O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

18 lutego 2014

Komiksoanaliza "Nadziei" Katarzyny Michalak - część dziesiąta

Uff, w końcu! W końcu przemordowałam całą "Nadzieję"! Cóż to była za podróż!*

Tekst oryginalny ciemnosiwy, moje majaczenie czerwone lub fioletowe.

To zaczynamy. Wkraczamy do części piątej, zatytułowanej "Ostatni pierwszy dzień".
[...] Aleksiej nie tyle kochał się z Lilianą, co afirmował ją i jej ciało. Każdy pocałunek, muśnięcie dłoni, nawet spojrzenie było hołdem składanym ukochanej kobiecie. Lilianę wzruszało to do łez… Kiedyś rzucali się na siebie zachłannie, żeby nasycić odbierające zmysły pożądanie. Teraz cieszyło poczucie bliskości i przynależności do siebie i do swojego miejsca we wspólnym życiu.
Nie za bardzo wiem, jak można "przynależeć do swojego miejsca we wspólnym życiu", ale jedźmy dalej.


Liliana zabija czas pisząc opowiadania i powieści, Aleksiej wspólnie z Lilianą lubią spacerować po lesie.



Musiała się usamodzielnić, bo czuła, że rozstanie wisi w powietrzu. On o tym nie wspominał, ona nie pytała.

Z wyrazu twarzy ukochanego mężczyzny, z pełnego żalu spojrzenia, jakim patrzył w dal, gdy siedzieli na ganku zamyśleni i cisi, domyślała się, że będzie musiał odejść. Ale wróci. Tego była pewna.

Nie pytała, bo...?
Tylko niech się streszcza z tym odchodzeniem i wracaniem, bo Liluni zostało jakieś pięć miesięcy życia.

Na razie zaczął znikać na długie godziny w lesie.
– Muszę trochę potrenować – wyjaśnił pewnego ranka, przebrany w cienki dres, mimo że za oknem panowała typowa dla przełomu lutego i marca pogoda: było zimno, wietrznie i deszczowo. – Ty nie wychodź. Mogłabyś się przeziębić.
Ten cienki dres, to rozumiem, że tylko po to, by podkreślić badassowość Aleksieja?


Dum. Dum. DUM!


Konflikt tragiczny.

– Wybacz, Lilou, nie chcę cię zostawiać, ale muszę wywiązać się z umowy, po prostu muszę. Wiesz, że dotrzymuję słowa.
– Mnie też dałeś słowo, że mnie nie zostawisz.

Aleksiej idzie na lotnisko, a przy pożegnaniu zabrania Lilianie płakać, bo chce mieć przed oczami jej uśmiechniętą buzię.


Liliana wraca z lotniska.

Nie zdejmując kurtki ani butów – mniejsza o zabłoconą podłogę, potem sprzątnie – wpadła do pokoju, gdzie na biurku stał jej laptop, zalogowała się na tajne pocztowe konto i wstrzymała oddech, gdy strona ładowała się powoli. Wreszcie… jest! Jest odpowiedź! A w niej potwierdzenie: „Fundacja Human for Human oczekuje pani Liliany Łapskiej dnia 25 marca o godzinie 18 na lotnisku w Ankarze. Wszystkie uzgodnienia pozostają w mocy. Życzymy przyjemnej podróży i do zobaczenia już na miejscu. Dave Richardson, koordynator”.
Liliana miała ochotę ucałować ekran laptopa.
Tak. Ta durna pipa leci za Aleksiejem do Iraku. Znaczy do Ankary.
Aż do tej chwili nie wierzyła, że tajny plan się powiedzie…
Za to, co wymyśliła i co wkrótce zacznie się realizować, Aleksiej chyba ją zabije, ale niech tam! Byle byliby razem!
Głupota Liliany przyjęła wartość "nieskończoność" i ani myśli się zmniejszyć.
W dniu, w którym powiedział jej o wyjeździe na kontrakt, Liliana przyrzekła sobie i jemu, choć Aleksowi w duchu, że nie pozwoli na rozłąkę. Znalazła w Internecie fundację organizującą pomoc humanitarną dla krajów ogarniętych wojną, także dla Iraku, i zaoferowała dwadzieścia tysięcy dolarów na leki, szczepionki i mleko dla irakijskich dzieci – pod warunkiem, że dowódcą eskorty będzie niejaki Aleksiej Dragonow z Blackwater.
TAK! Zapłaciła im, żeby Aleksiej mógł zostać dowódcą! Sory ale, no po prostu ręka, noga, mózg na ścianie, nie potrafię tego skomentować.
Dave, który zarządzał misją fundacji w Bagdadzie, powitał Lilianę ciepło i serdecznie w imieniu swoim oraz swoich podopiecznych i przyrzekł, że uczyni wszystko, by życzeniu Liliany stało się zadość. Human for Human często korzystała z ochrony Blackwater, szczególnie w rejonach naprawdę niebezpiecznych, kontakt z firmą nie był więc problemem, a jeśli Aleksiej Dragonow ma kwalifikacje, by dowodzić konwojem, a ponadto będzie do dyspozycji fundacji…
Zapłaciłaś nam, więc zrobię wszystko, żeby twój facet został dowódcą. O, a jeszcze ma kwalifikacje! Super! 
Dlaczego łapówkarstwo nie zostało w żaden sposób potępione, albo chociażby nie gloryfikowane jako świetny sposób, by Liliana dopięła swego?

Kompletując bagaż ściśle według listy, po raz pierwszy poczuła strach. Właśnie dotarło do niej, na co się waży. To nie będzie romantyczna wycieczka z Aleksiejem w roli rycerza na stalowym rumaku. To podróż przez tereny opanowane przez rebeliantów, uzbrojonych nie gorzej od eskorty, a na pewno bardziej zdecydowanych zabijać. Czy w razie ataku Aleks ją, Lilianę, obroni? Czy jej obecność nie wpłynie negatywnie na jego skuteczność?
TAK! Do Liliany dotarło, że pcha się na wojnę! Nie mam pojęcia jakimi słowami można opisać durnotę Liliany. Porównanie jej ilorazu inteligencji do pierwotniaka obraziłoby pierwotniaka.

– Rychło w czas naszły cię wątpliwości – prychnęła, zła na siebie.
<3

Liliana kładzie się na łóżku, w którym nie ma Aleksieja i dochodzi do wniosku, że jest samotna, a jej wątpliwości były głupie. Zapada w sen.


Liliana leci do Ankary samolotem z grupą roześmianych turystów i czuje, że przygoda się zaczyna. W Ankarze wsiada do samolotu wojskowego.
– Na lotnisku, jeśli wszystko pójdzie gładko, będzie nas oczekiwał dowódca eskorty, czyli twój – tu Dave puścił oczko – Aleks Dragonow. Jedna prośba, Lilian, czy raczej przypomnienie: to że się znacie – nie mnie wnikać, jak bardzo – nie znaczy, że jesteś na specjalnych prawach. On będzie twoim dowódcą przez cały czas trwania misji i m u s i s z słuchać jego rozkazów. Jeśli zobaczę, że tego nie robisz albo on traktuje cię z pobłażaniem, poproszę o zmianę dowódcy, bo narazicie swoim postępowaniem nasze życie. A wbrew pozorom nie jesteśmy samobójcami i każdy z nas chce wrócić do domu w jednym kawałku. Rozumiesz to, prawda?
Ktoś tu zachował jakieś resztki zdrowego rozsądku wobec dowodzenia misją przez Aleksieja.

Samolot wzbił się w tym momencie w górę tak gwałtownie, że

Samolot jakoś wylądował, Liliana spotkała się z niezadowolonym z jej obecności Aleksiejem, bohaterowie pakują się w samochody.
Wolontariusze zostali sprawnie rozlokowani w czterech opancerzonych hummerach, przy czym Liliana znalazła się w samochodzie z Andrzejem Karskim, jak wyjaśnił po drodze, przyjacielem Aleksieja od ładnych paru lat. Był bardziej skłonny do rozmów niż ten ostatni, chętnie odpowiadał na pytania Liliany o warunki panujące w Iraku, ale o niebezpieczeństwach, jakie mogły im zagrażać, nie chciał mówić. Żeby nie wywoływać wilka z lasu – jak wyjaśnił.
Czy w organizacji tej akcji bierze udział choć jedna osoba posiadająca mózg? Tak tylko pytam.

