O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

4 lutego 2014

Komiksoanaliza "Nadziei" Katarzyny Michalak - część dziewiąta

Witajcie! Mam dobre wieści, prawdopodobnie jest to już przedostatnia komiksoanaliza tej "książki", zmierzamy do końca!

Tekst oryginalny ciemnosiwy, tekst mój czerwony lub fioletowy.

Najteraźniejsza teraźniejszość:
Aleksiej stał przy szpitalnym oknie, wyglądając na zaśnieżony park. Za chwilę do pokoju wróci Liliana z wypisem, by zabrać swój skromny dobytek. Potem wsiądą do terenówki, wyjadą z Nowego Sącza drogą do Boguszy. Skręcą w las, w wąską drogę wzdłuż strumienia, by wreszcie wyjechać na polanę, gdzie stoi dom. To tam, do Nadziei, próbowała się dostać Liliana w mroźną noc. Do azylu, o którym nikt nie wiedział, w którym mogli się schronić oboje: i ona, i Aleks.
Ale... Czemu Aleksiej streszcza nam co się działo w poprzednich teraźniejszościach? Po co one były potrzebne, jeśli Aleksiej i tak streścił je jednym zdaniem?
Ten ostatni pilnie chronił tajemnicy, nawet przed swoimi przełożonymi z „firmy”. O Nadziei wiedział tylko Andrzej, bo Aleks miał do niego bezgraniczne zaufanie. Zresztą… to już nie miało znaczenia. „Firma” po wykonaniu zadania została rozwiązana, Aleksiej odszedł ze służby i znalazł zatrudnienie zupełnie gdzie indziej, nie mniej niebezpieczne, dające nie gorszy kop adrenaliny niż praca tajnego agenta, policyjnej wtyki w mafii.
Yyy... Dlaczego istnienie Nadziei to taka tajemnica? Aleksiej twierdzi, że współpracownicy najechaliby i zniszczyli jego "azyl" gdyby tylko dowiedzieli się o jego istnieniu?
(...) Nim jednak do tego [rozpoczęcia wspólnego życia z Lilianą] dojdzie, musi definitywnie rozwiązać sprawę Karola. Może przyszedł już czas, by go „zdjąć”? Jeden telefon i mafia dowie się, kto ją rozpracował i wsypał. Łapski już jest właściwie martwy. Zasłużył skurwiel na bolesną śmierć...
Z tego co pamiętam, mafię rozpracowywał Aleksiej, tak więc, na ten moment, nie wiemy, jak tym jednym telefonem informującym, że to on tego dokonał, miałby Aleksiej spowodować zamordowanie Karola.

Wracamy do fabuły głównej. I... Naprawdę, nie wiem jak rzeczowo i sensownie podejść do tego, co za chwilę przeczytacie. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli oddam jak najdokładniej stan mojej książki i w ten sposób poznacie mój emocjonalny odbiór dzieła. Taki zamysł artystyczny czy coś.


Plus jeszcze gdzieś na tej stronie zmieściłam fanart do całej tej akcji:


Jeśli kiedyś najdą mnie kolesie z giwerami "Gdzie jest, w mordę, Andrzej z ubezpieczeniem?" będzie pierwszym co powiem.


Aleksiej mówi, że Liliana potwierdzi jego alibi na nieobecność w mieszkaniu w czasie samobójstwa/zabójstwa, ale do tego czasu zostaje zamknięty w areszcie. Z jakiegoś powodu przesłuchuje go jego partner w rozpracowywaniu mafijnych bosów - Andrzej.
– A tego, co wiemy, wystarczy, by wsadzić pana na ładnych parę latek do jednej celi z nieprzyjemnymi facetami.
– Próbujcie – odmruknął Aleks. Tego, że trafi do takiej celi, zaczął się obawiać, miał tylko nadzieję, że „firma” wyciągnie go szybciej, niż „nieprzyjemni goście” zaczną podskakiwać. Aleks umiał zabić jednym ciosem dłoni. Nie chciał jednak ćwiczyć swych umiejętności na współwięźniach.
Ja pierdziu, już wiemy, jak zajebisty jest Aleksiej. Naprawdę, nie trzeba nam powtarzać.

