak sądzę. A pewnie to literkowe rysowanie rodem z wczesnej podstawówki miało odzwierciedlać poziom przedstawienia Karola jako świni. Tak sądzę.

Liliana szuka Aleksieja przy okazji dowiadując się, że zerwał z Olgą. Dochodzi też do wniosku, że Aleksiej porzucił swoje życie z żalu po tym, jak Liliana powiedziała mu, że nie jest mężczyzną. Lilka zastanawia się, czy Aleksiej nie popełnił samobójstwa, ale dochodzi do wniosku, że planuje zemstę. Nie ja to wymyśliłam, przysięgam.
Liliana musiała uprzedzić cios. Musiała odnaleźć go pierwsza! Nim zrujnuje jej małżeństwo, a dziecko pozbawi ojca i domu. Do tego właśnie wniosku doszła w pewien sierpniowy ranek, gdy Karol wyszedł na uczelnię, teściowa do fryzjera, a ona, Lilka, włóczyła się po pustej willi państwa Łapskich, nie mając zajęcia ani dla rąk, ani dla umysłu.
No to niech czymś te ręce zajmie, bo sama głupoty jej do głowy przychodzą.
Jakiego umysłu?
(...) Tuż przed świtem, gdy półprzytomna ze zmęczenia i zdenerwowania dowlokła się do łazienki, zgiął ją wpół ból tak silny, że długie chwile łapała oddech. Następny skurcz niemal odebrał jej przytomność. Krzyknęła, padając na kolana. Gdy Karol wpadł do środka, Lilka z obłędem w oczach patrzyła na kałużę krwi rozlewającą się dookoła niej.
Godzinę później urodziła dziecko.
Tak, to jest opis poronienia. Próbowałam znaleźć jakieś informacje, co do zgodności tego opisu z rzeczywistością, ale nie udało mi się wygrzebać nic konkretnego. Jeśli ktoś z margajowiczów jest w temacie, to prosiłabym o opinię.


Skośna czcionka.

Następnych dni, tygodni, miesięcy nie pamiętam. Wydają mi się dzisiaj jak jedna niekończąca się noc. Ciemny pokój, opuszczone żaluzje, puste korytarze obcego domu…
Wyrzuty teściowej, krzyki męża: „Weź się w garść! Zrób coś z sobą! Tysiące kobiet przez to przechodzi, świat się przez jedną niedonoszoną ciążę nie kończy!”
Teściową dopisujemy chyba do listy postaci przewidzianych do nienawidzenia.
(...) Zaczęło się od awantury o stos brudnych naczyń w zlewie – ja tego nawet nie zauważyłam, pogrążona w depresji – skończyło zaś na solidnym laniu, które po raz pierwszy, ale bynajmniej nie ostatni, spuścił mi mój… małżonek. Tak, tak, uciekłam od ojca, który miał ciężką rękę, trafiłam pod dach takiego samego bydlaka, jeśli nie gorszego. 
O tym bym powiedziała nawet, że realistyczne. Dzieci z patologicznych rodzin często wpadają w toksyczne relacje małżeńskie.
Ojciec po biciu przynajmniej żałował, próbował przepraszać, gdy wytrzeźwiał. Karol na początku całą winą obarczał mnie – to ja przecież leniłam się, nie raczyłam sprzątnąć czy ugotować obiadu. Potem nie szukał nawet winnego…
Nie wiem, czy tak bardzo żałował, skoro potem bił znowu. Znaczy był alkoholikiem, mógł nad sobą nie panować, wiem, ale mimo wszystko, nie uważam, żeby przeprosiny pod pobiciu dziecka, jeśli nic z nich nie wynika, były jakimkolwiek złagodzeniem. A Karol... Karol hasa ze swoją matką po krainie literkowych świnek.
Ile lat to znosiłam? O dziewięć za dużo. Gdybym miała choć odrobinę hartu ducha, złożyłabym pozew o rozwód następnego dnia, gdy podniósł na mnie rękę. Ja jednak byłam tchórzem. Od zawsze. Tchórzem, którego nie stać nawet na ucieczkę.
Nie pojadę w tym miejscu po Lilianie. Ciężko roztrząsać, czy zastraszana kobieta jest rozsądna czy nie. Nawet jeśli jest głupia, to w tym miejscu krzywdzi tylko siebie.


