O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Przyszło mi do głowy, żeby publikowane wcześniej na forum analizatorskim dzieUo opublikować ponownie, tym razem na swoim własnym blogasku. Tutaj też będą się pojawiać (mam nadzieję) moje kolejne wariacje na temat opek i analiz. Pierwsze odcinki wyglądają strasznie źle, ale nie bójcie się, dalej jest tylko bardzo źle.

Komiks pojawia się w poniedziałki lub wtorki, zależnie od weny i nastroju aŁtorki.

A zdjęcia słodkich margajów do galerii możecie przesyłać mi na esia221@gmail.com ;)

29 października 2014

"Korwin - wolnościowiec z misją (wywiad rzeka z najinteligentniejszym polskim politykiem)" - Tomasz Sommer (część druga)

Jak obiecałam, wracam z drugim odcinkiem. I, jak obiecałam, przed nami "Kobieta". Zostaliście ostrzeżeni.

Rozdział przytaczam w całości, aby nie posądzono mnie o wyrywanie wypowiedzi prezesa z kontekstu.

Ach, no i dzisiejszy post to tylko ten jeden rozdział. Jest wystarczająco długi, nie będę Was przemęczać. W kolejnym poście pochylimy się nad kwestiami religijnymi i masonerią.

Kolor ciemnosiwy to treść książki (Tomasz Sommer, za oryginałem, kursywą), kolor fioletowy to ja.

- Kobiety do garów?
- A dlaczego nie do pianina?
- Od pianina, a właściwie fortepianu, to był Szopen.
- Szopen tworzył. Natomiast jeśli chodzi o odtwórców, to więcej jest kobiet. Jest wiele rzeczy, które kobiety mogą robić. Chyba gorzej jest powiedzieć do faceta, który wali młotem pneumatycznym: "Janek, do garów!"
Gorzej do pracującego faceta, niż do pracującej kobiety, bo praca kobiety jest mniej warta.
Nigdy w historii żadnej kobiecie nie udało się skomponować muzyki.
- No, ale z drugiej strony mówi się, że najlepsi kucharze to mężczyźni.
Bo mają więcej kubków smakowych?
- W każdej dziedzinie mężczyźni są lepsi. (Zapamiętajcie to zdanie). Nawet w sprawach artystycznych. Ciekawi mnie to "nawet". Tak jakby istniało jakieś przekonanie, że kobiety są lepszymi artystkami. Przecież jeszcze przed chwilą mowa była o Chopinie - mężczyźnie. Kiedyś, pamiętam - to były jeszcze lata 60. minionego wieku - był konkurs stenografii i niejako z założenia miała wygrać kobieta, bo to wtedy uważano za kobiecy zawód. Ale przyszedł jakiś facet i wygrał. Wszyscy byli w szoku. Niestety jest i druga strona medalu. Mężczyźni mają większy rozrzut. Wśród nich jest więcej geniuszy i więcej idiotów, więcej świętych i więcej przestępców. Mężczyźni są bardziej rozrzuceni po skali.
Z opowieści o konkursie wywnioskowałabym, że stereotypowe wiązanie zawodu z płcią jest złe. Korwin wnioskuje, że mężczyźni są lepsi we wszystkim.
Poprosiłabym o jakieś badania, cokolwiek, potwierdzające twierdzenie o skali.
- Czym powinny się zajmować kobiety?
- Tym, co nakazuje bezbłędna jak zwykle tradycja. (Zapamiętajcie traktowanie tradycji jako wartości). Kobiety wykonują czynności, które przede wszystkim nie są zbyt ciężkie fizycznie ani umysłowo. Jeśli się kobiecie dokładnie wyjaśni, co ma zrobić - to ona to zrobi.
Że ta wypowiedź jest niepopartą niczym seksistowską bzdurą nie muszę nikomu tłumaczyć, prawda?
- Czyli do garów i do dzieci?
