O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Przyszło mi do głowy, żeby publikowane wcześniej na forum analizatorskim dzieUo opublikować ponownie, tym razem na swoim własnym blogasku. Tutaj też będą się pojawiać (mam nadzieję) moje kolejne wariacje na temat opek i analiz. Pierwsze odcinki wyglądają strasznie źle, ale nie bójcie się, dalej jest tylko bardzo źle.

Komiks pojawia się w poniedziałki lub wtorki, zależnie od weny i nastroju aŁtorki.

A zdjęcia słodkich margajów do galerii możecie przesyłać mi na esia221@gmail.com ;)

10 czerwca 2014

Komiksoanaliza "Lata w Jagódce" Katarzyny Michalak - część ósma

Bez dłuższych wstępów, tekst oryginalny czarny lub ciemnosiwy, tekst mój fioletowy lub czerwony.

Gabriela i Malina rozmawiają. Malina mówi, że może przywrócić Pawłowi zdolność prawną i pyta o uczucia Gabrysi do Pawła. Gabriela nie chciała roztrząsać swoich uczuć przy pani mecenas,  która  uczuć  nie  ma. Następnie bezuczuciowa mecenas porusza temat Oliwiera:  Ja...  chcę  oddać  pani  Pawła  i  odzyskać  Oliwiera. Przecież  dwaj  nie  są  pani  potrzebni... oznajmia też, że może odebrać psychotacie prawa rodzicielskie. Gabriela nic od Maliny nie chce. Prosi, żeby pomogła Pawłowi i Alkowi z dobrego serca i dała Oliwierowi wolny wybór.

Następnie Gabriela i Paweł udają się do piwnicy.



Po tej jakże wzruszającej scenie przychodzi czas na konfrontację dwóch sióstr bliźniaczek.
- Od kiedy wiesz?  
- Zobaczyłam  cię  w  telewizji,  w  dniu  inauguracji  programu.  
- Całe szczęście... - Gabriela z westchnieniem ulgi usiadła  na sofie. Malina zaś uniosła brwi. - Gdybyś wiedziała od lat, nie darowałabym ci tego. Kim oni są?  Moi... nasi rodzice? - Głos  Gabrysi  był  zupełnie  spokojny,  ale  raczej  z  powodu szoku.  Nie  docierało  do  niej  jeszcze,  że  odnalazła  rodzinę, która porzuciła ją na wycieraczce. 
Przez twarz Maliny przemknął cień pogardy.  
- Matka jest kioskarką, ojciec elektrykiem, od kiedy upadł PGR. Nigdy do niczego nie doszli...  
- PGR? Więc nie mieszkają w Warszawie?  
- Nie. Od  zawsze  klepaliśmy  biedę  na  Podkarpaciu. W małej  mieścinie,  właściwie  wsi,  pod  Rzeszowem,  której jedynym  dobrem  był  ten  przeklęty  PGR,  dopóki  nie  padł. Masz szczęście, że mieszkasz tutaj.  
- Nie  no,  cholerne  szczęście!  -  wybuchnęła  Gabriela.  -  Czy wiesz, co oni zrobili?! Ci twoi rodzice?! Podrzucili mnie obcym ludziom na wycieraczkę! Noworodka! Zawiniętego w kocyk,  z  butelką  mleka,  zostawili  na  klatce  schodowej!  - Musiała przerwać, by zapanować nad łzami. 
Malina  słuchała  tego  ze  zmartwiałym  sercem.  Ona  sama  nie  miała  sumienia,  to  przyznawała  otwarcie,  ale  nie wyobrażała sobie, by jej matka... jej siostrę...  
- Dlaczego  to  zrobili? - jęknęła  Gabriela  z  oczami  pełnymi łez. 
- Byliśmy  bardzo  biedni.  Nie  wiesz  chyba,  co  to  bieda  Podkarpacia.
Pozwólcie, że w temacie biedy Podkarpacia głosu udzielę Ponderowi.
"Spędziłem całe swoje życie w województwie podkarpackim i nie słyszałem o ani jednym przypadku dziecka podrzuconego pod czyjekolwiek drzwi. W ogóle ta bieda jest z dupy wzięta, bo ani teraz, ani w PRL-u żadnej szczególnej biedy tu nie było, w każdym razie nie większej niż w każdym innym rejonie Polski. A skoro mowa o tym, kto co wie, a kto nie wie o biedzie Podkarpacia, ciekaw jestem, skąd swoją wiedzę czerpie pani Michalak, urodzona warszawianka."