Przenosimy się do najteraźniejszości. Liliana chyba się czegoś napaliła.

Chce wstać, zrobić choć krok, ale nogi jej nie słuchają. Stoi jak słup soli. Jak sarna złapana w sidła kłusownika.
Oni nadchodzą.
Wie, że gdy zostanie, skrzywdzą i ją, i jego. Musi uciekać, wezwać pomoc, ale… nie może ruszyć się z miejsca. Patrzy, jak się zbliżają. Widzi ciemne twarze, widzi płonące chorym blaskiem oczy. W rękach mają kije. I broń. Czarne oko karabinu mierzy raz w nią, raz w niego.
(...) On nie żyje. Krew rozlewa się po żółtym piasku, czarne oczy gasną, wyciągnięta ku niej dłoń opada bezwładnie.
(...) Za plecami słyszy strzał. Tylko jeden. Dom znika jak zdmuchnięta świeca.
(...) Liliana otwiera oczy. Mruga przez chwilę, zdezorientowana. Biały sufit nad głową. Wąskie łóżko. Pachnąca szpitalem pościel. Kroplówka wbita w przedramię. Kap, kap, kap. Obok ekran monitora, a na nim zielona linia skacząca to w górę, to w dół.
Nie wiem o co chodzi, macie znikający dom:


I w tym miejscu wkraczamy do części IV - "Drapieżnik". W tej części przenosimy się o sześć lat do przodu. We fragmencie skośną czcionką Liliana mówiła, że jej małżeński koszmar trwał przez dziewięć lat. Chyba potrzebuję jakiś kolorowych wykresów, żeby zrozumieć chronologię tej książki. Swoją drogą, wciąż nie mam pojęcia czym są i czemu służą fragmenty skośną czcionką.
Jak się dowiadujemy, Aleksiej pracuje w "firmie" (tak tam piszą, z cudzysłowami) zajmującej się łapaniem bosów mafii. 
Chwilę później dowiadujemy się, że Karol jest bosem mafii.

(Przerwa na grzmotnięcie głową w biurko)

I tak, Aleksiej zajmuje się sprawą Karola. Kolejną przerwę?

Jeśli już przestało Wam się kręcić w głowach, zapraszam na seksistowski fragment.
Sekretarka, śliczna, długonoga blondynka, której – gdyby ktoś pytał go o zdanie – Aleksiej nigdy by na to stanowisko nie wybrał, stanęła na progu, odruchowo poprawiając włosy.
– Panie dyrektorze, pan Karski. Był umówiony na czternastą.
– Proszę – odpowiedział, obdarzając dziewczynę cieniem uśmiechu.
Ta nadal stała na progu pokoju, gapiąc się na nowego szefa niczym cielę na malowane wrota. Gdy oblizała karminowe usta i obciągnęła bluzkę, nawet nie zdając sobie sprawy z dwuznaczności tego gestu, Aleksiej zmarszczył brwi.
– Proszę wprowadzić pana Karskiego – powtórzył ostrzej.
Musi pogadać z kimś o tej dziewczynie. Ona ma jedynie odbierać telefony, umawiać spotkania i prowadzić korespondencję. Żadnych innych usług mu nie potrzeba. Kochanki także nie.
Szkoda, że AutorKasia nie napisała, czy Aleksiej nie wybrałby jej, bo nie miała referencji czy nie wybrałby jej, bo nie chciał kochanki. W końcu wiadomo przecież, że każda atrakcyjna sekretarka zostaje kochanką swojego szefa. 
Dlaczego atrakcyjna kobieta nie może być po prostu dobrą sekretarką? Co tak bardzo przeszkadza Aleksiejowi w wyglądzie sekretarki? Kejt nigdzie tu nie napisała, że sekretarka nie wywiązywała się ze swoich obowiązków, chyba że te "gapienie się jak cielę na malowane wrota" miało nam uświadomić, że sekretarka jest głupia. Wtedy mamy tu po prostu wykorzystanie krzywdzącego stereotypu.