Przed przeczytaniem kolejnego fragmentu zapuście sobie ten motyw.
– Przepraszam, Aluś – wyszeptała, czując wszechogarniającą ulgę. – Po prostu nie mogę bez ciebie żyć.
Pokręcił głową.
– I co ja mam zrobić? Powinienem zdać dowództwo i…
– Może lepiej powiedz wszystkim, że przyleciała z dalekiej Polski twoja żona i wyrusza z tobą? Tak po prostu? – Uśmiechnęła się nieśmiało.
– A zgodzisz się zostać moją żoną? – zapytał poważnie.
– Gdy tylko dostanę rozwód.
– Nie musisz czekać na rozwód. Karol nie żyje.
Uniosła tylko brwi, spodziewając się takiej wiadomości od tamtej nocy, gdy jej małżonek chciał uciekać za granicę. Igrał z ogniem, zadając się z mafią, był jednak dorosły. Wiedział co robi.
– Dopadli go?
Aleksiej skinął głową. O szczegóły Liliana nie chciała pytać. Mimo całego zła, jakie doświadczyła od męża, mimo lat poniżeń, łez, bólu i strachu, poczuła żal, bo przecież były i dobre dni…
Te dobre dni uzbierały się z dobrych chwil pomiędzy kolejnymi ciosami?


(Grafika nie jest wykonana przeze mnie. Chciałam podać źródło, lecz, jak widać, nie jest podpisana, ale za to na tyle rozpowszechniona, żeby odnalezienie autora stało się dla mnie niemożliwe).


Aleksiej i Liliana minęli labirynt zasieków i bramek wzmocnionych betonowymi klocami żeby siąść na wzgórku i oglądać zachód słońca. Rano ekipa zbiera się, żeby wyruszyć na tereny objęte walkami. 

Padają takie słowa: Dla trzech Anglików, jednego Holendra, Czecha i Szweda – taki oto międzynarodowy skład miała ekipa fundacji – cały czas znajdowali się na terytorium dzikich Irakijczyków. A że mniej, czy bardziej… Chyba Michalak właśnie obraziła cztery narodowości, ale te słowa wydają mi się zbyt niedorzeczne nawet jak na "Nadzieję", powiedzcie mi, że nadinterpretuję.
Wolontariusze mogą się wycofać, ale Liliana oczywiście zostaje, bo Aleksiej.
Miny są nazywane niespodziankami od podeszw.


Jechali przez biedne wsie, chociaż słowo „wieś” na określenie tych kilku lepianek było doprawdy nobilitacją. Gnały za nimi z krzykiem brudne, chude dzieciaki i jeszcze chudsze psy. Kobiety Liliana nie widziała ani jednej. Zapewne mieszkały tutaj i one, ale przed przejazdem konwoju pewnie się chowały. Irakijscy mężczyźni odprowadzali kolumnę wozów ponurym albo obojętnym spojrzeniem

Chciało się krzyczeć: „To dla was wieziemy pomoc! To dla was narażamy własne życie!”, ale wyglądało na to, że mieszkańcy tego kraju mają to gdzieś.
I to jest cały opis mieszkańców Iraku zamieszczony w tej książce.
"Mieszkańcy tego kraju mają to gdzieś" - no jak oni mogą, niewdzięcznicy! Przecież sama Urocza Bohaterka ich zaszczyciła swoją osobą! Padać na kolana!

Liliana i Andrzej jadą po nierównej drodze


Pasja weterynaryjna?


W tym liście nawet nic ciekawego nie ma, nie wiadomo, czy jest w nim cokolwiek poza Najdroższa Moja i Ukochana, chyba Aleksiejowi szybko wena wyszła.
Nadzieja i konto - wszystko przechodzi na Lilianę. Dodatkowo zajmuje się nią teraz Andrzej Karski, bo podobno przyrzekł Aleksiejowi, że to zrobi w razie jego śmierci.

Liliana ma sen, w którym stała nad gruzami Nadziei, które to zaczęła odbudowywać razem z Aleksiejem.
Sterta belek rosła, gruzowisko malało. Zmęczenie wzięło nad nimi górę. Ale Liliana wiedziała, że w następnym śnie będą pracować dalej. Może już jutro, może pojutrze zaczną wznosić nowe ściany. Odbudują Nadzieję i dla Aleksieja, i dla siebie nawzajem…
Co?

A teraz to, na co wszyscy czekaliśmy.
Co trzy miesiące onkolog zlecał szereg badań, by potem kręcić nad nimi głową z miną zafrasowaną i zdziwioną jednocześnie. Zupełnie jakby obecność nieuleczalnego raka mogła dziwić kogoś takiego jak on.
Dobra, może to jeszcze nie to, ale...
– Pani Liliano – wyszeptał, a ona przygotowała się na najgorsze, a może najlepsze: umrze jutro? Pojutrze? Najdalej za tydzień? – Ja nie wiem, jak to jest możliwe – mówił dalej lekarz. – Ja… ja tego nie pojmuję, ale… rak się cofnął! Guzki zniknęły! A na dodatek… pani Liliano… – Głos mu się załamał. – Gratuluję pani z całego serca. To pewnie dlatego…
Nie ucieszyła się. Chciała jak najszybciej dołączyć do Aleksieja. To, że pożyje dłużej… nie, nie chciała o tym myśleć. Dopiero następne słowa lekarza…
– Jest pani w ciąży, droga Liliano. To ósmy tydzień, tak mi tu napisał lekarz, robiący USG. Ciąża czyni cuda i to widać jeden z nich. Bardzo się cieszę, dawno się tak nie cieszyłem.
Znów zdjął okulary, a potem objął kobietę i uściskał serdecznie.
Dopiero w tym momencie dotarło do niej to, co powiedział. Nosi pod sercem dziecko. Dziecko Aleksieja!
CIĄŻA ULECZYŁA RAKA LILIANY!!! I potwierdził to lekarz.
Nie wiem, jakaś akcja mająca na celu zwiększenie przyrostu naturalnego? Co myślała autorka pisząc to?

Nie ważne, epilog. W całości, bo jest wspaniały. Oryginalnie kontynuuje tradycję sraczki czcionek i jest zapisany kursywą.
Urodziłeś się dziś rano, Aluś. Jesteś moim małym cudem. Patrzę na maleńkie paluszki ściskające mój kciuk, na drgające powieczki, na usteczka pracowicie ssące pierś i kocham cię całym sercem – tak samo, jak kochałam twojego tatę.
Nigdy go nie poznasz, nie poczujesz dotyku jego łagodnych, kochających dłoni; nie weźmie cię na barana, nie pobiegniecie drogą przez las; nie nauczy cię wszystkich tych pożytecznych rzeczy, jakich ojciec uczy syna, nie przekaże ci męskich tajemnic. To, że był dobrym, szlachetnym człowiekiem, który jeśli kochał, to raz na całe życie, całym sercem, będziesz znał z opowiadań. Tak bardzo mi żal, Aluś, tak żal…
Tutaj, zobacz, syneczku, on, twój tata, na zdjęciu. Tuż przed wyjazdem, przed rozstaniem. Stoi przy domu w Nadziei, wyprostowany, lekko uśmiechnięty, choć w oczach ma smutek, jakby przeczuwał, że nie wróci. Gdyby mógł cię zobaczyć, synuniu, gdyby mógł wziąć na ręce, byłby taki dumny, taki szczęśliwy…
Masz dopiero parę godzin, mój maleńki, przed tobą całe życie, ale już teraz przyrzekam ci, że będziesz szczęśliwszy, niż my byliśmy w dzieciństwie. Nie pozwolę cię skrzywdzić, nikt nie podniesie na ciebie ręki, nie uderzy nawet słowem. Masz mnie, swoją mamę, masz Andrzeja, który przyrzekł się nami opiekować, a wreszcie – czuwa nad tobą twój tatuś. Będziesz szczęśliwy, muszę w to wierzyć. Mam tę nadzieję.
Jeszcze jedno chcę ci przysiąc, Aleksiej: nigdy cię nie opuszczę, nigdy nie zostawię, nie zdradzę, nie rozczaruję.
Nigdy, nigdy, syneczku, nie będziesz sam.
Pisane lukrownicą?