Następnie Gabriela odbywa ze Stefanią rozmowę, której nie jestem sobie w stanie wyobrazić inaczej niż tak:



No i po tych wszystkich rozmowach Gabriela w końcu pakuje się do samolotu.
Usiadła w fotelu, zapięła pas i wyciągnęła gumę do żucia -  na  co  dzień  gumy  nie  żuła,  ale  podczas  startu  i  lądowania  owszem.  Choć  trochę  zapominała  o  strachu.  Los  nie  będzie przecież  taki  perfidny  i  nie  strąci  samolotu  z  żującą  gumę Gabrysią  na  pokładzie  -  tak  sobie  tłumaczyła  i  jakkolwiek absurdalnie na ziemi to brzmiało, w powietrzu miało dla niej sens. 
Aha.
Totalnie widzę Los, który patrzy na lecące samoloty i myśli: "O, w tym Gabrysia żuje gumę, pieprznę w ten drugi".
[...] Rozłożyła na kolanach gazetę, którą stewardesa podała jej przy  wejściu,  i  zaczęła  bez  specjalnego  zainteresowania kartkować  dziennik.  Polityka  -  blee,  finanse  i  bankowość  - blee, zagranica: tu wojna, tam konflikt, tu zginęło w zamachu  bombowym  iluś  tam  niewinnych  bidoków,  tam  dokonano egzekucji  zakładnika,  ludzie  kochani!  Kto  to  czyta?!  W depresję  można  wpaść  po  porannej  lekturze!  Gabrysia  nie miała telewizora i nie czytała gazet, wychodząc ze słusznego  skądinąd  przekonania,  że  o  wojnie  i  podwyżce  podatków  na pewno się dowie. 
Oczywiście. Po co wiedzieć, co się dzieje za granicą, lecąc za granicę. 
Narrator i główna bohaterka mają rację. Zamachy bombowe i egzekucje zakładników obchodzą mnie, jeśli dotyczą mnie. A o tych dotyczących mnie przecież i tak się dowiem. Szach-mat, media!

W tej samej gazecie Gabriela znajduje ogłoszenie.
„Urząd  Gminy  Szczęśliwice  ogłasza  przetarg  ustny nieograniczony  na  sprzedaż  majątku  Jagódka,  stanowiącego własność  Agencji  Rolnej  Skarbu  Państwa.  W  skład nieruchomości wchodzą:..." 
I tu był krótki opis dworu, parku i przynależnych gruntów. Na końcu zaś cena. Półtora miliona złotych. Gabrysia opadła na  oparcie  siedzenia,  dusząc  jęk.  Półtora  miliona?!  Półtora... Była to cena z sufitu wzięta. Pewnie jakiś nowobogacki, albo po prostu kuzyn wójta, upatrzył sobie dworek, zorganizowali przetarg, nikt do niego nie przystąpi, więc sprzedadzą majątek za  parę  miesięcy  na  drodze  bezprzetargowej  za  promil  tej wartości... 
Jak zawsze w książkach AutorKasi. Jeśli jakakolwiek sytuacja jest nie na rękę głównej bohaterce, to znaczy, że winni niej są źli skorumpowani oszuści bez sumień.