Andrzej niszczy sprzęt nagrywający rozmowę, nie zważając na to, że jest to własność państwowa. Objawia się coś na kształt planu Aleksieja i Andrzeja.
– Posypią się aresztowania. Ty sobie, gadzie, posiedzisz, dopóki jakaś prawnicza menda cię stąd nie wyciągnie. Sugeruję Łapskiego. Przyjaciel przyjacielowi nie odmówi.
Aleks się nie odezwał. Przekaz był wyraźny: zgodnie z planem A bandyci, których rozpracowywali, zostaną zdjęci, a Łapskiego wystawi się mafii jako kapusia. Nie od razu oczywiście, wszystko musi przebiegać swoim trybem, by wyglądało jak najbardziej prawdopodobnie – od tego zależy życie Aleksieja – ale tak właśnie obława miała się skończyć.
I w końcu wiemy, o co chodziło z tym, że Karola załatwią ludzie z jego mafii za wsypanie ich. To ciekawe, że totalnie nieistotne rzeczy w tej książce są spojlerowane nonstopicznie, a te istotniejsze są sugerowane przesłankami, które potem okazują się zwodnicze.
Doceńcie w ogóle Aleksieja, co to pracuje w policji, a wymierzenie kary zostawia współpracownikom Karola.
(...) – Jeszcze jedno pytanie: co robiłeś dzisiejszej nocy między pierwszą a trzecią? Rozumiesz, że pytam o śmierć dziewczyny znalezionej w twoim mieszkaniu.
O, tu trzeba było odpowiedzieć ostrożnie, bo Karski chce wiedzieć, czy wszystko – do momentu aresztowania – poszło zgodnie z planem.
– Do północy balangowałem w swoim towarzystwie – zaczął wolno, uważając na każde słowo. – Potem odwiozłem mojego przyjaciela mecenasa do domu, możecie sprawdzić nagrania z monitoringu… – W tym momencie przerwał i zbladł. Kaseta! Czy przed wyjściem od Łapskiego wymienił kasetę, na którą przez całą dobę nagrywał się obraz z kamer, również z tej zamontowanej w salonie – w salonie, w którym kochał się do świtu z Lilianą! – na kasetę przygotowaną przez „firmę”?! Andrzej musi to sprawdzić, inaczej będą mieli kłopoty! A on, Aleks, musi mu to teraz przekazać. Powoli, powoli i spokojnie. – Resztę nocy spędziłem w towarzystwie żony mojego przyjaciela. I to również macie na taśmie.
"Firma" wiedziała, że Aleksiej będzie w salonie kochać się z Lilianą i przygotowała mu nagranie zastępcze? Czy może ta jego "firma" planowała wrobienie w coś Karola? Help, nie ogarniam.

Liliana po trzech dniach zostaje wezwana na policję. I zgadnijcie co? Jak przystało na protagonistkę, wypiera się jakiegokolwiek kontaktu z Aleksiejem w nocy, w czasie której popełniono domniemane morderstwo! 
– Zostawiam państwa samych. – Śledczy skierował się do drzwi. „Samych” było pojęciem względnym, bo w pokoju został funkcjonariusz. Stanął przy drzwiach, obojętnie patrząc przed siebie. Wyglądał na śmiertelnie znudzonego.
– Pytano mnie o tamtą noc – zaczęła cicho. – Ja… położyłam się wcześniej. Wzięłam proszek nasenny, bo nie mogłam zasnąć. Nic więcej nie pamiętam.
– Nie pamiętasz?! – W głosie mężczyzny zabrzmiało rozczarowanie. Takie samo od lat. Znów go zawodziła, znów zdradzała. – Może mam ci przypomnieć, co robiliśmy na dywanie przed kominkiem? A potem na stole w jadalni? Może mam przypomnieć, co szeptałaś, kochając się ze mną przez całą noc?
– Aleksiej, proszę… – W oczach kobiety rozbłysły łzy.
– Nie! To ja ciebie proszę! Powiedz choć raz prawdę! Pomyśl choć raz o mnie, nie o sobie! Dzięki tobie mogę stąd wyjść choćby dzisiaj…
– Ale on mnie zabije! – jęknęła. – Przecież znasz Karola! Rozumiesz mnie, prawda, Aluś?
Dzisiejszy odcinek będzie bardziej meta niż myślałam.


