O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

6 maja 2014

Komiksoanaliza "Lata w Jagódce" Katarzyny Michalak - część piąta

Dzień dobry wszystkim. Okazuje się, że jest już wtorek. Komiksoanaliza też jest.

Jak zwykle, tekst oryginalny ciemnosiwy lub czarny, tekst mój czerwony lub fioletowy.

Gnom podetknął Gabrysi pod nos koszulkę ze złoto - różowym napisem.
- „Z Bestii w Piękność" - przeczytała posłusznie. - No i?
- Ej, panienko, nie oglądasz telewizji?
- Nie - odparła krótko. - Nie mamy w domu telewizji. Wie pan, o wojnie i podwyżce podatków zawsze się dowiem. Za to mam Internet i tam śledzę najważniejsze wydarzenia, po nagłówkach.
- To musiałaś panienko widzieć wielką ogólnopolską akcję pod tytułem „Z Bestii w Piękność"?
- Coś mi tam mignęło na Pudelku, a co?
- Właśnie zostałaś tytułową bestią. Gabrieli opadła szczęka.
- Podpisz, moja droga, umowę.
Nie jest zwyczajną rzeczą, że człowiek zdąża do Radomia na kurs chiromancji, a na ulicy tego miasta dopada go Wielkie Oko i na oczach tysięcy (a może nawet milionów!) telewidzów ogłasza go ogólnopolskim Quasimodo. Gabriela zdawała sobie sprawę ze swej szkaradności, ale żeby aż bestia? Niech by to był chociaż Kopciuszek, ale bestia?!
Jak obiecywałam, wszystko się wyjaśniło. Gabriela trafia do programu o metamorfozach. Wielkie Oko to taka bardziej malownicza nazwa kamery, a gnom to niski pracownik. Najprawdopodobniej.
Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby interpretować to tak:


- Teraz czekaj na zaproszenie. W Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie odbędzie się
inauguracyjna gala. Ty i jeszcze pięć bestii zostaniecie przedstawione telewidzom w kraju i na świecie - odparł z namaszczeniem.
Gabrysia z trudem powstrzymała się od śmiechu. Galowa inauguracja! W Kongresowej! Ha ha, hi, hi, hejże hola!
Ja po prostu... ja po prostu nie rozumiem czemu tu jest "hejże hola", naprawdę nie D:

Przechodzimy do wątku Maliny. Doceńcie, jak starannie został utkany z nienawiści.
Oliwier był piękny. Piękny, mądry i bogaty. Nic na to nie mógł poradzić, że los obdarzył go tak hojnie. Czarne włosy, orzechowe oczy, szczupłe umięśnione ciało, oliwkowa skóra, jakby przed chwilą wrócił z Karaibów, a przede wszystkim uśmiech za milion dolców sprawiały, że nie było na tym bożym świecie kobiety, która oparłaby się pięknemu Oliwierowi la Beau.
Widziałam w tej roli Oliviera Janiaka, lecz patrząc na dalszy rozwój akcji, lepiej dajmy panu spokój, a zamiast niego wykorzystajmy olej.


On sam uwielbiał kobiety! Wszystkie! Stare, młode, piękne, brzydkie - w każdej znajdował coś fascynującego, co rekompensowało niedostatki urody. Te starsze były mistrzyniami sztuki miłosnej, którą piękny i namiętny samiec z upodobaniem uprawiał. Bez pruderii, właściwej dziewczętom, bez zahamowań oddawały się seksualnej akrobatyce i bywały w łóżku sprawniejsze niż niejedna nastolatka - osiemnastolatka, rzecz jasna, bo Oliwier z młodszymi się nie zadawał. Nie musiał i nie chciał. Jedną taką zaliczył - gorzko tego potem pożałował.
Dziwna granica te osiemnaście lat. To tak dla pewności, bo zagubił się w przepisach polskiego prawa?
Jako dziecko zwiedził w rodzicami pół świata. Kulę ziemską okrążył ładnych parę razy. Był na Antypodach i na Dalekim Wschodzie, w Afryce polował - bezkrwawo rzecz jasna - na lwy i nosorożce, w Kanadzie na bobry - przywiózł sobie stamtąd traperską czapkę, w Australii nurkował na Wielkiej Rafie Koralowej - to było coś! Mało nie pożarł go rekin! Przejechał na wielbłądzie Saharę, konno Góry Skaliste i tak dalej do znudzenia, bo świat jest wszędzie taki sam. W zasadzie.
Oliwier poluje bezkrwawo, więc traperską czapkę z lisa (czy tam innego zwierza) musiał sobie kupić. Chyba że bezkrwawo polował tylko w Afryce, a w Kanadzie już krwawo.
Wrócił do Polski, skąd pochodziła jego matka, bo czuł sentyment do Chopina i pierogów z grzybami.