I to już KONIEC! Bardzo się cieszę, dawno się tak nie cieszyłam.


A teraz obiecane opowiadanko mojego autorstwa inspirowane twórczością AutorKasi. Zakładam, że nie wszyscy czytelnicy są zaznajomieni z książkami pani Michalak, które "Nadzieją" nie są, pod tekstem zamieszczam więc listę nawiązań do innych dzieł Kejt.

- Dziewczyno, co ty ze sobą zrobiłaś? - To pytanie zadane przez obcą kobietę dźwięczało jeszcze w kształtnych, różowych uszach Anieli. 
Co o n a ze sobą zrobiła. O n a. Nie co z nią zrobili ludzie, co z nią zrobił zły, niesprawiedliwy świat, lecz co o n a ze sobą zrobiła. Ludzie tak łatwo wydawali wyroki, oceniali bez skrupułów obcych sobie ludzi nawet nie próbując ich poznać, zrozumieć. Właśnie takie ocenianie bez zrozumienia, podła krytyka i czyste wręcz hejterstwo jest przyczyną wszystkich nieszczęść, jakie mogą tylko dotknąć młode, ambitne osoby. Kto może robić takie rzeczy, jeśli nie ludzie, którym w życiu po prostu nie wyszło? To zazdrość leży u podstaw takich zachowań. Zazdrość i brak umiejętności. 
Aniela miała ową, spotkaną na lublińskim dworcu, kobietę jeszcze przed oczami. Gruba, przegrana baba. Czy to tak wiele, podzielić się pieniędzmi z biedną dziewczyną? Podzielić się z kimś, kto ma mniej, kiedy samemu, z pewnością, ma się tak wiele? Przecież kołnierzy z lisa nie rozdają na ulicy. A może to od s p o n s o r a? Nie, kto by chciał takiego wstrętnego babsztyla. W dodatku złaził jej lakier z paznokci i miała niepomalowane odrosty. 
Pociąg powoli docierał już na miejsce i oczom jedynej pasażerki pustego przedziału ukazała się podwarszawska mazurska wieś Bananek. Anielka zauważyła stojącą na peronie kobietę. Czyżby to właśnie miała być jej siostra? Mimo, że od tak dawna nie utrzymywały już ze sobą kontaktu, Gabrysia zgodziła się przyjąć do siebie cierpiącą biedę po odebraniu jej mieszkania przez nieuczciwych komorników siostrę. Z pewnością to była właśnie ona, ich rodzinne hipnotyzujące zielone oczy były widoczne nawet z takiej odległości. 
- Aniela? - Usłyszała głos siostry Aniela gdy tylko wysiadła z pociągu. 
- Aniela! - odpowiedziała siostrze Aniela wbiegając jej na spotkanie i przytulając na powitanie. 
- Nie wierzę, że cię widzę, Aniela!.. A gdzie masz bagaże? - zapytała z nutką materializmu w głosie. 
- Przecież wiesz, że jestem biedna. Mam tylko tę torbę, a jeszcze wczoraj prałam tę bluzkę w fontannie, bo była cała w gównie - rzekła młoda dziewczyna zwracając uwagę na swoją życiową zaradność, pomimo niedoli. 
Gabriela wyślizgnęła się z objęć siostry i szybko zmieniła temat. 
- Jak ci minęła podróż? 
- Podróż była okej, tylko jedna kobieta na dworcu zepsuła mi n a s t r ó j. Ale przecież nie będę ci zawracała głowy moimi problemami... 
- Może rzeczywiście lepiej już chodźmy, jest siedemnasta, robi się ciemno - szybko powiedziała Gabrysia. 
Zawiedziona Anielka ruszyła śladem siostry w stronę obrzeży wsi. Przez całą drogę nad dwoma atrakcyjnymi młodymi kobietami, spośród których jedna pomimo brudnych ubrań była wyraźnie atrakcyjniejsza i nawet z daleka widać było, że miała większe powodzenie wśród płci przeciwnej, wisiało widmo niezręcznej ciszy, które co jakiś czas próbowała rozpędzić inteligentna Aniela, rzucając różnymi tematami, na przykład problemami związanymi z pielęgnacją naskórka w warunkach bezbalsamowych. 
- To tutaj. 
Gabrysia zatrzymała się przed uroczym kamiennym domkiem o drewnianych oknach z zielonymi okiennicami i dachem krytym strzechą. Uroku budynkowi dodawał fakt, że był położony na plaży. 
- No, kochana, przyjemnie mieszkasz – rzekła z taktownym zachwytem w głosie Aniela. - A możesz mi powiedzieć, gdzie jest łazienka? Wstrzymuję już od Rzeszowa. 
Po skorzystaniu z ubikacji Anielka wyruszyła na oględziny przeznaczonego dla siebie pokoju. Trzeba było przyznać, że Gabryśka wyznaczyła jej godne miejsce bytowania. Dokładnie takie, o jakim Aniela zawsze marzyła. Drewniane, pachnące drewnem ściany, miękki dywan pod bosymi stopami i widok na polskie morze za oknem. Można powiedzieć, że jej siostra stała się jej drimerką. O wilku myśl, do pokoju weszła siostra. 
- Pomyślałam, że może będziesz chciała się przebrać. W kredensie w przedpokoju trzymam ubrania, których już nie noszę. Możesz je sobie wziąć – zaproponowała. 
- Dzięki, ale nie sądzę, żeby rozmiar był odpowiedni. Przecież mam od ciebie większe piersi i jestem szczuplejsza o jakieś dziesięć centymetrów w talii – odpowiedziała Gabrieli siostra mierząc ją spojrzeniem. 
- No tak. - rzekła beznamiętnie rozmówczyni. 
- Nie masz może trochę kasy? Sama bym coś sobie wybrała. 
W ten sposób pięknooka zaeufemizowała brak gustu siostry, który był oczywisty przy pierwszym spojrzeniu na jej znoszone trampki i przetarte na kolanach i dupie spodnie. 
- Myślę, że jednak dasz radę coś sobie wybrać z mojego kredensu. Jeśli chcesz mieć pieniądze, będziesz musiała niestety znaleźć sobie pracę. - rzekła ostro jak nóż Gabrysia. 
Że co? Pracę? Przecież ona nie umie pracować. Pracowała ostatnio... jakby nigdy. 
- Nie patrz tak, myślałaś, że będę cię tak po prostu utrzymywać? - W jej tonie głosu, niczym świeczka w torcie tkwiła ironia. 
W tej chwili dwudziestodwulatka już wiedziała, że na o p i e k ę ze strony starszej siostry nie ma co liczyć. W sumie tego właśnie powinna się spodziewać, przecież Gabi od zawsze była suką. Aniela nigdy nie zapomniała, jak ta zazdrośnica odbijała jej w szkole wszystkich chłopaków, czy raczej próbowała odbić, bo poza Anielką żaden świata nie widział. A tego jednego którego jakimś cudem udało jej sił zdobyć i tak rzuciła z jakiegoś głupiego powodu, kiedy to całkiem porządny facet był i mogła z nim założyć rodzinę nie marnując swoich najlepszych lat na k a r i e r ę. 
- Myślałam, że skoro zapraszasz mnie do siebie... 
- To znaczy, że nie chcę, żebyś tułała się gdzieś w obesranych ciuchach, a nie, że będziesz siedziała cały dzień na dupie, w czasie kiedy ja będę zaharowywać się w biurze. 
Targana bezsilną złością na nieczułą, sukowatą siostrę Aniela wyszła z domu i skierowała się w stronę centrum Bananka. Byle dalej od tej jędzy – myślała sobie. Miała ochotę wykrzyczeć całemu światu swój ból, swoje cierpienie, swoją opowieść. Dlaczego wszystko co złe musi spotykać właśnie ją? Najpierw utrata mieszkania, potem ta kobieta za dworcu, a teraz jeszcze siostra, od której spodziewała się choć o d r o b i n y zrozumienia. Niestety tak urządzony jest ten świat. Ci którym uda się dopchać do koryta i znaleźć ciepłą posadkę w biurze uważają, że mają święte prawo pomiatać tymi, którym w życiu się nie udało. I co ona w ogóle ma robić w tym Bananku? Takiej Gabryśce to dobrze, ona dojeżdża sobie do Wrocławia. W przypadku biednej Anieli takie rozwiązanie nie wchodziło w grę, w końcu ta głupia s u k a nie da jej pewnie nawet na głupi bilet autobusowy. 
Aniela była tak głęboko zanurzona w swoich rozmyślaniach, że nie zauważyła nawet, kiedy wpadła na jakiegoś innego przechodnia. 
- Przepraszam – powiedzieli jednocześnie Aniela i nieznany jej wcześniej mężczyzna, i wtedy już wiedzieli, że to astralne przeznaczenie gwiazd pchnęło ich ku sobie odbierając im d e c h w piersiach i powalając na kolana przed nieskończoną potęgą wszechświata. 
- Jestem Aniela – przedstawiła się kobieta jeszcze nie oddychając. 
- Jestem Michał – przedstawił się mężczyzna już oddychając, gdyż do czasu jego wypowiedzi astralna potęga wszechświata pozwoliła im zaczerpnąć tchu. 
- Och, spadła ci torebka – rzekł zabójczo przystojny złotowłosy niebieskooki Michał schylając się po torbę Anieli, którą po chwili jej wręczył. 
- Dziękuję. - Anielka uśmiechnęła się tak promiennie, że aż kwiaty rosnące na rabatkach przed pobliskimi domami rozkwitły wszystkimi kolorami tęczy. - Może w ramach rekompensaty wybierzemy się na kawę? 
Aniela nie wiedziała, co właściwie ma rekompensować, ale nie miała pomysłu jakiego innego użyć słowa. 
- Bardzo chętnie. - odrzekł oddając Anieli uśmiech. 
I o to chodziło. 
- A nie wiesz może, gdzie tu jest kawiarnia? Dopiero dzisiaj się wprowadziłam - mówiła z wyrazem twarzy słodkiej idiotki. 
- Oczywiście, chodź. 
Michał ujął jej delikatną, zadbaną pomimo czasowego braku dostępu do balsamu dłoń w swoją silną lecz gładką w dotyku rękę i zaprowadził ją do małego sklepiku z artykułami spożywczymi typu ciasta, w którym najwyraźniej można było zamówić kawę, a którego położenia Aniela wciąż nie znała, bo całą drogę skupiała się na uśmiechaniu do c u d o w n e g o Michała i podziwianiu jego idealnego uzębienia magicznie załamującego promienie pewnego swoich sił o południu Słońca. 
- Tak więc, skąd jesteś? - zapytał Michał soczystym barytonem, sprawiając, że podskakujące do gardła serce Anielki zaśpiewało. 
- Ostatnio mieszkałam w Gdyni, ale wolałam przenieść się w jakieś spokojniejsze miejsce. - odrzekła tonąc w jego błyszczących oczach i orlim nosie dziewczyna. 
- Rozumiem, tutaj jest rzeczywiście pięknie. Jeśli chcesz, możemy pewnego dnia wybrać się na spacer po górach, jestem dobrym przewodnikiem. 
- Byłoby cudownie – odpowiedziała miękkim jak masło głosem Aniela patrząc Michałowi w oczy tak g ł ę b o k o, że dostrzegała kryjące się za jego tęczówkami Słońca i Księżyce. 
- O, nasza kawa już gotowa. Przyniosę ci. - Michał wstał od stołu i skierował się ku sklepowej ladzie, dzięki czemu Aniela miała okazję do podziwiania tyłu jego perfekcyjnego, adonisowego ciała. 
- Dziękuję – rzekła flirciarsko dwudziestodwulatka dosypując do filiżanki cukru. 
- Nie powinnaś słodzić, i tak jesteś słodka – zakomplementował błyskotliwie Michał. 
W odpowiedzi Aniela pogłaskała go stopą po nodze. 
- A ty nie słodzisz? - zapytała. 
- Ja mam cukrzycę. Przez takie słodkie dziewczyny jak ty. - Puścił do niej oko. 
I teraz Aniela nie wiedziała, czy Michał naprawdę jest diabetykiem czy ją podrywa. Na wszelki wypadek podniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu, żeby nie pomyślał, że śmieje się z jego choroby, której, miała szczerą nadzieję, nie miał. Bo przecież słyszała jak wygląda życie z cukrzykiem. Przecież takiej osoby nikt nie zatrudni! Z czego oni utrzymają dzieci? Dla pracodawców wymyślono taką ładną nazwę: hiperglikemia. Brzmi lepiej, prawda? Ale to cały czas ta sama cukrzyca, nie pozwalająca na kontrolę własnych posiłków, a co za tym idzie – własnego życia. 
Aniela uniosła do ust filiżankę trzęsącą się ręką. Dlaczego taki świetny facet jak Michał musiał być możliwie chory? Dlaczego wszystkie nieszczęścia świata muszą spadać właśnie na nią? Wypiła całą kawę jednym haustem. 
- Ja już muszę lecieć – powiedziała wstając i kierując się w stronę drzwi. 
- Już? Czemu? - Pytał zdziwiony Michał. 
- Siostra prosiła, żebym pomogła jej w ogrodzie. Będzie w ś c i e k ł a, jak o niej zapomnę – rzuciła wymyślone naprędce kłamstwo. 
- To co z tym spacerem w góry? 
- A, no tak. Jutro. Jutro o tej samej porze, w tym samym miejscu – powiedziała i wyszła, prawie wybiegła ze sklepu. 
Dziewczyno, co ty robisz? W co ty się pakujesz? Przecież nie będziesz miała z nim przyszłości! To nie ma sensu! Powinnaś postawić sprawę jasno. Po co robisz mu i sobie nadzieję? 