(Pomysł zerżnięty od Q, to be fair.)

Z opałów wyciągnęli go przyjaciele z „firmy”, robiąc zrzutkę na niebagatelną kaucję. Potem przyszły wyniki badań zmarłej dziewczyny – to nie samobójstwo było upozorowane, a nieszczęsna próbowała upozorować morderstwo, by jeszcze przed śmiercią zemścić się na ukochanym, który nie odwzajemnił jej obsesyjnej chorej miłości.
Aha, okej.

"Firma" zostaje rozwiązana, gangsterzy czekają na procesy, a Aleksiej odchodzi z policji, na rzecz agencji ochroniarskiej Blackwater, która to ma zamiar wysyłać go do Iraku. Aleksiej wysyła imieninowego SMSa do Liliany, na co ta oddzwania i Aleksiej dowiaduje się, że solenizantka błądzi po lesie w poszukiwaniu Nadziei. Przenosimy się do szpitala (najteraźniejszego wątku) i pozostaje nam już tylko jedna, pisana czcionką bezszeryfową, linia fabularna.


Liliana wspomina.
Liliana przymknęła oczy, mając pod powiekami tę upokarzającą scenę.
Wróciła z biblioteki, od razu wiedząc, że Karol jest w domu. Tylko on potrafił samym swoim pojawieniem się uczynić z mieszkania chlew. 
Oczywiście.
Buty zrzucał byle gdzie, łachy też, ciskał na podłogę pustą paczkę papierosów czy puszkę po piwie, mając potem ubaw, kiedy Liliana na kolanach po nim sprzątała. Lubił się znęcać nad słabszymi, a szczególnie nad swoją piękną żoną.
A jakże by inaczej.
Tym razem ktoś mu towarzyszył, bo chlew, jaki zastała, wyglądał na podwójny.
Czyżby...