Czujecie to?
 Także dlatego, że w Polsce, na tle powszechnej szarości wyróżniał się wszystkim. Przede wszystkim urodą, ale też wielkim terenowym humvee, sprowadzonym ze Stanów, który w mieście palił dwadzieścia litrów na sto, ryczał jak zarzynany bawół, a co najważniejsze, Oliwierowi siedzącemu za kierownicą tego smoka nie mógł podskoczyć żaden kierowca. 
Hałasuje na całe miasto ale, "nie podskoczy" do niego żaden kierowca, bo samochód jest duży. 
[...]Teoretycznie, mężczyzna taki jak on - pasjonat i koneser pięknych kobiet, a przy tym zapalony myśliwy, powinien mieć ze swymi ofiarami mnóstwo kłopotów. Ale nie Oliwier. On potrafił uwodzić i porzucać z takim wdziękiem, że zdobycze wybaczały mu nadłamane serduszka. Na żadne miłości aż po grób, przepłakane noce i telefony nad ranem swoim wielbicielkom nie pozwalał. Wdzięk i urok to jedno, ale też Oliwier nie rzucał się na każdą kobietę, która posłała mu słodki uśmiech czy zalotne spojrzenie. O nie! Wyczuwał szóstym zmysłem, która z nich stanowi zagrożenie i nie pozwoli spławić się po kilku namiętnych randkach, i tych unikał jak ognia, choćby posyłały mu nie wiem jak piękne uśmiechy i zachęcające spojrzenia.



Raz jeden dał się złapać na ciało bogini - szesnastoletniej, choć wyglądała na dwadzieścia parę i doświadczeniem łóżkowym też dwudziestolatki by zaskoczyła.
Ta mała wydra pobaraszkowała z Oliwierem na wodnym łóżku, poszpanowała nim na paru imprezach, powyciągała od kochanka parę świecidełek, ciuszków i drogich perfum - mężczyzna był zawsze hojny dla swych ukochanych - a na koniec, gdy chciał się z nią pożegnać, oskarżyła go o gwałt.
To był dla Oliwiera wielki szok!
(Zdanie To był dla Oliwiera wielki szok! w książce ma własny akapit tylko dla siebie.)
Gdy dostał wezwanie do prokuratury, długo wpatrywał się w druk, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. On i gwałt?! On miałby wziąć przemocą tę małą puszczalską wydrę?! To raczej ona, nie raz i nie drugi wdzierała się do jego lokum, wiecznie nienasycona, i czy chciał, czy nie chciał... Co robić?! Co robić?!
Przyjaciel dał mu namiary na znakomitą, choć bardzo drogą, adwokatkę od spraw beznadziejnych - tak się właśnie wyraził. A że Oliwier czuł się beznadziejnie, bez względu na cenę postanowił panią mecenas wynająć.
I tak poznał Malinę Bogacką.
Pani mecenas, swoim zwyczajem, z ofiary zrobiła wyrachowaną, młodocianą dziwkę. Sama wydra jej w tym pomogła, wystawiając się detektywowi na suto zakrapianej balandze, gdzie z wielkim oddaniem grała z nastoletnimi kumplami w „gwiazdę". Detektyw pstryknął wówczas małolacie parę takich fotek, że sąd, który już wiele widział, mało nie spadł z sędziowskiego fotela. Jako dowód niewinności swego klienta Malina podrzuciła sfałszowany dowód osobisty wydry, którym małolata legitymowała się przed wejściem do klubów - nawet sąd dałby się zwieść oryginalności dokumentu. Natomiast gwoździem do trumny był wypis ze szpitala - jak Malina go zdobyła, pozostaje słodką tajemnicą pani mecenas od spraw beznadziejnych - do którego małolata trafiła po dokonanej domowym sposobem aborcji. Dokonanej przed poznaniem Oliwiera, rzecz jasna. 
Koniec końców, Oliwier został oczyszczony z wszelkich zarzutów - wydra dostała nadzór kuratoryjny, a jej urocza mamuśka, podstarzała gwiazda filmowa, która wychowywała córcię bezstresowo, musiała zapłacić niewinnie oskarżonemu sute odszkodowanie.
Dziewczyna wnosi oskarżenie o gwałt. Podejrzany zostaje uniewinniony, bo okazuje się, że ofiara pije, gra w "gwiazdę" (załóżmy, że ta gra jest czymś oprócz miejskiej legendy), używa fałszywego dowodu i dokonała nielegalnej aborcji. Sąd oczyszcza podejrzanego z zarzutów. Bo każdy wie, że taka dziewczyna nie mogła zostać zgwałcona. 
Plus subtelny i mający wiele wspólnego z fabułą pojazd na bezstresowe wychowywanie dzieci.
Oliwier był pod wrażeniem pani mecenas. Ogromnym wrażeniem! W ogromnym szoku nie był? Na początku procesu modlił się, by dostać wyrok w zawieszeniu. Pod koniec, z otwartymi ustami przyjmował przeprosiny wydry i odszkodowanie z rąk jej matki. Tylko prawdziwa wróżka mogła tak odmienić zły los. I Oliwier tej dobrej wróżce, która notabene za machnięcie czarodziejską różdżką zainkasowała nieprzyzwoicie wysokie honorarium, stał się dozgonnie wdzięczny. A że od wdzięczności do łóżka droga krótka...