Następnego dnia, rano, po nocy spędzonej w pokoju, który jak stwierdziła Aniela wcale nie był tak ładny, jak jej się za pierwszym razem zdawało, dwudziestodwulatka wyruszyła na s p o t k a n i e Michała. Michał czekał na nią przed budynkiem kawiarni, ubrany w drogi, jak stwierdziła Aniela znawczym okiem, strój do wspinaczki. 
- To jak, idziemy? 
- Oczywiście – odrzekła Anielka uśmiechając się jednocześnie. 
Po drodze na szczyt A n i e l a zaproponowała zakup prowiantu, ale jak się okazało, Michał był już przygotowany i miał w plecaku wodę i pożywienie dla ich obojga. Michał był cudowny. 
Trasa pewnie i była ciężka, ale dla sprawnej i giętkiej Anieli była pryszczem. Wspinała się pod górę niczym gazela uciekająca przed lwem, niczym mysz biegnąca do dziury przed ścigającym ją kotem drapieżcą, niczym drobny kręgowiec goniony przed k o t o f r e t k ę. Jej włosy unoszone wiatrem wyglądały niczym wyrzeźbione w delikatnej strukturze rześkiego powietrza. Każdy włos miał swoje, jakby idealnie wyznaczone mu przez siły astralne, miejsce w metafizycznym układzie atomów uniwersum. Cera skóry jej rąk i nóg, pokrywające idealnie wyrzeźbione, lecz wciąż seksowne i kobiece mięśnie, na przemian lśniła w Popołudniowym Słońcu i pogrążała się w cieniach rzucanych przed odwieczne, polskie dęby. Polakierowane paznokcie niczym czysta, źródlana woda załamywały światło Słoneczne tworząc psychodeliczne kolorowe odblaski i refleksy dookoła. 
Podobnie wyglądał Michał. 