Z sypialni na górze doleciały Lilianę męski głos i kobiecy chichot.
Ruszyła po schodach na górę, uchyliła drzwi, zajrzała do środka i… cofnęła się gwałtownie, zatykając usta dłonią, bo mdłości podeszły jej do gardła. Pośrodku łóżka zabawiał się Karol z Elżunią, a Liliana nie wiedziała, czy bardziej zbrzydził ją widok siostry z mężem, czy to, w jaki sposób go zaspokajała…
Jeszcze dziś, mając to wszystko już za sobą, pobladła na samo wspomnienie.
Tak, Leleth przewidziała przyszłość. 
ELŻUNIA MIAŁA ROMANS Z KAROLEM, NO CO ZA TRAGEDIA, JA PIERNICZĘ.
I W JAKI SPOSÓB GO ZASPOKAJAŁA!
LUDZIE WSTYDU NIE MAJĄ!
Żeby tylko romans.
ALE W JAKI SPOSÓB ONA GO ZASPOKAJAŁA, PANIE DZIEJU!
– Uprzedzałeś mnie w dniu ślubu, że tak będzie – wyszeptała. – Gdybym cię posłuchała…
Sięgnął po jej zimną, szczupłą dłoń i uścisnął.
Gdyby zamiast ją uprzedzać, po prostu zabrał wtedy sprzed ołtarza, wywiózł i wziął za
swoją żonę…
Ciekawe jest to, jak często pani Michalak używa zwrotów w stylu "wziąć za swoją", "posiąść", "oddać komuś", "wziąć jak swoją własność" w stosunku do kobiet.
Przypominam, że Kongres Kobiet objął matronatem inną książkę tej autorki - "Bezdomną".  
– Wróciłam wtedy na górę, nie myśl sobie, próbowałam wyrzucić tę wywłokę za drzwi, ale ona mnie wyszydziła, bo ponoć spotykali się z Karolem od samego początku. On kazał mi się zamknąć, a kiedy zaczęłam się pakować, po prostu wyrwał mi z rąk torbę, zabrał torebkę i zaczął mnie pilnować. Wytrzasnął skądś osiłka, takiego tępego Lesia, ponoć z agencji ochroniarskiej, którego zaprogramował na jedno: na krok nie odstępować pani Lili, dopóki pan domu nie wróci. I Lesio chodził za mną nawet do toalety. Ale zostawał pod drzwiami – próbowała żartować, chociaż miała w oczach smutek. – Tak to trwało następne pół roku… 
Oczywiście, że osiłek musi być tępy i musi mieć na imię Lesio. Oczywiście, że będzie łaził za nią nawet do toalety. Bez spełnienia tych kryteriów Kejt nie uzyskałaby pozwolenia na wykorzystanie postaci ze stocka.
Wiesz, dzięki czemu nie oszalałam
i nie zrobiłam sobie czegoś złego?
To Aleks również wiedział, ale nie mógł Lilianie się przyznać, że sprawdzał jej komputer, choć nie śmiał czytać pamiętnika.
Przygotujcie się.
– Pisałam. Opowiadania i wiersze. O Nadziei, o tobie, o nas… O naszym domu, rodzinie,
dzieciach… Czasem tamta rzeczywistość zdawała mi się prawdziwsza niż ta za ścianą czy za
oknem. Całkiem odlatywałam. – Uśmiechnęła się ponownie, ale tym razem uśmiech sięgnął oczu. –
Tak, Lilka pisała fanfiction do rzeczywistości, które działało na nią, jak z tekstu wynika, narkotycznie.
WTF z tym uśmiechem sięgającym/ niesięgającym oczu? AutorKasia używa tego zwrotu co najmniej drugi raz na przestrzeni tego dzieła.



A potem zaczęłam chorować. Chuda byłam od zawsze, ale nie aż tak, jak ostatnimi czasy. Gdy lekarze postawili diagnozę, wiesz, rak trzustki, podstępny, bo długo nie dawał o sobie znać, gdy pojawiły się pierwsze objawy, było za późno na operację, chyba przyjęłam to z ulgą. Wiedziałam, że jeśli nie odejdę od Karola, to w jakiś sposób jednak mu ucieknę. Pewnego dnia wszystko się zmieniło…
Boru, boru, jaka ja jestem ciekawa, co takiego się stało.
Aleksiej pozwalał jej mówić, nie odzywając się ani słowem.
Aleksiej I Łaskawy.
– Karol wpadł do domu i zaczął pakować walizki. Krzyczał jak obłąkany, że jego dni są policzone, że jest skończony i że musimy wyjechać tam, gdzie nas nie znajdą. Powiedziałam, że nigdzie nie jadę, że może sobie sam uciekać do Stanów czy do Chin, czy gdzie tam chce, ale ja zostaję. Gdy rzucił się na mnie z pięściami, chwyciłam to, co miałam pod ręką – patelnię z gorącym tłuszczem – i jak mu nią nie przypieprzę! Padł jak długi. Sprawdziłam, czy żyje, ale takiego gada łatwo nie ukatrupisz. Związałam go, zakneblowałam i zamknęłam w kotłowni. Potem spakowałam się w jedną torbę. Byłbyś ze mnie dumny, gdybyś widział, jaka byłam w tej chwili spokojna i opanowana, i wyszłam z domu, zostawiając Lesiowi kartkę, gdzie może znaleźć pana. Po drodze na dworzec sprzedałam samochód, ogołociłam konto, a na koniec utopiłam w Wiśle laptop i telefon oraz karty kredytowe. Wszystko, co mogłoby naprowadzić Karola i jego psy na mój trop. Na nasz trop. Bo o Nadziei nikt nie wie, prawda?
Mniejsza z tym, że dalej nie wiadomo jakim to sposobem Aleksiej wrobił Karola w rolę kapusia.
Widzę naprawdę mocne kreskówkowe inspiracje u pani Katarzyny, najpierw sejf, teraz patelnia. Wszyscy wychowaliśmy się na Cartoon Network, nie ma co udawać, że było inaczej.
– Nikt – odrzekł Aleksiej i skręcił z szosy na leśną drogę. – Naprawdę jestem z ciebie
dumny. Pomyślałaś o wszystkim, mimo że okoliczności były, delikatnie mówiąc, dramatyczne.
Zaśmiała się z jego dyplomacji.