- Powtarzam: jest cała kupa czynności, które kobieta bardzo dobrze wykonuje, choć raczej sama tych zajęć nie wymyśli. Naprawdę jest wiele takich dziedzin, w których kobiety są wręcz lepsze od mężczyzn.
Właśnie dlatego prosiłam o zapamiętanie zdania: "W każdej dziedzinie mężczyźni są lepsi". Korwin ma niesłychaną zdolność do zapominania własnych poglądów.
O kobiecie niezdolnej do wymyślenia niczego ponownie nie komentuję.
No chyba że jak w poprzednim poście: jest cała kupa czynności, które murzyn dobrze wykonuje, choć raczej sam ich nie wymyśli. Naprawdę, jest wiele takich dziedzin, w których czarni są wręcz lepsi od białych.
- A czy kobiety powinny iść do pracy do fabryki?
- W zasadzie nie. Zawsze jest pewien procent kobiet, które z różnych powodów do takiej roboty się nadają, ale to mniejszość. Nie wolno z warunków dobrych dla mniejszości robić normy. Istnieje grupa kobiet, która ma męski typ umysłowości, ale to nie znaczy, że z tego wynika, iż w związku z tym kobiety powszechnie trzeba zapędzać do pracy w fabrykach.
Istnieje pewna grupa kobiet, która mogłaby te zajęcia wykonywać, ale nie można im na to pozwolić, bo statystycznie, kobiety nie mogłyby tych zajęć wykonywać. Dlaczego "robić normę"? Może po prostu dać możliwość realizowania się ludziom w tym, w czym są najlepsi, nie zważając na ich płeć? Czemu zapędzać? Może po prostu dać im taką możliwość do wyboru?
Pan Korwin zdaje się nie dostrzegać nic pomiędzy brakiem kobiet w fabrykach a pogonieniem wszystkich kobiet do fabryk.
- Czyli do fabryk nie, ale do prac domowych tak?
Naprawdę, mógłby już pan Sommer zmienić temat. Czwarte pytanie o gary jest trochę nudne.
- Niech pan zwróci uwagę na taką rzecz jak kierownictwo. Kobiety się do kierowania nie nadają. Jeszcze nie widziałem, by w drużynie koszykarek czy siatkarek trenerką była kobieta. Wzorzec tzw. bizneswoman to też przecież żart. Nie ma kobiety na czele poważnego przedsiębiorstwa. Tak więc kobieta potrzebuje kierownictwa. Dużo lepiej jest dla kobiet, jeśli kierownictwo zapewniają im mężowie niż jacyś obcy mężczyźni. Ta druga sytuacja prowadzi często co najmniej do dwuznaczności, a czasem do tragedii.
Nie o siatkarkach, ani koszykarkach, ale o kobiecie trenerze. Tak, to jest możliwe.
Pan Korwin zna też szefostwa wszystkich poważnych przedsiębiorstw świata.
I nie słyszał o takim państwie jak Niemcy :p
Czyli kobiety nie mogą pracować nigdzie poza domem, bo co to ludzie na ulicy powiedzą, jak zobaczą kobietę z niezaślubionym jej mężczyzną na ulicy. Zgorszenie na trzy wsie.
- Ale czy to znaczy, że Pan jest zwolennikiem tego, żeby kobiety siedziały w domach i zajmowały się wyłącznie sprawami domowymi?
Który to już? Piąty raz Sommer próbuje wydobyć od Korwina wysłanie kobiet do kuchni?
- W dobie internetu można siedzieć w domu i działać na różnych polach. To nie jest żaden problem. Internet daje kobietom ogromne szanse. Ona siedzi w domu i może być duchowo w swoim biurze. A nie jest narażona na niebezpieczeństwa dwuznaczności.