- To już szczyt – stwierdził Michał, kiedy byli już na szczycie. 
- Jest wspaniale – powiedziała Aniela i spojrzała swojemu towarzyszowi głęboko w oczy. 
„Teraz albo nigdy” pomyślała młoda kobieta i pocałowała młodego mężczyznę. 
Michał od razu zrozumiał aluzję, jaką dawał mu wyćwiczony język Anieli i objął dziewczynę swoimi umięśnionymi ramionami, jak gdyby była ona ostatnią deską pozostałą ze zdruzgotanego okrętu Robinsona Crusoe w czasie sztormu. Aniela zanurzyła swoje przypominające diamenty dłonie w rozwichrzonych włosach wybranka, aby rozwichrzyć je jeszcze bardziej. Michał przesunął ręce z idealnych pleców kobiety na jej kształtne piersi wielkości dojrzałych ananasów, po czym zanurzając dłonie w jej głęboki jak ocean dekolt począł je pieścić. Aniela na ten sygnał ze strony Michała zdarła z niego koszulę obnażając najpiękniejszą klatę w całym Bananku, a może nawet w całej gminie Pszczylowa Wólka. Naga pierś mężczyzny promieniała w Słońcu niczym posypana brokatem ozdoba choinkowa. Po chwili namysłu Aniela ściągnęła bluzkę pozostając w czerwonym, seksownym, koronkowym, doskonale dopasowanym, drogim, markowym, budzącym zazdrość wszelkich patrzących na niego kobiet biustonoszu, który także dziewczyna po chwili zredukowała. Na ten widok oczy Michała zaprzestały obracania się jak gwiazdy na orbitach i badania każdego zakątka ciała Anieli i skupiły się na cudownych p i e r s i a c h kobiety, przypominających szczyty, jak ten, który wspólnie przed chwilą zdobyli. Jako że ręce Michała spoczęły na mlecznych wzgórzach Anieli, dwudziestodwulatka musiała sama skończyć usuwanie ubrań z ich ciał. Kiedy spodnie obojga kochanków opadły nie podtrzymywane już klamrami pasków, ani guzikami rozporków na ziemię, pozostali w samych dolnych częściach bielizny, ona w koronkowych stringach, dopasowanych kolorystycznie do biustonosza i podobnie jak on opinający wdzięki właścicielki w doskonały sposób, on w czarnych bokserkach, kryjących skarb. Kilka sekund później Michał uniósł się honorem i dokończył rozbieranie siebie i Anieli samodzielnie. Po tym, jak tylko majteczki Anielki odsłoniły jej cząsteczki kobiece, Michałek zagłębił w nie swe paluszki, poruszając przy tym jej wszechświacik i wywołując drgania jaźni młodej kobiety, która powoli traciła zdolność do skupienia się na czymkolwiek innym niż cząsteczki, a raczej części, czy może cząchy męskie Michała, których zaczęła delikatnie, jakby z przestrachem, aby nie zniszczyć takiego cudu natury, dotykać, a nawet stanowczo macać, na co on reagował mocniejszym potrząsaniem wszechświacikiem Anielki. Po minucie i siedemnastu sekundach pieszczot, wykonywanych palcami, Michał zastąpił je czymś dużo, dużo, w i e l o k r o t n i e większym, tak dużym, że Aniela bała się, czy nie zostanie rozerwana na milion małych kawałeczków. Para zaczęła wspólnie szamotać się i wibrować, co doprowadziło do tego, że nie potrafili już utrzymać równowagi i upadli na ziemię, kalając swe idealne ciała prochem Ziemi. Będąc już na podłoży, zaczęli się miarowo turlać, dysząc i jęcząc z rozkoszy, nie mogąc ustalić, które z nich ma zając pozycję na spodzie, a które na wierzchu, co doprowadziło do delikatnej stłuczki z drzewem, która to też zapobiegła sturlaniu się ze zbocza w stronę Bananka. Ich wypełniona pasją rozkosz nadeszła jednocześnie wypełniając ich ciała mrowieniem i niewypowiedzianą radością, która o mały włos nie rozerwała ich skór, odsłaniając piękne mięśnie. Po wszystkim Michał i Aniela wstali z gleby i otrzepali swe doskonałe ciała z błota, po czym przyodziali się w rozrzucone dookoła ubrania, spośród których niektóre wylądowały nawet na gałęziach pobliskich sosen i jesionów. 
Droga powrotna zajęła parze krótki czas, bo była z górki. 
- Hej, może wpadniesz do mnie i Gabrieli na filiżankę czarnej ziołowej herbaty z cytryną i gałką muszkatołową? - zaproponowała kobieta. 
- byłbym rad – odparł Michał. 
Kiedy weszli do neogotyckiego domu Gabrieli byli zaskoczeni, że nigdzie nie mogli jej znaleźć, mimo że była niedziela, czyli zapracowana siostra powinna mieć wolne, a wolne dni spędzała przecież siedząc na fotelu i patrząc w ścianę, gdyż nie miała życia. 
- Gabrysia? Gdzie jesteś? Zrób nam herbatę, mam gościa! - krzyczała Aniela z troską w głosie. 
W końcu dziewczyna postanowiła zajrzeć do prywatnej sypialni siostry. To co tam zobaczyła ona i Michał, przerosło jej najdziwniejsze przewidywania. Ściany były obklejone rentgenowskimi zdjęciami płodów, wszystkie półki zastawione były modelami lalek przedstawiających embriony. Modele wyglądały na wykonane z plasteliny i modeliny, być może kilka z nich zdradzało udział gliny. Pościel i dywan na którym leżała Gabriela, która nie zdawała się dostrzegać gości były w kolorze czerwonym. 
- Nie powinnam była dokonywać aborcji i p o ś w i ę c a ć życia karierze, a potem zsyłać na moją wspaniałą siostrę komorników, aby odebrali jej mieszkanie i zmuszać jej do zamieszkania z mną, aby zakończyć swoją samotność. Nie powinnam była... - powtarzała w kółko spazmatycznym głosem Gabriela.

- Pochopne ocenianie brudnych ludzi na ulicy nawiązuje do promocji "Bezdomnej" bardzo w stylu "nie oceniaj, jeśli nie znasz historii drugiego człowieka".
- Piękna, czysta bezdomna dziewczyna to nawiązanie do głównej bohaterki "Bezdomnej".
- Imiona Aniela, Gabriela i Michał to nawiązanie do tytułu planowanej książki o powstaniu warszawskim - "Miasta aniołów".
- Literowanie losowych wyrazów jest z "Mistrza", jeśli dobrze pamiętam.
- "Co z nią zrobił zły, niesprawiedliwy świat" też z "Bezdomnej".
- Fragment o hejterach to nawiązanie do tego fragmentu "W imię miłości".
- "Gruba, przegrana baba" żywcem z "Bezdomnej". Urocze jest, jak ta książka udaje, że jest przeciwko powierzchownemu ocenianiu ludzi, a jednocześnie zawiera tyle perełek.
- "Podwarszawska mazurska" i inne krzywdzące geografię określenia inspirowane są nieodgadnioną geografią książek Michalak.
-. Nazwa miejscowości - Bananek - nawiązuje do owocowych wiosek z takich tytułów jak "Rok w Poziomce" czy "Lato w Jagódce". Warto wspomnieć też o "Wiśniowym dworku".
- "Hipnotyzujące zielone oczy" i piękno głównej bohaterki nawiązują do wykreowanej przez Michalak "bohaterki uroczej", takiej jak na przykład Liliana.
- Pranie w fontannie kurtki uwalonej gównem jest wprost z "Bezdomnej".
- Kamienno-sianowy domek występuje w kilku dziełach Miachalak, ale Nadzieja jest chyba głównym źródłem inspiracji.
- "Drimerka" to określenie z "Poczekajki". Według autorki jest to neologizm na osobę spełniającą marzenia i mógłby być zastąpiony tylko "spełniacielką marzeń".
- Sukowatość i brak gustu Gabrieli zaczerpnięte są z postaci Aśki z "Bezdomnej", po trosze też z Maliny Bogackiej z "Lata w Jagódce".
- Metafory są próbą naśladownictwa stylu AutorKasi.
- "Wykrzyczeć swoją opowieść" nawiązuje do haseł promocyjnych "Bezdomnej".
- "Dwudziestodwulatka" wyjątkowo oddaje hołd "Trudnym sprawom", które zdawały mi się pasować do uniwersum Michalak.
- Tró lov występuje we wszystkich chyba dziełach Kejt.
- Silna ręka trólowera, delikatna Merysójki, ileś razy u Michalak widziałam opisy w tym stylu.
- Durnowate stereotypy o cukrzycy są przekalkowanym fragmentem "Bezdomnej" z durnymi stereotypami na temat dwubiegunówki.
- Opis seksu wzorowany na opisach seksu.
- Zakończenie inspirowane wątkiem Aśki z "Bezdomnej".