Gabriela dzwoni do Maliny.
-  Cześć,  siostra,  słuchaj,  mam  prośbę,  wielką,  ogromną  prośbę, za której spełnienie będę ci wdzięczna do końca życia i  nigdy,  już  nigdy  nie  wypomnę  ci...  no  dobra,  niczego  nie wypomnę.  Tak,  tak,  już  mówię  co  to  za  prośba  -  musiała przerwać  na  chwilę,  by  opuścić  samolot  -  nie,  jeszcze  nie, dzwonię  z  lotniska.  Otóż  wystawiono  na  przetarg  majątek mojej cioci, tej, co mnie przygarnęła. Ona bardzo kochała to miejsce. Komuchy ją z niego okradli. Ale teraz jest przetarg, cena wywoławcza wynosi półtora miliona złotych, a przecież ciocia  jest  właścicielką!  Powinna  odzyskać  willę  i  jeszcze  odszkodowanie  dostać,  bo  pewnie  dwór  jest  zdewastowany. Zajmiesz się tym? Baardzo, baardzo cię proszę... 
Pani mecenas nie ma uczuć ani sumienia, ale może się przydać w odzyskaniu willi cioci.
Malina oczywiście się zgadza.

A teraz uwaga, team Gabrieli opracowuje strategię.
- Twoim atutem jest niesprawna noga - zaczął Gnom.  
- Już sprawna - zauważyła Gabrysia, klepiąc się w łydkę.  
Otoczona przez zespół od metamorfoz - wizażystkę, fryzjera, stylistkę,  choreografa  i  jeszcze  paru  innych,  których  dopiero pozna - słuchała pana Tadzia z uwagą.  
-  Okej,  ale  była niesprawna  i  to  na  filmie  z  inauguracji  ujrzy  cały  świat.  I  jurorzy.  Musimy  ich  zaskoczyć  i zachwycić. Co byś powiedziała na balet?  
-  Balet?!  -  Gabrysia  niewiele  więcej  mogła  powiedzieć,  bo ją zatkało. 
Ze zrozumiałych przyczyn nigdy w życiu nie tańczyła, nie mówiąc już o balecie.  
- Właśnie. Balet. Lubisz balet? 
Och,  uwielbiała!  Rok  w  rok  chodziła  z  ciocią  do  Teatru Wielkiego, a to na  Śpiącą królewnę,  a to  na Jezioro łabędzie, do jej ukochanych należał... 
 - Dziadek do orzechów. 
A tu się czepnę głupotki: autorka mogła wcześniej wspomnieć, że Gabriela uwielbia balet, bo tak wsadzone na sto siedemdziesiątej stronie przy okazji pomysłu "Gnoma" to trochę ex dupa.
Aż podskoczyła, gdy usłyszała słowa choreografa.  
- Taniec Cukrowej Wróżki z Dziadka do orzechów. Co ty na to?  
- O ja pikolę... - wyszeptała tylko. 
Gnom  podszedł  do  DVD,  wsunął  płytę  i  po  chwili rozbrzmiały  pierwsze  takty  utworu.  Wszyscy  wbili  wzrok  w ekran wielkiego telewizora. 
Taniec Cukrowej Wróżki w wykonaniu Larissy Lezhniny zapierał wprost dech w piersiach. Było to mistrzostwo świata, cud gracji i lekkości, piękno w najczystszej postaci. I właśnie z zapartym tchem, i łzami wzruszenia w oczach, oglądała go Gabrysia.  Na  koniec  zaklaskała  spontanicznie,  bo  też przeniosła  się  na  te  dwie  minuty  do  Teatru  Bolszoj,  ale  po chwili ręce jej opadły, ujrzała bowiem, wpatrzone tym razem w siebie, spojrzenia całej ekipy.  
- No co? - mruknęła zawstydzona. - Podobało mi się, to klaszczę.  
-  Nie,  nie,  nie  o  to  chodzi!  -  Zamachał  rękami  pan  Tadeusz. - Co ty na to? Podejmiesz wyzwanie?
TAK! Dziewczyna, która przez całe życie była niepełnosprawna ruchowo, w miesiąc nauczy się baletu na poziomie primabaleriny! Jakie głupie te baletnice, trenują latami, kiedy to wszystko w miesiąc do nauczenia.
(Jak ktoś chce obczaić balet, do którego przymierza się Gabriela, bardzo proszę.)