 Kobiety nie mogą pracować, bo:
- ich mózgi nie są twórcze
- mężczyźni i tak zrobią to lepiej
- jeśli już kobiety zrobią to lepiej, to nie można im tego umożliwić, bo większość kobiet zrobi to gorzej
- przecież nie wolno jej wychodzi z domu, bo spotka innego mężczyznę, a to będzie dwuznaczne
- A co Pan sądzi  o promowaniu kobiet typu bizneswoman? Teraz ciągle pokazuje się taki wzorzec: oto wspaniała bizneswoman, która zrobiła to i tamto, i to jest wspaniałe, a nawet cudowne. Drogie Panie, bierzcie z niej przykład, realizujcie się.
- Jak mówiłem, to jest problem. Problem dla kobiet - bo te, które się nie nadają, nabierają kompleksu niższości: "Tamta potrafi - a ja widocznie jestem jedyną taką idiotką..." Choć oczywiście kobiety znają się na pewno na dziale perfumerii, modzie, więc niech tam robią biznes, dlaczego nie? Istnieje wolny rynek i to on tworzy nowe zawody. Ale nie wierzę w kobietę szefową fabryki czołgów.
Przed chwilą Korwin mówił, że kobieta nie stoi na czele żadnego poważnego przedsiębiorstwa. Czyli nie ma żadnej poważnej firmy zajmującej się perfumerią ani modą? I nie pracują w nich żadni mężczyźni, narażający na "dwuznaczność", skoro do tego działu kobiety Korwin dopuszcza?
Zarządzanie fabryką czołgów wcale nie musi być bardziej wymagające od zarządzania fabryką perfum, tak swoją drogą.
- Pan przeważnie wypowiada się o kobietach w wieku reprodukcyjnym. A to tylko jedna z wielu kategorii kobiet. Co by pan miał do zaproponowania kobietom po pięćdziesiątce? Wiadomo, co ma im do zaproponowania ojciec Tadeusz Rydzyk. Takich kobiet jest wiele, a w swojej grupie wiekowej zdominowały populację, gdyż, jak wiadomo, żyją dłużej od mężczyzn. W tym jednym są od nich zdecydowanie lepsze. Co z tymi paniami?
- To jest ciekawa sprawa. Ojciec Józef Maria Bocheński wspomina, że po okresie menopauzy kobieta staje się kimś zupełnie innym. Staje się matroną i nagle okazuje się, że w sprawach życiowych jest zdecydowanie lepsza od mężczyzn.
Wciąż pamiętamy, że przed chwilą mężczyźni byli lepsi we wszystkim.
Bardzo ważny temat Pan poruszył. Mamy ogromną liczbę cennych kobiet, które ukończyły 50 lat, mają bogate doświadczenie, będą jeszcze długo żyły i trzeba pozwolić im działać. Tymczasem obecnie są one ubezwłasnowolnione i pozostają na marginesie życia publicznego. Winny jest system emerytalny. Gdyby nie było systemu emerytalnego, rola tych kobiet byłaby znacznie większa, co stanowiłoby wielką korzyść dla społeczeństwa.
System emerytalny ubezwłasnowolnia kobiety? W ogóle, to wiek emerytalny dla kobiet aktualnie wynosi 67 lat, jeszcze kilka lat temu wynosił 60. Więc po pięćdziesiątce kobiety się z życia zawodowego niekoniecznie wycofywały. Ja w ogóle nie wiem gdzie tu jest problem.
- Nie wiem, czy Pan wie, ale na Zachodzie już dawno odkryto te panie w sensie politycznym. W Wielkiej Brytanii większość działaczy lokalnych średniego szczebla - zarówno z Partii Konserwatywnej jak i Partii Pracy - to Panie po pięćdziesiątce, które, częściowo z braku innych zajęć, częściowo z poczucia  opuszczenia, prowadzą tak naprawdę te partie. W Polsce podobne Panie są wyśmiewane i wyszydzane przez tzw. elity, które śmieją się do rozpuku z zacofanych moherowych beretów, tymczasem tak naprawdę to te mohery są awangardą polityki.
Naprawdę? Wyszydzane opuszczone moherowe berety bez innych zajęć - po pięćdziesiątce? Żeby jeszcze po sześćdziesiątce...