A wracając do wątku sensacyjnego. (Fęksy za pomoc w rozgryzieniu go lecą do Łyżki i Zosi11)-
Nie miał najmniejszej ochoty na ponowne spotkanie z tym facetem, chociaż manto, jakie mu spuścił, wspominał z dziką satysfakcją. Gdyby powtórnie nadarzyła się okazja…
Aleksiej, ogarnij dupę. Nie możesz się wyżywać na mężu swojej byłej.
„Mógłbyś w końcu dorosnąć” – ofuknął siebie w myślach. – „Jesteś teraz poważnym biznesmenem, prezesem firmy deweloperskiej. Gdy nadarzy się okazja, wyciągniesz do Karola dłoń, pomożesz mu wstać, podasz chusteczkę, by otarł z twarzy krew i otrzepiesz garnitur, troskliwie niczym najlepszy przyjaciel. Oczywiście nie ty uprzednio mu wlejesz…”.
... O co chodzi? Znaczy oni nazywają to swoje coś "firmą". ale tu chyba Aleksiej uczy się swojej tożsamości - przykrywki. Ale czy... Czy Aleksiej chce kogoś nasłać na Karola, żeby potem mu pomóc, i żeby w ten sposób zbliżyć się do zdemaskowania go jako bosa mafii? Bo tak to zrozumiałam. 
1. Ten plan jest skrajnie durny, który bos mafii dopuściłby do interesów kogoś, kto tylko pomógł mu po pobiciu? 
2. Aleksiej zapewne kieruje się chęcią pobicia Karola, nawet jeśli oznacza to ryzyko, ogromne ryzyko, to jest pieprzona mafia, śmierci dla osoby wybranej na bijącą.
3. To jest postać pozytywna w tej książce.
Ponownie ujął dossier, rzucając okiem na pierwszą stronę. „Od sześciu lat w związku małżeńskim, żona Liliana”.
„To dlatego nie pałasz chęcią do pierwszego zadania, jakie zlecił ci szef. Ze względu na nią. Lilianę. Musiałbyś ponownie się do niej zbliżyć, patrzeć na nią, czuć jej bliskość i trzymać ręce przy sobie – nie dlatego, że jest czyjąś żoną, ale żoną faceta, którego przy jej pomocy będziesz rozpracowywał. Wykorzystasz ją, by dobrać się do niego”.
Biedny Aleksiej! Jak on da radę stać obok niej i jej nie macać! Tyle współczucia, Jaki ten świat zły i niesprawiedliwy! Nawet jednego, małego macnięcia!


A tak serio, to mam wrażenie, że ten zapał do przemocy wobec Karola i niemożność wytrzymania w jednym pokoju bez obłapiania mają nam pokazać, jak bardzo Aleksiej kocha Lilianę. A to jest be.



Za dużo głupot w za małym odstępie. Kończę. Za tydzień ból dupki Aleksieja, "przywry" i życiowe porady na temat zapobiegania znarowieniu kobiety.

17 komentarzy:

  1. Poronienie poronieniu nierówne. Wiadomo przynajmniej, w którym mniej-więcej tygodniu ciąży była? Bo jeśli po 22, to już się w ogóle kwalifikuje jako poród przedwczesny.

    Generalnie to faktycznie głównymi objawami są ból i skurcze macicy, aczkolwiek w wielu wypadkach przypominające trochę bardziej bolesną i obfitą miesiączkę (znowu wszystko zależy od zaawansowania ciąży). Kałuż raczej też nie ma, chyba że Lilunia miała jakieś ciężkie zaburzenia krzepnięcia. Ewentualnie krwotoki się zdarzają jeśli zostają w macicy fragmenty jaja płodowego - dlatego też po poronieniu kobieta powinna się zgłosić do szpitala ginekologiczno-położniczego celem wyłyżeczkowania jamy macicy (usunięte tkanki powinno się wysłać na badania hist-pat).