Dalej jest nudno, streszczę. Malina i Oliwier mają romans, ale Oliwier porzuca Malinę, bo jest zbyt natarczywa. Coś mu ten szósty zmysł nie pomógł tym razem. Malina spłaca mieszkanie, a potem się upija.

Gabriela i Paweł całują się pod drzewem. Daję cytat, bo bardzo reprezentatywny dla książki.
- Bez okularów nie widziałam nawet, kto mnie przed chwilą całował. Ta biała wielka plama to Bingo czy yeti? 
Roześmiał się serdecznie, czując, że uwielbia tę dziewczynę. Za wszystko.
A tuż po tym na Pawła napadają "łanie", bo tak są w tej książce nazywane dziewczyny lecące na niego, i rozdzielają parę.

W międzyczasie do Bukowego Dworku przejeżdża Alek. Pamiętacie Psychotatę? To ten jego syn. Okazuje się, że matka Alka zmarła z żalu po tym, jak odebrano jej dziecko. Poza tym, chłopak bierze Gabrielę za Malinę, ale jak okazuje się, że nią nie jest, zaprzyjaźnia się z nią. 

Następnym fragmentem, który wycinam, jest opowieść Stefanii o jej mężu, który zaginął w czasie powstania warszawskiego, bo jedyna informacja, jaka jest nam z tej historii potrzebna, to fakt, że mąż Stefanii zaginął w czasie powstania warszawskiego.

O, a ten fragment wstawię. Po prawie stu stronach w końcu dowiadujemy się, czym jest tytułowa Jagódka.
To willa Jagódka, nazwana tak na cześć babci Stefanii. Majątek, który Stefan i Jagoda Marywilscy dostali w prezencie ślubnym. Miejsce cudownych wspomnień. Miejsce utraconego dzieciństwa.
Ciocia mówiła o Jagódce z taką samą tęsknotą, z jaką wspominała swego męża.
Największym marzeniem Gabrysi, zaraz po „chcę być taka jak inni", było odnalezienie albo Jagódki, albo Gabriela, a najlepiej i domu, i mężczyzny naraz. To pierwsze nie byłoby skomplikowane - majątek nie zniknął bez śladu z powierzchni ziemi - gdyby tylko ciocia zechciała powiedzieć, w jakiej wsi się mieścił, ale ona, z niezrozumiałych dla Gabrysi powodów, trzymała to w tajemnicy. Jedynym wytłumaczeniem było:
- Nie chcę oglądać gruzów mego dzieciństwa.

Paweł przychodzi do Gabrieli malować z nią ściany. 
Objął ją od tyłu, opierając brodę na jej głowie.
- Wiesz, o czym marzyłem przez ostatni tydzień? - zapytał półgłosem. - By cię objąć i pocałować jeszcze raz.
Odwrócił dziewczynę ku sobie. Zdjął jej okulary, aż spojrzała na niego bezbronnymi oczami łani, i pochylił się nad jej ustami. Całował długo, delikatnie, prosząco, aż poddała się całkowicie, zarzuciła ręce na jego szyję i przylgnęła do mężczyzny całym ciałem.
Powoli, coraz bardziej zatracając się w pocałunku, osuwali się na drewnianą podłogę. Sięgnął pod bluzkę dziewczyny, pieszcząc gładką skórę na jej plecach, karku, aż jęknęła cicho z narastającej rozkoszy. Przyciągnął ją jeszcze bliżej, sam tracąc niemal zmysły. Nie była im potrzebna nagość. Nie musieli ćwiczyć kamasutry w łożu z baldachimem, by doznać spełnienia. Wystarczył dotyk ukochanej dłoni, namiętne usta, urywane zaklęcia...
Orgazm od przytulania.
Tę jakże podniecającą scenę przerywa pukanie do drzwi. Nie dowiadujemy się, kto przyszedł, ale Paweł musi wyjść. W domyśle chyba przyszła po niego matka.