- Zdecydowanie tak jest. Polityka na tym poziomie to jest właśnie dla nich idealne zajęcie. Znają się na ludziach, nie mają już na głowie dzieci, potrafią praktycznie rozwiązywać różne skomplikowane problemy. Kobiety nie umieją rozwiązywać problemów abstrakcyjnych - ale problemy praktyczne, gdzie jest wiele zmiennych, kobiety rozwiązują lepiej niż większość mężczyzn. Wciąż pamiętamy, że mężczyźni są lepsi we wszystkim.
- Porozmawiajmy o innych aspektach rzeczywistości związanych z kobietami. Pan jest zwolennikiem monogamii?
Teraz zaczniemy w cholerę długi fragment na temat poligamii. Ostrzegam.
- Uważam, że jest to kwestia zwyczaju i kultury, w jakiej się żyje. W Polsce kultura jest wyjątkowo monogamiczna, co więcej  związki pozamałżeńskie nie są akceptowane, chociaż oczywiście są powszechne. I nie trzeba z tym walczyć. Teraz przypominamy sobie, że tradycja jest bezbłędna. Wychodzi na to, że tradycja, jaka by nie była, jest dobra. Po prostu. Bo jest. Jak coś trwa od wielu lat, to jest dobre.
- Chce Pan powiedzieć, że można żyć monogamicznie w relacjach małżeńskich, natomiast całkowicie poligamicznie w relacjach pozamałżeńskich - i to równocześnie?
- Poligamia w tej chwili się trochę cofa. Trzeba jednak pamiętać, że jeszcze niedawno, w wiekach średnich i wcześniej, była całkowicie akceptowalna i normalna. Problem polega na tym, że jest korzystna dla obu stron. Dla mężczyzn, bo mężczyźni to lubią - a dla kobiet dlatego, że liczba atrakcyjnych mężczyzn jest ograniczona i często lepiej jest być tą drugą, ale mieć lepsze potomstwo.
Liczba atrakcyjnych kobiet nie jest ograniczona. 
A kobiety nie lubią mieć więcej niż jednego partnera. Wszystkie kobiety. Nie urodziła się nigdy kobieta, która chciałaby mieć więcej niż jednego partnera.
- No, bez przesady z tą akceptacją. Henryk VIII musiał dokonywać dzikich sztuczek, żeby te swoje liczne relacje w jakiś sposób zalegalizować. Musiał w końcu wystąpić z Kościoła katolickiego; w dodatku paru ludziom, w tym własnym małżonkom, musiał uciąć głowę.
- On był na świeczniku, więc wobec niego było to trudniej akceptowalne, ale inni mieli łatwiej. W dodatku Henryk VIII, nawet tworząc Kościół anglikański, przecież na poligamię nie zezwolił. Tak więc chodzi tu o układy trochę podskórne.
- Czyli jednak w naszej kulturze poligamia nie była nigdy akceptowalna?
- Była akceptowalna, ale nie jako związki formalne. W dodatku nadal w zasadzie jest powszechnie akceptowana, dlatego że zazwyczaj w związkach jest tak, że mężczyzna powinien być od żony starszy. Anglosasi np. wierzą, w regułę, wedle której kobieta powinna mieć połowę wieku mężczyzny, z którym wchodzi w związek, plus siedem lat.
Dwudziestolatek z siedemnastolatką dogada się równie dobrze jak siedemdziesięciolatek z czterdziestodwulatką.
Po drugie: w normalnym społeczeństwie, w jakim się żyło do tej pory, istniała piramida demograficzna - w następnym roczniku ludzi było więcej.
Po trzecie: prawie każda kobieta jest zdolna do funkcjonowania jako kobieta - natomiast istnieje ogromna liczba impotentów (których poznaje się w towarzystwie po tym, że dla niepoznaki najwięcej gadają o kobietach). Są jeszcze homosie - u mężczyzn istotna statystycznie grupa (ok. 1%), wśród kobiet występując na minimalnym poziomie. Z tych czterech przesłanek wynika, że aktywnych prokreacyjnie kobiet jest więcej niż mężczyzn w odpowiednim dla nich wieku. I jakoś ta dysproporcja musi się wyrównać.