    Jak będą jeszcze jakieś pytania, to odpowiem/poszukam informacji. Egzamin praktyczny z ginekologii zdany, ale teoria jeszcze przed, więc przynajmniej sobie powtórzę wiadomości;)

    Galnea

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś przed ślubem była informacja, że Lilianie zostały cztery miesiące do porodu, więc pewnie jakoś by wyszło, że to poród. Tylko dalej Michalak nazywa to poronieniem, więc tu bym widziała błąd, jeśli to poronieniem nie było. Z ginekologicznych zagadnień, to przed nami jeszcze jedna ciąża, ale to jeszcze spory kawał do niej. Plus nie jest zbyt dokładnie opisana, najwyżej czasowo Kejt mogła coś pokręcić.
      No i dzięki za info :)

      Usuń
    2. Poród przedwczesny z definicji jest po ukończeniu 22, a przed ukończeniem 37 tygodnia i technicznie specjalnie nie różni się od normalnego - a to czy wcześniak przeżyje i w jakim stanie to już zupełnie inna kwestia. Prawdopodobnie Kejt nie rozróżnia tych dwóch pojęć i jak zwykle pisze trzy po trzy.

      W ramach ciekawostki powiem, że rzeczywiście istnieje coś takiego jak tzw. "poród uliczny", gdzie akcja postępuje tak szybko, że dziecko w zasadzie wypada z macicy na zewnątrz - ale jest to raczej rzadkie zjawisko.

      Galnea

      Usuń
    3. Po kałuży wnioskuję, że Michalakowa chciała opisać poronienie, tylko nazwała je tak poetycko "urodzeniem dziecka". Szczegółów niet, więc raczej się nie dowiemy ile faili zasadziła w tym miejscu.

      Usuń
  2. "Posiać... życie... Czy jest na sali jakaś kobieta, która użyłaby takiego określenia odnośnie swojej ciąży?"

    Chyba potrafię sobie wyobrazić taką kobietę. Młodziutka dziewczyna, która dawniej używała podobnych wzniosłych frazesów i wypisywała na Frondzie, że gdyby ona zaszła w ciążę z gwałtu, to oczywiście kochała by to dziecko, a teraz stwierdza z przerażeniem, że myśli o nim nie z miłością, tylko ze wstrętem.

    Ten fragment to esencja wszystkiego, czego nie znoszę u AutorKasi - "niemęskość" największą możliwą zbrodnią, agresja wyznacznikiem prawdziwej męskości, seksizm, antypatyczni bohaterowie, brak logiki...

    Melomanka

    OdpowiedzUsuń
  3. JAKIŚ JAKIŚ JAKIŚ TE GAPIENIE

    Ta książka jest tak wesoła, kolorowa i radosna, że ani trochę z niej nie rozumiem. Raz jest ciąża, raz nie ma ciąży, raz jest Aleksiej, raz nie ma, tu gwałt, tam seks, tam mafia. Fajne życie ma ta Michalak, tak klepie w klawiaturę i klepie, książki wychodzą jedna za drugą, nic się w nich kupy nie trzyma, ale jest wesoło, a i pieniądze są...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo wszystko podziwiam jej zdolność "wyklepania" takich ilości tekstu w tak krótkim czasie. Jasne, że są to bzdury, ale nawet nad wyprodukowaniem takiego szajsu trzeba trochę się pomęczyć. A ona wydaje książkę na kwartał. Może gdybym też tak umiała, nie ślęczałabym od dwóch lat nad jedną historią...

      Usuń
  4. Żadna dobra, polska produkcja nie obejdzie się bez Karolaka XD
    Walka cudo <3
    Przeraża mnie to, jak wiele u Michalak schematu "kobieta jest własnością mężczyzny" wsłownictwie (Aleksiej brał ją w posiadanie, mąż zabierał jej wolność). Ba, w czynach to samo. Liliana niby mężczyzn uważa za szowinistyczne świnie myślące o jednym, ale jak przez chwilę nie była "własnością" ani ojca, ani Aleksa, nie mogła sobie poradzić bez obecności mężczyzn w jej życiu (tj. przygodne seksy). Straszne.