Opisy treningu wycinam. Oto występ Gabrieli na gali:
Rozbrzmiały  pierwsze  dźwięki  muzyki.  Ostrożne, tajemnicze dzwoneczki. 
Gabrysia  odruchowo  wyprostowała  plecy,  wspięła  się  w baletkach na palce i... zatańczyła. Lekko, delikatnie, pięknie. Wkładając  w  każdy  ruch  dłoni,  w  każde  stąpnięcie  i  piruet  całą duszę. Duszę uwolnionej Wróżki. Przez chwilę panowała cisza tak głęboka, że słychać było szum kamer, lecz po paru sekundach amfiteatr zatrząsł się od braw.  



- Amazing! - krzyczał łamiącym się głosem komentator. - just amazing!  That girl from Poland a few months ago had a broken  leg,  a  few  months  ago  she  was  a  cripple!  And  this evening...Just  amazing!  I  have  no  words... Niesamowite!  (...)  Po  prostu  niesamowite!  Ta  dziewczyna  z Polski  jeszcze  parę  miesięcy  temu  miała  złamaną  nogę,  parę miesięcy  temu  była  kaleką!  A  dzisiejszego  wieczoru...  Po prostu niesamowita! Nie mam słów...) 
Gabriela stała w blasku reflektorów, śmiertelnie zmęczona -  ćwiczyła  do  ostatniej  minuty  -  ale  szczęśliwa  jak  nigdy  w życiu. Dokonała tego! Wyszła na scenę i na oczach milionów telewidzów z całego świata zatańczyła Cukrową Wróżkę! Po zaledwie miesiącu ćwiczeń! Dokonała tego! 
Oczywiście, że tak. Dlaczego Urocza Bohaterka miałaby nie być w stanie w miesiąc, powtarzam: miesiąc, nauczyć się baletu? Przecież marzenia się spełniają! 
Byłaś brzydka i kaleka? Spoczko, już naprawiamy. Twój facet był niemową i miał za sobą kryminalną przeszłość? Tylko żartowaliśmy. Teraz, jak już nie macie wad, możecie dostać swój happy end!

A ta scena dla odmiany ma miejsce w Maroku.
-  That's she!  - zawołał jeden oliwkowoskóry mężczyzna do drugiego oliwkowoskórego mężczyzny.  
- That's she, Your Highness! ((ang.) - To ona! (...) To ona, Wasza Wysokość!)  
That's her?
-  Jesteś  pewien?  -  Jego  Wysokość  przyglądał  się dziewczynie tańczącej Cukrową Wróżkę bez przekonania.  
Oliwkowoskórzy Marokańczycy mówią po angielsku, książę oliwkowoskórych Marokańczyków mówi po polsku.
-  Pamiętam!  -  Podekscytowany  wskazał  pasek  na  dole ekranu, na którym widniało imię, nazwisko i kraj pochodzenia uczestniczki. - Gabriela Sss - śśś - ee - sss - liła, Poland. O, ma na palcu twój pierścień, Książę! 
A tu ciekawa mieszanka. Z wymówieniem słów "pierścień" i "książę" nie było problemu, ale "szczęśliwa" to wyższa szkoła jazdy.
Faktycznie,  w  tym  momencie  Gabriela  zastygła  w bezruchu  z  uniesioną  ręką  i  błękitny  diament  na  jej  palcu błysnął jak na zawołanie.  
- Wypiękniała - mruknął książę.  
- I jest dziewicą! - dodał jego kompan.  
Dobrze. Niech ktoś mi wyjaśni, po czym poznać na pierwszy rzut oka, czy kobieta jest dziewicą? Swoją drogą, to sposób kompana jest raczej wadliwy, bo Gabriela wcale dziewicą nie jest.
-  Jedź  tam  i  zapytaj,  czy  zechce  zostać  moją  żoną  - zdecydował  nagle  Asmid  al  Hajew  -  Siódmą  żoną  piątego księcia Królestwa Marokańskiego.  
-  Myślę,  Wasza  Wysokość,  że  polityczniej  będzie sprowadzić  ją  tutaj,  poddać  lekkiemu  naciskowi  i  dopiero pytać - zasugerował tamten. 
Książę skinął głową. Tak. Tak będzie lepiej. 
Zwrot "poddać lekkiemu naciskowi" budzi moje przerażenie.
Plus z definicji  słowa "politycznie" wynika mi coś innego niż "poddawanie lekkiemu naciskowi", także nie bardzo orientuję się dlaczego użyto tego słowa. Mam teorię, że było ironiczne, co czyniłoby z księcia i jego kompanów istne Sołtysy.