Nie no, serio proszę o statystyki Korwina na temat bezpłodności i orientacji seksualnej w zależności od płci.
Ja, z braku takowych, powtórzę za Wikipedią: "Problem dotyczy 10–15% par w wieku reprodukcyjnym; w 35% przyczyna niepłodności leży po stronie kobiety i tyle po stronie mężczyzny, a za 10% odpowiadają oboje. W 20% przypadków nie da się określić jednoznacznej przyczyny (niepłodność idiopatyczna)."
A co do ilości homoseksualistów, to statystyka przeczy Korwinowi.
- Jest ciekawy artykuł na temat zboczeń, autorstwa Janusza Tazbira [Janusz Tazbir, Dewiacje obyczajowe w: Janusz Tazbir, Prace wybrane, Universitas, Kraków 2001, tom IV, s.251], który teraz oczywiście troszkę zmienił poglądy. On przeprowadził badanie literatury polskiej z XV, XVI i XVII wieku pod kątem obecności tego typu zjawisk, wychodząc z założenia, że jeśliby wtedy w Polsce było dużo, jak ich wtedy nazywano, "sodomczyków" i "psotników" - to zostawiłoby to jakiś wyraźny ślad w literaturze. Ten ślad jest jednak bardzo mały. Już wtedy panował w Polsce stereotyp "zgniłego moralnie Zachodu". Tak więc może nie jest to tak zupełnie oczywiste?
- Taka sytuacja seksualna jest powszechna. Czy myśli Pan, że w Iranie nie ma homoseksualistów, choć sodomia jest tam karalna śmiercią? Jeśli jest karana, to znaczy, że zjawisko występuje i odradza się w kolejnych pokoleniach. Choć oczywiście istnieje też homoseksualizm wyuczony, wynikający z powtarzania takich zachowań w wyniku jakiejś śmiesznej mody...
- Tazbir pisał to w kontekście literatury zachodnioeuropejskiej . Takie rzeczy były w niej dosyć szeroko opisywane, apogeum to przecież Markiz de Sade, a i on wcale na gruncie francuskim nie był pionierem tego rodzaju tekstów. Tazbir wysnuł z tego wniosek, że oczywiście można sobie zakładać, że coś tam było, ale realnie rzecz biorąc, śladów specjalnie nie ma. We Francji tak, ale w literaturze polskiej mało. Dopiero u księdza, który pisał w XVIII wieku, pojawia się szczegółowy opis tych wszystkich zboczeń.
- Jak by nie było, będę się upierał, (Zauważcie tę perełkę) że do niedawna na jednego mężczyznę przypadało zdecydowanie więcej kobiet i ktoś to musiał, że tak powiem, obsługiwać. W tej chwili, w następnych pokoleniach, gdy liczba dzieci jest mniej więcej taka sama jak rodziców, kwestia "naturalnej" poligamii oczywiście praktycznie nie istnieje. Albo przynajmniej jej skala radykalnie się zmniejszyła.
No ale co z tego, że kiedyś w kolejnych rocznikach było więcej ludzi niż w poprzednich. Przecież liczba urodzeń na roczniku zawsze rozkładała się na płcie mniej więcej po równo. A nawet z niewielka przewagą urodzonych mężczyzn, więc odwrotnie niż Korwin mówi. A jeśli weźmiemy pod uwagę pogląd Korwina, że mężczyzna powinien być starszy, to wychodzi jeszcze większa głupota, bo to kobiety żyją dłużej, więc wśród starszych jest nich więcej.
- No tak, ale Pan mówił, że to ilość zmuszała do takiej poligamii, podczas w tej chwili jest raczej uznane naukowo, że owa ilość nie ma znaczenia. Decyduje raczej kultura czy jej brak. Oraz fakt, że mężczyźni mają tendencje do mniejszej wierności.