Aleksiej mówi Lilianie, żeby się nie martwiła, bo Karola pewnie dorwali już kumple z mafii, po czym wyznaje, że tak naprawdę nigdy nie był jej członkiem.

Macie jeszcze zakończenie tej części. ("Drapieżnik" - tak się to nazywało)
Tu, na polanie okolonej wiekowymi jodłami czas płynął inaczej albo w ogóle stał w miejscu. Dom z modrzewiowych bali, o grubych ścianach i spadzistym dachu charakterystycznym dla terenów górskich zdawał się drzemać w promieniach popołudniowego słońca, czekając na Lilianę, jakby ona – wtedy mała dziewczynka, teraz kobieta – wyszła zaledwie na chwilę i właśnie wracała.
Stary płot z drewnianych sztachet, na których denkami do góry tkwiły gliniane dzbanki, firanki w oknach, pracowicie wydziergane na szydełku jeszcze przez babkę Anastazji, ławka, na której wygrzewał się pręgowany kot podobny do tego sprzed lat: to wszystko wprawiło Lilianę w osłupienie i uczucie déjà vu, które zarówno cieszyło, jak i niepokoiło, ale wkrótce ustąpiły one miejsca poczuciu głębokiej przynależności do tego domu, tego miejsca i mężczyzny, który stał tuż obok. Spokój emanował z otoczenia, spływając na roztrzęsioną kobietę. Poddała się mu, zamknęła oczy, wdychając rześkie, pachnące jodłą powietrze. Chłonęła całą sobą otaczającą ich ciszę, przerywaną tylko nawoływaniem ptaków.
– Jestem szczęśliwa – wyszeptała po długiej chwili, patrząc na Aleksieja szeroko otwartymi, zdumionymi oczami.
Bez namysłu chwycił ją na ręce, podrzucił w górę, aż pisnęła, po czym przekroczył próg domu tak, jak powinien to zrobić już dawno temu, biorąc w obliczu Boga tę oto kobietę za towarzyszkę reszty życia, a jeśli Bóg pozwoli, to i za żonę.
Nie, nie ja to napisałam.


Co za tydzień? Ostatnia (w końcu) część komiksoanalizy, ciąża lecząca raka, wojna w Iraku i obiecane na początku opowiadanie mojego autorstwa jako bonus.

16 komentarzy:

  1. Ciekawe, co ałtorKasia ma na myśli przez "potężne giwery", bo jeżeli to, co myślę, to raczej nie zrobiła żadnego researchu na temat broni palnej. Ale kto by spodziewał się po niej czegoś innego ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleksiej - człowiek z odwagi i uranu!