*Jeśli wiesz, do czego jest to nawiązanie, to Ci współczuję.

EDIT: Powstał sequel opowiadania, dostępny tutaj.

37 komentarzy:

  1. AŁtor Kasia obraziła bardzo Irakijczyków. Obraziła też wszystkie kobiety, które zmagają się z ciężkimi chorobami i które jednocześnie chciałyby zajść w ciążę/są w ciąży/mają małe dzieci i muszą sobie z tym radzić, bo cuda to tylko w słabych książkach. Obraziła lekarzy ogólnie, onkologów i ginekologów szczególnie. I ludzi myślących.

    Ja też w sumie czuję się bardzo obrażona. Autorka nie ma pojęcia nawet o jednej rzeczy, o której pisze. Choćby że dawać pieniądze na fundację pomagającą ludziom w Iraku a zostać tam wysłanym to nie to samo. Te przekręty, żeby Aleksiej był dowódcą… to się kupy w żadnym miejscu nie trzyma. A zwłaszcza to, że Aleksiej zostaje dowódcą tego konwoju, mimo że wcześniej wyjechał do Iraku wyraźnie z innym zobowiązaniem. Ale pies to, co to jest przerzucić jednego gościa z miejsca na miejsce bo ktoś 20 tys. na leki sypnął (to w ogóle jest śmieszna kwota, tacy najemnicy to wielką kasę zarabiają).

    W ogóle Aleksiej robi wrażenie, jakby wcale nie chciał spędzać czasu z umierającą Lilką i dlatego ucieka do Iraku. Sorry, ale to jest sztuczny problem - żaden normalny, prawdziwie kochający facet nie wyjedzie na drugi koniec świata, gdy jego ukochana umiera na raka i zostało jej kilka miesięcy życia (nie, żeby normalnie osoba w takim stanie nie wymagała pomocy, opieki, nie odczuwała bólu… ale gdzie tam, Lilka leci se do Iraku!).

    Wstyd mi za ludzi, którzy to wydali. Płaczę nad tymi, którzy to przeczytali i im się podobało. Stężenie bzdur jest tak duże, że żadne usprawiedliwienie nie przejdzie.

    Oburzona Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [przepraszam, dysguglia] Powiedziałabyś coś więcej o okołoirakijskich realiach w kontekście ałtorkasiowej scenki?
      dK

      Usuń
    2. Chodzi mi o to zdanie: "Dla trzech Anglików, jednego Holendra, Czecha i Szweda – taki oto międzynarodowy skład miała ekipa fundacji – cały czas znajdowali się na terytorium dzikich Irakijczyków. A że mniej, czy bardziej…" - może jestem już przewrażliwiona już, ale dla mnie w tym zdaniu pobrzmiewa niechęć i pogarda dla tej nacji, tak jakby ci Europejczycy byli lepsi. Serio, to dla mnie tak brzmi. Zwłaszcza że aŁtorKasia ma taki styl pisania, że lubi okazywać pogardę w zasadzie wszystkim (vide koszmarny język "Bezdomnej").

      O życiu Irakijczyków nie będę się wypowiadać, bo się na tym nie znam. Tak samo jak aŁtorKasia. Chodzi mi o to, że ona bardzo "spłaszcza" wszystko, za co się zabierze. Spłaszcza temat raka, spłaszcza temat mafii, spłaszcza kwestie przemocy w rodzinie i prześladowania przez nastolatków (we wcześniejszych częściach), spłaszcza w końcu ten wyjazd do Iraku, wprowadzając go tylko po to, żeby było bardziej dramatycznie. Jak już się wysyła bohatera w jakieś egzotyczne miejsce, bo fajnie byłoby napisać coś więcej niż "ludność była biedna i dzika" bo to po prostu bardzo słabe. To tak jakby wysłać na jeden rozdział zagranicznego bohatera do Polski i napisać, że Polacy byli smutni i złośliwi. Tyle. Bez żadnego tła, choćby próby liźnięcia tematu, dlaczego tak jest.

      No chyba że niepotrzebnie się pieklę, bo to tylko fragment książki, ale jak znam aŁtorKasię, to tam nie ma żadnej próby poważnego podejścia do tematu. Przepraszam, że lubię z książek dowiedzieć się czegoś ciekawego o innych kulturach/krajach...

      Usuń
    3. Jeśli niczego nie przeoczyłam, a starałam się być dokładna, w książce nie ma żadnych innych opisów Iraku niż te, które przytoczyłam. Strasznie mnie uderzyła ignorancja Kejt dla tego kraju i jego mieszkańców, bo: 1. po gwizdek ona w ogóle dwadzieścia stron przed końcem książki przeniosła akcję do Iraku, 2. to już mogła dać wszystko między wolontariuszami i Blackwater, nie mieszać w to Irakijczyków. A fragment, że mieszkańcy tego kraju mieli pomoc gdzieś to mnie po prostu zabolał.

      Usuń
    4. Najpierw myślałem, że te teksty komiksowe to taki śmieszny dodatek do recenzji, ale potem sprawdziłem i - one serio są w powieści o_O Nie mogę przestać się śmiać aż do teraz.
      Arek

      Usuń
  2. To opowiadanie jest wspaniałe, ukwikało mnie bardziej niż jakakolwiek analiza. Chciałabym poznać dalszą część, bo aż szkoda, żeby taki potencjał na prawdziwą parodię poszedł na zmarnowanie.
    Eśko, kocham Cię!
    <3
    Tajemnicza Wielbicielka

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że w tym niesprawiedliwym świecie chociaż w opowiadaniu Eśki możemy zaznać jakiejś sprawiedliwości życiowej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięć narodowości i wszelką inteligencję obraziła za jednym zamachem! Opowiadanie jest rozkoszne, naprostowało mi nieco psyche zwichniętą po spotkaniu z analizowanym dzieUem. Niestety, najradośniej kwiknęłam na sam koniec, z dwubiegunKówki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaiste, jestem mistrzynią literówek. Dwa razy o mały włos nie napisałam "kolor filetowy". Jak mi tylko sprzęt pozwoli, naprawię.

      Usuń
  5. "Dlaczego taki świetny facet jak Michał musiał być możliwie chory? Dlaczego wszystkie nieszczęścia świata muszą spadać właśnie na nią?" Jakbym ałtorkasię czytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko szkoda, że nie ma sraczki czcionek. :c

      Usuń
    2. "Po chwili namysłu Aniela ściągnęła bluzkę pozostając w czerwonym, seksownym, koronkowym, doskonale dopasowanym, drogim, markowym, budzącym zazdrość wszelkich patrzących na niego kobiet biustonoszu, który także dziewczyna po chwili zredukowała." OK, OFICJALNIE MASZ NAJWIERNIEJSZOM FANKE. Hue, tak to wygląda, jak czytam i pozwalam sobie zarzucić komentarzem, sądząc, że już potem nie będę miała nic do powiedzenia. Cząsteczki kobiece mnie zabiły, to takie tró i w ogóle. Spełniacielka marzeń, omfg, ona to serio gdzieś napisała? Hołd Trudnych Spraw udany, kiedy to przeczytałam, aż dreszcz przebiegł mi po plecach.