- jest to sprawa ewidentnie prosta. Skoro kobieta może mieć tylko jedno dziecko rocznie, mężczyzna mający skłonności poligamiczne miał więcej dzieci, a kobieta co by robiła, to i tak będzie miała tylko jedno dziecko. Cecha skłonności do poligamii ewidentnie więc szybko się replikuje u mężczyzn. Czyli jest genetyczna? Nie, jak padło kilka pytań temu, uwarunkowana kulturowo? U kobiet odwrotnie. Nie, u kobiet po równo, bo monogamiczna kobieta nie narodzi w ciągu roku więcej dzieci niż poligamiczna. Są teorie, i to poparte pewną praktyką (z czasów przedprezerwatywnych...), że kobiety, które uprawiają promiskuityzm (nie tylko prostytutki!), mają mniej dzieci niż monogamistki - nawet te, które rzadziej mają stosunki seksualne. "Pewna praktyka" i "teorie" to chyba trochę za mało, żeby mówić o czymkolwiek, jak o fakcie.
Proszę zwrócić uwagę, że wyzwolone seksualnie kobiety z Zachodu, które teoretycznie mogą być zaspokajane do woli, są dużo mniej płodne niż teoretycznie ubezwłasnowolnione seksualnie kobiety z krajów islamskich. Po prostu na Zachodzie seks przestaje w oczywisty sposób mieć związek z prokreacją. W efekcie skłonności poligamiczne u kobiet w kolejnych pokoleniach zanikają. Stąd ta różnica.
A może te zachodnie stosują antykoncepcję?
Dlaczego mówimy o genetycznie dziedziczonej poligamii? 
Może zachodnie kobiety mają mniej dzieci właśnie dlatego, że nie są ubezwłasnowolnione i mogą stosować antykoncepcję?
- Gdy snuje Pan takie rozważania, można odnieść wrażenie, że ta sfera jest niejako poza świadomością i wolną wolą.
- Do pewnego stopnia tak oczywiście jest.
- Moim zdaniem, to nie jest do końca takie oczywiste. Bo jeżeli Pan mówi o rozprzestrzenianiu pewnych cech przy pomocy genów, to przecież generalnie jest tak, że cecha wyostrzona u danej osoby, jest u jej potomstwa raczej złagodzona, więc się nie nasila.
Czy naprawdę wciąż mówimy o genetycznie dziedziczonej poligamii? Naprawdę? Ale naprawdę?
- Tak jest na poziomie jednej linii genetycznej. Dla całej populacji jednak ten efekt zachodzi. Chodzi mi także o poziom kulturowy.
Na poziomie kulturowym też kobiety roznoszą mniej poligamii na kolejne pokolenia?
- No tak, ale to, powiedzmy, jest tylko domniemanie, Czy tak na pewno jest, nie wiadomo. Ale załóżmy, że meritum nie ma większego znaczenia; natomiast chodzi o podejście do sprawy konkretnego człowieka. Czy np. katolik, który jakby siłą rzeczy zobligowany jest do monogamii, uprawniony jest do poligamii, choćby była ona - jak Pan przekonuje - "naturalna"?
- Wie Pan, w Biblii na przykład poligamia to rzecz całkiem powszechna.
- My jednak jesteśmy w Kościele katolickim, a w nim, jak wiadomo, oprócz Pisma Świętego jest jeszcze parę innych pism, no i generalnie raczej doktryna jest taka, że małżeństwo może być tylko monogamiczne - i to bez możliwości wyjścia z tego małżeństwa, dopuszczalnego przecież zarówno przez islam, jak i judaizm. Oczywiście czasem się tę trudność obchodzi przez stwierdzenie nieważności małżeństwa, ale w Polsce zdarza się to dość rzadko. W Stanach oczywiście jest dużo łatwiejsze...
- Pismo sobie - życie sobie. U nas też poligamia występuje.
- Ale to jest grzech.
- Wszyscy jesteśmy grzeszni. Są grzechy poważniejsze i mniej poważne.