    Aż dziw, że się sama tym tłuszczem nie poparzyła. Ale zmyślna z niej bestia, o Lesiu pamiętała. "Twój pan jest tam, gdzie zwykł bywać Harry Potter przed swoimi 11 urodzinami". Ale Lesiu Pottera nie czytał, więc znaleziono Karola późno już jako szkielet wyschnięty na wiór.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmiechnięty lekarz oznajmiający, że boCHaterka choruje na nieoperacyjnego raka trzustki, zrobił mój dzień. XD

    "Uśmiechnęła się ponownie, ale tym razem uśmiech sięgnął oczu. –
    Tak, Lilka pisała fanfiction do rzeczywistości, które działało na nią, jak z tekstu wynika, narkotycznie.
    WTF z tym uśmiechem sięgającym/ niesięgającym oczu? AutorKasia używa tego zwrotu co najmniej drugi raz na przestrzeni tego dzieła."
    1. Nie wiem, czy to nie kalka z angielskiego, bo frazy typu "his (her) smile reached/ didn't reach his (her) eyes" widuję ciągle, a ich polskie odpowiedniki rzadko. Po angielsku zwrot ma jednak rację bytu - przy prawdziwym, szczerym uśmiechu aktywują się zmarszczki mimiczne wokół oczu, a przy pustym grymasie już nie.
    2. Mnie bardziej w tym upojnym fragmencie zachwyca to, że aŁtorKasia znów nie mogła się powstrzymać, żeby nie wpleść samej siebie: pisanina jako odskocznia od rzeczywistości to to, co sama praktykuje , a wraz z nią jej boCHaterki.

    "-Gdybym przyłożył byłbym ostrożniejszy - prychnął Aleks.
    Wszyscy trzej w duch się z nim zgodzili."
    Gary "Aleks" Stu jest tak zajebisty, że nawet oficerowie śledczy muszą to przyznać. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wpisaniu w google "uśmiech sięgnął oczu" wyskakują mi photoblog ksieznickamalinowej, fotkoblog mistaaaaxd i opowiadanie o tytule "Ostatni zmierzch życia". Nie narzucam interpretacji.

      Usuń
  4. "Dachy charakterystyczne dla terenów górskich" - płaczę. Chcę to mieć na koszulce.

    Ta ich cała akcja nie ma żadnego sensu. Żadnej logiki. I przepraszam, ale to wygląda trochę tak, jakby "firma" zabiła sekretarkę, żeby był powód do zgarnięcia Aleksieja. W ogóle to nie mogę z kobiety, która - żeby upozorować morderstwo - dusi się własnymi rękami. No nie mogę. A wielkie giwery świadczą o tym, że Kasia widziała taką akcję na filmach, ale nie chciało jej się nazwy broni szukać. Tylko nie wiem, po co się wygłupiać, zamiast napisać, że "celowali do niego z broni", co by było oczywiste i pozbawione faila.
    Bo przynajmniej ja zrozumiałam, że Aleksiej trafił do aresztu jako członek mafii, który zacznie wsypywać kolegów, a potem… yyyy… jakoś zrzuci winę na Karola? Nie, to dalej nie ma sensu. No i jak ten plan ma się do uderzenia patelnią?

    I to " jak mu nią nie przypieprzę!" - widzicie tę przemianę zastraszanej, bitej kobiety? Czujecie te emocje, to katharsis? Ja też nie.

    A Aleksiej to też mądry - chce, żeby żona gangstera, którego ma wrobić, dała mu alibi. No genialny plan, wcale nie widzę w nim miliona dziur. I nawet się nie dziwię, że Liliana tradycyjnie wypiera się jak żaba błota.