15 komentarzy:

  1. Marokańczycy zgodnie z prawem mogą mieć co najwyżej 4 żony. Ale to w teorii, bo w praktyce większość tamtejszych facetów puka się w czoło, jeśli ktoś ma więcej niż jedną. (Zguglanie tego zajmuje niecałą minutę, sprawdziłam).
    Kurczę, zepsułam taki wspaniały Element Komiczny.

    Motyw rozdzielonych bliźniaczek odebrał mi dech. Porównywalny kunszt miał tylko ten w "Sklepiku z Niespodzianką. Adeli".

    I wciąż trwam w podziwie, jak wiele grup społecznych można obrazić za jednym razem.

    Też mieszkałam cala życie na Podkarpaciu. Ba, w Bieszczadach. Naprawdę nie wiem, co ta baba sobie ubzdurała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszmy się, że ta książka http://lubimyczytac.pl/ksiazka/129223/zabajka jednak nie powstała. Michalak na blogu straszyła, że będzie o biedzie Podkarpacia.

      Usuń
    2. Chyba jednak powstała, tylko pod zmienionym tytułem: http://katarzynamichalak.blogspot.com/2014/06/ktora-okadka-tym-razem-do-kawiarenki.html

      Usuń
  2. Ja chromolę, jak bardzo ta książka jest denna. Nie chodzi mi o nudę czy obrażanie różnych ludzi. Ona jest zupełnie nawet pozbawiona POMYSŁU na fabułę. O ile Ferrin czy Bezdomna były po prostu głupie, widać, że AłtorKasia nie miała zupełnie pomysłu o czym w ogóle może być ta książka, więc tak sobie pisała, co jej pióro na kartki przyniosło. I ten angielski <3 I to, że jak były PGRy to znaczy, że bida i domy zabite dechami. Ja rozumiem ałtoreczki na blogaskach, ale do cholery, jak się pisze o czymś książkę, to trzeba mieć o tym pojęcie! Teraz nie musi grzebać w tomiszczach, zamiast pisać kolejną durną notkę na swojego blogasia mogłaby przeczytać jakiś artykuł w internetach.

    OdpowiedzUsuń
  3. 'a few months ago she was a cripple!' - umarlam ... Zaiste obrazliwe i potoczne slowo 'cripple' jest dokladnie tym, jakiego uzylby komentator w mediach ... *facepalm*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepsze było "will you married me?"

      Usuń
  4. Też w Bieszczadach mieszkałam, nie całe życie, ale zawsze coś. Pjona!
    I serio nie wiem o co cho z tą biedą Podkarpacia, busy z małych miejscowości jeździły (częściowo nadal jeżdżą, ale to notabene głównie w Beskidzie Niskim (-; ), no i na karetkę się trzeba było czasem koszmarnie naczekać (poza sezonem zwłaszcza), innych utrudnień życia nie stwierdziłam - a tak bywa i na zabitej dechami wsi kaszubskiej, na której spędzam wakacje.
    Btw kierując się statystyką powinna Ałtorka pisać o biedzie mazurskiej - odsetek choćby dzieci niedożywionych czy bezrobocia z tego co wiem mają wyższy :-P Ktoś z regionu się wypowie? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja co prawda nie z Mazur, ale z Warmii. Podrzucania dzieci jeszcze u nas nie było, ale "biedę warmińsko - mazurskiego" można stwierdzić. Jest dużo biednych wielodzietnych rodzin, mamy 20% bezrobocia, nasze miasta to takie trochę większe wioski. Także jakby Kejt chciała pisać o moich terenach, miałoby to więcej sensu niż biedne Podkarpacie.