      Usuń
    3. Nie mogłam znaleźć tych komentarzy na blogu Michalak, nie wiem czy nie wywaliła. Na szczęście jest ten zapis:

      Panna Kotka24 kwietnia 2013 19:42

      Znowu wykażę się ignorancją i niedouczeniem, ale co to znaczy "drimować"?
      Bardzo lubię książki o tematyce fantastycznej, lubię tajemnice i magię. Poczytałabym coś fajnego, szczególnie, że to co się pisze w naszym kraju w większości jest raczej nudne.
      Znam okładkę pierwszego tomu i zgadzam się, że fajnie jest puścić wodze wyobraźni i stworzyć najlepiej do nas pasujące nie wydane jeszcze okładki...
      A w internecie jest tyle NAPRAWDĘ DOBRYCH twórców, którzy nie ocierają się o kicz.
      Z wyżej pokazanych chyba najbardziej podoba mi się trzecia.
      Odpowiedz
      Odpowiedzi

      M.24 kwietnia 2013 20:51

      Marzyć Smile
      Panna Kotka24 kwietnia 2013 21:28

      Serio? Marzyć to takie fajne słowo, szkoda, że zamienia się je teraz na jakieś angielskojęzyczne zamienniki.
      Katarzyna Michalak24 kwietnia 2013 21:34

      Nie do końca. Marzyć, to marzyć, a drimować, to drimować.
      Język polski jest językiem żywym (w odróżnieniu do takiej np. łaciny) i pisarz ma prawo do radosnego słowotwórstwa i zapożyczeń, szczególnie tak potrzebnych jak w tym przypadku. "Spełniacielka marzeń" brzmi... jakby to powiedzieć... nieco topornie.
      Panna Kotka24 kwietnia 2013 21:46

      Czy ja wiem? "Spełniająca marzenia" brzmi w moich uszach bardzo przyjemnie i magicznie.
      Sama lubię bawić się w słowotwórstwo i spolszczam obce słowa, które nie mają odpowiednika w naszym języku, a jednak funkcjonują, ale słowa "Marzyć" będę bronić, bo to naprawdę ładne słowo.
      Joanna24 kwietnia 2013 21:47

      Topornie?
      Byłoby i sztywno i nie... nie po Naszemu, o!
      Katarzyna Michalak25 kwietnia 2013 08:31

      Droga Panno Kotko, jakoś nie wyobrażam sobie przepisania serii poczekajkowej plus Sekretnika, zastępując słowo drimerka zwrotem "spełniająca marzenia", które - sorry - ale nadal nie oddaje znaczenia tego pierwszego. Słowo "marzyć" lubię może nawet bardziej niż Ty, bo używam go częściej, mimo to drimerka to drimerka i tyle.

      PS. Drimerka to nadal nie "spełniająca marzenia", a "spełniacielka marzeń", drobna różnica, ale dla Czytelniczek znających te książki dosyć istotna.

      Usuń
    4. Nie mogę :D... Tylko skąd się jej ta spełniacielka marzeń wzięła, skoro "drimerkę" ma od angielskiego "dreamer", co oznacza marzyciela. No ale chyba wymagam od niej zbyt wiele, w końcu jest zbyt zabiegana, by otworzyć Google Tłumacza :P. Research proof.

      Usuń
  6. Przeczytałam twoje opko. Walnij jeszcze sto stron i wyślij do wydawnictwa, które wydało aŁtorKasię. Chwały w ten sposób nie zdobędziesz, ale pieniążków się nachapiesz, bo ja tu wietrzę bestsellera ;)

    Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przyznam, że po tych pozytywnych komentarzach nabieram ochoty na napisanie sequela ._.

      Usuń
    2. Ja wiem, ja wiem!
      W sequelu Aniela przeniesie się do czarodziejskiego świata, gdzie każdy będzie się w niej zakochiwał i w ogóle, ale prawdziwa miłość zwycięży!

      Usuń
    3. Przeniesienie się do świata pełnego umięśnionych Aleksiejów miało być zaskakującym zakończeniem ;/

      Usuń
    4. Niech w opku pojawi się Michalak i wręczy Anieli jedną ze swych książek :D

      Usuń
  7. To opowiadanie dostarczyło mi wieeele radości :D Analizy także były wyśmienite, ale to opko - cudowne! Kwintesencja Kasio-aŁtorkizmu. Bardzo chętnie przeczytam sequel.
    Pozdrawiam,
    Cicha czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  8. Heh, opko przeborskie. Więcej!
    Koniec Nadziei. Nie potrafię tego w żaden sposób podsumować, więc tylko zgłaszam propozycję, aby Nadzieję oficjalnie przemianować na Beznadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Kompletując bagaż ściśle według listy, po raz pierwszy poczuła strach. Właśnie dotarło do niej, na co się waży. To nie będzie romantyczna wycieczka z Aleksiejem w roli rycerza na stalowym rumaku. To podróż przez tereny opanowane przez rebeliantów, uzbrojonych nie gorzej od eskorty, a na pewno bardziej zdecydowanych zabijać. Czy w razie ataku Aleks ją, Lilianę, obroni? Czy jej obecność nie wpłynie negatywnie na jego skuteczność?"
    Lololololol. To mi przypomniało przeczytaną jakiś czas temu książkę, "Homeland. Ścieżki Carrie" (na podstawie znanego serialu), w której Carrie, wyszkolona agentka CIA, odważna, ba, ze skłonnością do ryzyka, CHOLERNIE SIĘ BOI, gdy jedzie z konwojem przez czerwoną strefę w Bagdadzie. Ale, prawda, ona nie była widać w połowie tak zajefajna jak Liliianka....

    Anyway. Proza Michalakowej jest tak bardzo oderwana od rzeczywistości, że nawet przy "kupowaniu dowódcy" i ciąży leczącej raka moje reakcje sprowadzały się do spokojnego: "defaq i just read *smile*". Na oburz i zdziwienie zabrakło mi siły. Poprzednie części komiksoanalizy już mnie z tych emocji wyprały.

    Eśko, odwaliłaś kawał dobrej roboty, chylę czoła. Szkoda, że już koniec, to było bardzo... pouczające doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wild Irakijczyk appears :P

    OdpowiedzUsuń
  11. "Patrzę na maleńkie paluszki ściskające mój kciuk, na drgające powieczki, na usteczka pracowicie ssące pierś..."
    Małemu Aleksiejowi na pewno ulewa się tęczą.
    "Gratuluję pani z całego serca. To pewnie dlatego…"
    To oczywistość, ale napiszę to: żaden lekarz nie domniemywałby, że rak zniknął, bo pojawiła się ciąża. Powinna ona raczej pogorszyć stan Liliany. Są choroby, które można "leczyć" ciążą (stwardnienie rozsiane), ale rak zdecydowanie do nich nie należy. A skoro Lilianie zostało "kilka miesięcy życia", to bliżej jej do wymiotowania z bólu niż do szlajania się po Iraku. "Guzki zniknęły"? Rak trzustki w ostatnim stadium to nie figlarne "guzki", ten lekarz to jakiś oszust.
    "Samolot wzbił się w tym momencie w górę tak gwałtownie, że żołądek stoczył się Lilianie do pięt".
    Co to za linie lotnicze, że samolot startuje jak stara winda? Czy autorka kiedykolwiek leciała samolotem?
    "Ich wypełniona pasją rozkosz nadeszła jednocześnie wypełniając ich ciała mrowieniem i niewypowiedzianą radością, która o mały włos nie rozerwała ich skór, odsłaniając piękne mięśnie. Po wszystkim Michał i Aniela wstali z gleby i otrzepali swe doskonałe ciała z błota..."
    To opowiadanie jest przepiękne! A już myślałam, że nie trafi mi się dziś nic wystarczająco śmiesznego, żeby odkasłać wszystko, co po chorobie mam do odkasływania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samolot był wojskowy i pilot ostrzegał Lilianę, że będzie ostro startował. Nigdy nie leciałam samolotem woskowym, a zguglać mi się nie udało, więc nie wiem, na ile rzeczywistość została wypaczona.