W Bukowym Dworku Gabrysia spotyka Józefinę - matkę Pawła. Józefina ostrzega ją przed Pawłem, mówiąc jej, że chłopak zabił swojego młodszego brata. Bóg za karę odebrał mu głos i rozum.

Ach, dotarliśmy do akcji z Bin Ladenem. Zaoszczędzę wam żartu słownego o horoskopie i Gabrieli, która jest virgin.


Po rozcięciu sokoła, Gabriela znajduje w nim pierścionek, a jako że Bin Laden uciekł, zatrzymuje go sobie. O jubilera okazuje się, że pierścionek jest wart dwadzieścia tysięcy. 

A, no i warto wspomnieć, że w trakcie całej akcji padło zdanie And now you will make me „hande hoch" by kałach? ((ang.) - I teraz zmusisz mnie kałachem do zrobienia „hande hoch"?), którego nie udało mi się wpleść do komiksu.

To już wszystko na ten tydzień. Nikt nie zgłosił się do konkursu na tytuł dla serii parodioopowiadań, więc trwa on dalej, bo czemu nie. 

10 komentarzy:

  1. Szejk z sokołem.
    Aha.
    Aha.

    Patriotyczny Szopen z stercie pierogów ląduje na mojej tapecie. Choć Wróżka Malina zalotnie spoglądająca przez okulary na łóżku też dobra!

    Wątek dotyczący gwałtu jest tak żałosny na tylu poziomach, że winda jedzie w jedną stronę trzy godziny. Aż chce się zacytować żarcik Leppera o gwałtach na prostytutkach.
    Piękny pogląd na tę poważną sprawę zaprezentowała też pani Michalak w "Sklepiku z Niespodzianką. Adela", gdzie brutalny gwałt na pijanej dziewczynie sprawia, że w oczach ukochanego traci wszystko i ten się teraz nią brzydzi. I nikt się tej sytuacji nie dziwi, żadnych do gościa pretensji, no przecież miał prawo tak pomyśleć, nie? URGH.

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

    OdpowiedzUsuń
  2. "Hejże hola" to cytat z "Pani Twardowskiej" Mickiewicza - "Jedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanki, swawola. Ledwie karczmy nie rozwalą! Ha ha, hi hi, hejże hola!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahaaa. Tylko dlaczego Michalak zdecydowała się na to nawiązanie przy programie o metamorfozach.

      Usuń
  3. w Afryce polował - bezkrwawo rzecz jasna - na lwy i nosorożce, w Kanadzie na bobry - przywiózł sobie stamtąd traperską czapkę -- Niech mi ktos powie, jak sie bezkrwawo robi czapke z bobra. Znajduje sie takiego zdechnietego ze starosci i ponagryzanego przez larwy? Yummy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ona uważa, że bobry, jak węże, co jakiś czas zrzucają starą skórę (i są puste w środku)?

      Usuń
    2. Nie, to akurat jest do zrobienia, istnieje odłam ujemnie szkodliwych ekoświrów szyjących futra z rozjechanych zwierzaków. Do mojego wewnętrznego ekoświra to nawet przemawia, ale jestem niemal pewna, że Michalakowa nie ma pojęcia o tym zjawisku...

      Usuń
    3. Bóbr był płci żeńskiej i sam się Oliwierowi rzucił pod koła tej wypasionej bryki, pragnąc dokończyć żywota jako jego czapka. Nikt nie powiedział, że urok Oliwiera działa tylko na samice homo sapiens.

      Usuń
  4. A może ta traperska czapka to była w wersji eko, z imitacją futra?

    OdpowiedzUsuń
  5. "nie było na tym bożym świecie kobiety, która oparłaby się pięknemu Oliwierowi la Beau"
    Tam naprawdę jest "la", nie "le"? Bo jeśli tak, to komiksowe wcielenie Oliwiera dobrane jest idealnie: dwa w jednym, oliwa i olej, rodzaj żeński i męski!
    PS. Za co ta mała dostała nadzór kuratorski? Ani za grę w gwiazdę, ani za skrobanie się (nie kogoś innego) nikogo nie można ukarać. Serio w świecie Michalak wystarczy sfałszować sobie szkolną legitymację, żeby dostać kuratora?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłam. La.
      Była bezstresowo wychowaną, złą rozpustnicą, za to w świecie Michalak dostaje się kuratora.

      Usuń