    A po polsku to się chyba mówi uśmiech od ucha do ucha…

    Ag

    OdpowiedzUsuń
  5. 1) Po co ona utopiła komputer, telefon i karty kredytowe? Żeby było bardziej dramatycznie? Przecież one mogłyby "naprowadzić Karola na trop" tylko pod warunkiem, że używałaby ich! Czy w wyobraźni autorki laptop to jakiś gończy pies, który po uruchomieniu pokazuje na mapie aktualne miejsce pobytu swojej właścicielki?
    2) Zachowanie Aleksieja, który właśnie dowiedział się o śmierci swojej sekretarki, jest przeurocze. Ta nonszalancja, to "niegłupio się składa!" - co za śmieć.
    3) "Aleks umiał zabić jednym ciosem dłoni. Nie chciał jednak ćwiczyć swych umiejętności na współwięźniach" - już widzę, jak Aleksiej zabija "jednym ciosem dłoni" wszystkich współwięźniów.
    4) "sprawdzał jej komputer, choć nie śmiał czytać pamiętnika" - nie mogę!
    5) "ciskał na podłogę pustą paczkę papierosów czy puszkę po piwie, mając potem ubaw, kiedy Liliana na kolanach po nim sprzątała" - ale czemu na kolanach? Jak nie uklęknie, to puszki czy paczki nie podniesie?
    6) Uwielbiam beznadziejną hipokryzję takich książek. Liliana zdradza Karola = Karol jest zły, a miłość Lilki dobra. Karol zdradza Lilianę = Karol jest zły, a chuć jego ohydna.
    Dobrze, że się toto kończy, choć amerykański uśmiech doktora jest naprawdę rzadkiej urody.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mrrrrrrrrrrrrrrrrrr, tyle cudności :> Łzy Rasputina, "Jestem szczęśliwa" Barbie, zawsze cudne świnki i ta intryga nie do ogarnięcia (skoro "firma" to CBŚ, to jak to "firma się rozwiązała?")! Mam nadzieję, że to nie ostatnia komiksoanaliza złej literatury :>:>:>:>:>:>
    P.S Autorka zapowiada kolejną książkę zaangażowaną społecznie i bardzo jestem ciekawa, jaki to temat na czasie poruszy - może pedofilia w kościele albo mordercy małoletnich chłopców? Oczywiście, niezależnie od wszystkiego główną bohaterką musi być kobieta (urocza i uciśniona), dobry awatar to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  7. chciałabym przeczytać zaangażowaną literaturę Michalak o młodocianych prostytutkach oddających się pod własnym nazwiskiem na Naszej Klasie za doładowanie za telefonu, mieszkających z molestującym je ojcem, bratem i bitą, upokarzaną żoną.

    OdpowiedzUsuń
  8. matką dla nich, żoną dla ojca molestującego. i on będzie tą żonę bił, bo urodziła mu kolejnego syna zamiast córki do molestowania. i te doładowania będzie jej zabierał i sam dzwonił do kochanek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie chcę straszyć, ale słyszałam coś o powieści o Powstaniu Warszawskim…

    Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ma się toto nazywać "Miasto aniołów". AutorKasia odgraża się, że machnie książkę w miesiąc, co zapewne będzie miało ciekawe przełożenie na powstańcze realia.

      Usuń
    2. http://www.filmweb.pl/Miasto.Aniolow
      Węszę inspirację.

      Usuń
    3. Z pewnością to nie będzie pierwsza inspiracja Michalakowej - cała ta agencja i misja w Iraku na którą uda się Aleks bardzo przypominają mi 4 sezon "Układów". Z ciekawości zrobiłam mały risercz - wspomniana odsłona serialu miała premierę w 2011, książkę wydano w 2012, czyli szansa na plag... khem, inspirację, faktycznie jest;).

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. Gdzieś już słyszałam o tym uśmiechu, co oczu sięgnął... Wydaje mi się, że chodzi o to, że w uśmiechu "pustym", sztucznym, tylko usta się śmieją, a kiedy człowiek się uśmiecha naprawdę, to śmieją się też oczy. Ale zgadzam się całkowicie, znacznie lepiej brzmiałoby "uśmiechnęła się szczerze" tudzież "w jej czach rozbłysła radość" lub coś w tym stylu.

    OdpowiedzUsuń
  11. QUANTUM BINARY SIGNALS

    Professional trading signals sent to your cell phone every day.

    Start following our trades NOW & profit up to 270% per day.

    OdpowiedzUsuń