    OdpowiedzUsuń
  5. "... i życiowe porady na temat zapobiegania znarowieniu kobiety. " - uuu nie mogę się doczekać:D
    Mi "posiewanie życia" skojarzyło się bardziej z posiewaniem bakterii na podłożu mikrobiologicznym, ale to takie moje zboczenie/
    Dziękuję za śliczną analizę.

    całusy

    OdpowiedzUsuń
  6. Totalnie zabił mnie Karol kopiący pieska. Bo on taki zły, paskudny, nie dość, że żonę bije, to jeszcze zwierząt nie lubi. Kreacja postaci na najwyższym poziomie.

    Nie ogarniam za to matki Karola, która stwierdza, że syn przyprowadzał do domu różne lafiryndy, a Lilka jest z nich najmniej kompromitująca. WTF? Czy dziewucha, która zaszła w ciążę nie jest właśnie dużo bardziej kompromitująca niż reszta? Resztę lafirynd można jakoś odgonić, ale z tą trzeba się żenić albo płacić alimenty, czyli stanowi znacznie większy problem. Tak by było, gdyby myśleć logicznie, ale pewnie chodzi o to, by pokazać, że Lilka nawet wśród najgorszych jest najlepsza.

    Też dobija mnie schemat kobiety-własności mężczyzny. Zwłaszcza że to wygląda, jakby wg autorki to był właściwy schemat. Nieważne, że Aleksiej to psychopata, że Lilka co chwila strzela mu świństwa, ważne, że ona do niego należy siłą miłości z dupy. Przepraszam, ale czemu na tej samej zasadzie Lilka nie może należeć do Karola, czyli np. nie chce się z nim rozwieść nie dlatego, że się boi, tylko dlatego, że wierzy w przynależność do mężczyzny? Chociaż jakaś konsekwencja wtedy by była.
    Lilka z Aleksiejem to koszmarna para i aż smutno patrzeć, jak muszą być razem, bo ona należy…

    Ag

    OdpowiedzUsuń
  7. Maria czula taka sama ulge jak jej maz? Przeciez dopiero co stalo, ze maz czul wstyd :P

    Jaaaka fajna swinka :D

    OdpowiedzUsuń
  8. "Pytałeś, czy ja tego chcę? Twojej łaski?! To wiedz, że pieprzę ją!"
    Te dialogi są sztuczne jak Barbie, faktycznie idealna do roli Lilki.
    Komiks przepiękny, największe brawa za Karolaka w smakowitych ujęciach.
    Czy fragmenty skośną czcionką nie są po prostu fragmentami z pamiętnika Liliany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to możliwe, ale w tekście nie wspomniano, że Liliana prowadziła pamiętnik. Dalej skośną czcionką komunikuje też Aleksiej.

      Usuń
    2. Może po prostu narracja pierwszoosobowa jest sygnalizowana kursywą, bo przecież czytelnik sam by się nie zorientował.

      Melomanka

      Usuń
    3. Nie no, wiadomo, że pierwszoosobową. Ale dlaczego są z przyszłości? Czemu to służy?

      Usuń
    4. Po prostu AutorKasia jest kiepską pisarką i kiedy nie umie czegoś opisać jak należy, idzie na łatwiznę i funduje czytelnikom streszczenie. Ewentualnie rzuca w nich faktami dokonanymi bez żadnego wyjaśnienia lub spojleruje coś, co i tak opisze za jakieś dwie strony. Ja tam bym nie próbowała w to za bardzo wnikać, to może być jakieś zaraźliwe.

      Usuń
  9. Ciężko mi było uwierzyć, że można napisać coś głupszego, póki nie doszłam do mafii. Internet nieustannie mnie zaskakuje. Dobrze mi było, kiedy nie wiedziałam o istnieniu ludzi piszących takie rzeczy poważnie.
    Jestem absolutnie pewna już po pierwszym pasku, że Karol zdradzi Lilianę z Elżbietą.

    OdpowiedzUsuń