      Usuń
  5. Ja mam pomysł, skąd kompanowi przyszła do głowy dziewica: Oliwier mu powiedział (wygląda mi na takiego, co lubi się polansować na marokańskich salonach), ale było to dawno, stąd informacja jest nieaktualna.
    "przyglądał się dziewczynie tańczącej Cukrową Wróżkę bez przekonania".
    Szyk zdania wskazuje, że to Gabriela tańczyła bez przekonania. Nie dziwota, bo musiała być do kitu. Naprawdę nie mogła nauczyć się samby czy czegoś w tym guście? To, w odróżnieniu od baletu, w miesiąc można jako tako opanować - przynajmniej na tyle, żeby nie robić z siebie kompletnego idioty.
    "błękitny diament na jej palcu"
    Gdzie była korekta? Oszlifowany diament to brylant.
    "taniec Cukrowej Wróżki w wykonaniu Larissy Lezhniny"
    Larysy Leżniny, do diabła! Prostego zdania po angielsku bez błędu ałtorka nie napisze, ale rosyjska baletnica musi mieć angielską transkrypcję nazwiska?
    "Jedź tam i zapytaj, czy zechce zostać moją żoną - zdecydował nagle Asmid al Hajew - Siódmą żoną piątego księcia Królestwa Marokańskiego"
    To jest gorsze niż harlequin. Kiedy w harlequinie autorka wprowadza postać zepsutego, wszechwładnego szejka, podaje fikcyjną nazwę kraju, którym ten trzęsie, żeby ludzie wiedzący cokolwiek o konkretnych krajach nie pukali się w czoło podczas czytania. Ale Ałtorkasia oczywiście jest ponad to...

    OdpowiedzUsuń
  6. W ogóle... stosunek Stefani do Gabrieli jest rodzicielski. Opowiadalibyście rodzicom ze szczegółami o swoim pierwszym razie albo oczekiwali takich zwierzeń z ich strony?

    OdpowiedzUsuń
  7. Opowiadanie każdej napotkanej osobie o szczegółach pierwszego razu to akurat specjalność Michalak, bodajże w "Ogrodzie Kamili" (nie wiem, czy nie przekręciłam tytułu) jest prawie identyczna scena.

    OdpowiedzUsuń
  8. Coraz bardziej mnie korci, żeby poszperać za jakąś książką Michalak i na własne oczy przekonać się, czy to wszystko tak naprawdę, czy może całe internety mnie okłamują, bo aż ciężko uwierzyć, że ktoś odwala takie fuszery i jest wydawany. Póki co wygląda mi to na podręcznikowy przykład grafomanii i beztalencia.

    A co do rozmowy księcia i jego przydupasa- myślę, że ona w założeniu dalej się toczy po angielsku, a Kasia zapisała ją po naszemu dla ułatwienia odbioru (tudzież celem wyminięcia meandrów angielskiej gramatyki).

    Lynx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Nic nie mówię, ale możesz się do mnie zgłosić na mejla po jakiegoś ebooka.)

      Usuń
  9. Did you consider trading with the most recommended Bitcoin exchange service: YoBit.

    OdpowiedzUsuń
  10. YoBit lets you to claim FREE CRYPTO-COINS from over 100 distinct crypto-currencies, you complete a captcha once and claim as many as coins you can from the available offers.

    After you make about 20-30 claims, you complete the captcha and keep claiming.

    You can click CLAIM as many times as 30 times per one captcha.

    The coins will held in your account, and you can convert them to Bitcoins or Dollars.

    OdpowiedzUsuń