      Usuń
    2. "A skoro Lilianie zostało "kilka miesięcy życia", to bliżej jej do wymiotowania z bólu niż do szlajania się po Iraku."
      Ha, jest jeszcze lepiej.
      Nie ma tu tego fragmentu, ale jest krótki opis, jak to czas mijał naszej parce w chatce z piernika. Aż go zamieszczę, a co: "Gotowali dla siebie obiady, przynosili sobie śniadania do łóżka, wieczorem jedli na ganku kolację… Liliana utraciła chorobliwą bladość, nabrała też nieco ciała, bo wreszcie zaczęła spać i jeść, a przestała się bać. Myśli o tym, że jej czas się kończy, że jest śmiertelnie chora, właściwie umierająca, oddaliła od siebie, pragnąc cieszyć się każdą minutą, jaka im pozostała. (...) W nocy zaś… Aleksiej nie tyle kochał się z Lilianą, co afirmował ją i jej ciało. Każdy pocałunek, muśnięcie dłoni, nawet spojrzenie było hołdem składanym ukochanej kobiecie."
      Kiedy to przeczytałam, po prostu mną zatelepotało - bliska mi osoba wychodzi właśnie z raka trzustki, na szczęście wykrytym na wczesnym etapie. Po pierwsze, od najwcześniejszego stadium są problemy z jedzeniem, mdłości, brak apetytu itp., a samego chorego obowiązuje szczegółowa dieta. Niby nie jest powiedziane, co i w jakiej ilości Liliana je, ale już te trzy posiłki dziennie z nabieraniem ciała są mocno podejrzane (i tak, powinna chudnąć). I druga kwestia - ból. Zapewniam Was, że kiedy macie raka trzustki, to conocny seks jest jedną z ostatnich rzeczy, na jakie macie ochotę. Noce ponoć są koszmarne, człowiek co chwilę się budzi z powodu bólu, nie może się ułożyć, leżenie na brzuchu odpada.
      BTW, ja się tam nie znam, ale coś mi się tak na logikę wydaję, że żadna organizacja humanitarna nie weźmie za granicę na wojnę wolontariusza z tak poważną chorobą.

      To, jak Michalak potraktowała wątek osób chorych na raka (oraz osób z rodzin patologicznych, ofiar gwałtu, dokonujących samookaleczeń...) jest po prostu obraźliwe dla osób, które same to przeżyły. Jak można być tak pozbawionym empatii?

      Dzięki Ci Eśko za te cudowne komiksy - ten karabin z instrumentem dętym jest tak cudny, że aż na mojej tapecie wyląduje. Opowiadanie też jest szczególnie pięknej urody, świetna robota!

      Z wyrazami szacunku
      Kazik

      Usuń
  12. Bananek <3
    Uwielbiam cię, Eśko!
    I podpisuję się wszystkimi kończynami pod petycją w sprawie sequela.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach, "Nadzieja" za Tobą i Nami, gratuluję!:D Opko cudowne, choć z nawiązań wyłapałam tylko pranie w fontannie (Armadzie niech będą dzięki) i "Trudne sprawy" (do tego drugiego chyba nie powinnam się przyznawać...). Jedyne czego mi brakowało to tekstów w stylu: "ona, Aniela" czy "jemu, Michałowi" - Michalakowa wręcz nadużywa tej maniery;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie pochodzi z czasów, zanim przeczytałam "Nadzieję" ;)

      Usuń
    2. I wszystko jasne!:) Tymczasem Zwierz napisała notkę o "Grze o Ferrin" i kompletnie mnie załamała, bo oto kolejny koronny dowód grafomaństwa Michalakowej, którą ludzie i tak czytają. I bądź tu człowieku mądry! Przy okazji tej notki podkradnę filmik podrzucony w komentarzach przez Owcę - http://www.youtube.com/watch?v=D541L6KQdwM - ach, jakże mnie (nie)wzruszyła opowieść o okrutnej wychowawczyni! Ta mądra kobiecina wiedziała co się święci i chciała Nas przed tym ratować, ale niestety nie wyszło;( ale i tak należy jej się wielki bukiet kwiatów za dobre chęci!

      Usuń
    3. Ha, ten wywiad linkowałam w jednej z poprzednich notek. Zła wychowawczyni jest moją bohaterką.

      Usuń
    4. A widzisz, musiał mi umknąć, albo podświadomie wyczułam jak ten wywiad zmiażdży moje nerwy i uznałam, że lepiej nie oglądać. Niestety, nie wyszło za drugim razem i jak usłyszałam tekst o tym, że Michalakowa ma talent bo przecież książki wydaje i są bestsellerami to miałam ochotę z nerwów zrobić coś złego. Idąc tym tokiem myślenia to Tommy Wiseau też ma talent, bo w końcu "The Room" trafił do kin!... Z tym, że ten film jest tak zły, że aż śmieszny, a te książki są tak złe, że aż cały świat staje się gorszy. Już myślałam, że nic gorszego od 50SOG nie ma, ale to lekkie piwo przy tekstach Autorkasi, serio:D.

      Usuń
  14. "Ściany były obklejone rentgenowskimi zdjęciami płodów, wszystkie półki zastawione były modelami lalek przedstawiających embriony. Modele wyglądały na wykonane z plasteliny i modeliny, być może kilka z nich zdradzało udział gliny. Pościel i dywan na którym leżała Gabriela, która nie zdawała się dostrzegać gości były w kolorze czerwonym." - ...Dooobra, to było dziwne i wyjątkowo niepokojące... Ale generalnie parodia świetna, tylko nie jestem pewna, czy to dobrze, że wyłapałam prawie wszystkie odniesienia bez czytania wyjaśnień. Tylu jest świetnych autorów, a ja upatrzyłam sobie akurat śledzenie grafomanii AutorKasi... So sad.
    Analiza świetna i można się było pośmiać. Ciąży leczącej raka wciąż nie jestem w stanie przeboleć, po prostu tak durne, że aż bolesne. Podobnie jak zachowanie Liliany, choć do tego już zdążyłam przywyknąć. Gratuluję przetrwania tego koszmaru i dotrwania do końca "Nadziei" :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Znalazłam taką recenzję "Nadziei" i rozwala mnie to doszukiwanie się sensu i asekurowanie na każdym kroku, że może to recenzentka nie rozumie intencji autorki i tak dalej. No poważnie, jak można nie widzieć, jakie to jest złe…
    http://wkrainieczytania.blogspot.com/2014/03/katarzyna-michalak-nadzieja.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Czy ja mam rozumieć, że to Mary Sue wkopała Gary'ego Stu w misję w Iraku, na której zginął, bo chciała z nim tam być? Bo co, bo romantycznie? I jeszcze komuś za to zapłaciła? Eeee? Eeeeeeeeeeeeeeee?!
    Dziękuję, pytań nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam komiksoanalizę, fantastyczna, momentami rżałam jak koń. Twoje opko też niesamowite, ciekawe, co znajdę dalej . Szczerze gratuluję talentu i zostaję tu na dłużej. Mam nadzieję, że nadal coś tworzysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie zajmuję się głównie studiami i blog poszedł trochę w odstawkę, ale możliwe, że kiedyś wrócę do analizowania książek. Zapraszam na fanpejdża, na którego na pewno wstawię informację jeśli coś się pojawi, tam też wstawiłam moją parodię "Latarnika" i jeśli będę miała jakieś inne krótkie teksty do udostępnienia, to też pewnie tam :) Jeśli chcesz wiedzieć ogólnie co u mnie słychać, to najbardziej aktywna jestem na instagramie https://www.instagram.com/yagna.2211/

      Usuń