I w tym momencie, to już naprawdę nie wiem, po co Sommer dalej ciągnie temat. Korwin powiedział co myśli, teraz już to tylko powtarza.
- Czy dobrze Pana rozumiem? Pan twierdzi, że się nie należy tym przejmować?
- Nie należy o tym mówić. Tu ważna jest pewnego rodzaju hipokryzja. Trzeba mówić zawsze zgodnie z zasadami, a robić, jak wyjdzie. W ten sposób, nawet nie będąc cnotliwym, oddaje się cnocie hołd.
I kolejne pokolenia nie dziedziczą kulturowo.
- Ale jak Pan może powiedzieć, że się nie należy przejmować, jeżeli Pan składa przysięgę. Już nawet abstrahując od kwestii religijnych, małżeństwo zawiera pewien kontrakt cywilny, który reguluje pewnego rodzaju zachowania, niesie określonego typu konsekwencje. Czy mam rozumieć, że mówi Pan, iż nie należy się przejmować umowami cywilnymi? W handlu też?
- Ja mówię, że nie należy się przejmować jako zjawiskiem społecznym. Ja jestem liberałem i do łóżka ludziom nie zaglądam i zaglądać nie będę.
Nie no, naprawdę, Pan Korwin już wyraził swoje zdanie. Nie trzeba go o nie pytać po praz enty.
Jak pan Sommer to sobie wyobraża? Będzie chodził inspektor i sprawdzał, czy każdy z każdym prawidłowo, jak w papierach? Czy może lepiej, żeby ludzie załatwiali takie rzeczy między sobą i składali sobie przysięgi i się z nich zwalniali wedle uznania?
- Oczywiście, że nie ma co zaglądać. Ale jeżeli ktoś jest stroną takiej umowy, to powinien wymagać jej respektowania. I system społeczny powinien mu w tym pomagać. Dlaczego Pan mówi, że w ramach układów męsko-damskich róbta co chceta, ale jak ktoś weźmie kredyt, to musi go spłacić? To, powtarzam, jest też umowa cywilna, więc czym się różni?
Tym, że bank z kredytu raczej nie zwolni, a małżonek z wierności może? Że istnieją, naprawdę istnieją ludzie, którzy tych umów, jakimi są śluby, nie zawierają? Że istnieją rozwody, a unieważnienia kredytów nie bardzo? Tym, że brak akceptacji dla niespłacania kredytu i dla poligamii to sprawy, które mają ze sobą niewiele wspólnego?
- Uważam, że człowiek powinien żyć w zgodzie z własnym sumieniem, i nie jestem pewien, czy powinienem wygłaszać swoje teorie na ten temat. Generalnie staram się w sprawach prywatnych nie udzielać ludziom rad, bo dobrymi radami wybrukowane jest piekło.
I po takiej wypowiedzi Sommer oczywiście kontynuuje temat.
W ogóle to teraz będzie dziwaczny fragment. 
- No nie, jednak w wielu sytuacjach daje Pan jakieś rady czy wskazówki. Niejako zawodowo się Pan tym zajmuje. Jeżeli Pana uniwersalną odpowiedzią w tej sprawie byłoby: "rób jak uważasz", to nie byłaby to właściwie żadna odpowiedź. Załóżmy, że przychodzi do Pana człowiek i mówi tak: "Panie Januszu, ja mam żonę, ale inne kobiety też istnieją, a wiele wpada mi w oko. Czytałem u Pana, że poligamia jest bardzo popularna w różnych kulturach. Co mam robić?".
- No to co ja mam mu powiedzieć? Jakiej rady mam mu udzielić w takiej sprawie?
- Czy Pana zdaniem powinien korzystać z tej poligamii i nie przejmować się umową? Czy przejmować się umową, a więc nie korzystać z poligamii.
- Nie zdarzyło mi się nigdy, żeby ktoś o coś takiego mnie spytał.
- No to załóżmy, że ja Pana pytam.
- Ja nie spotkałem jeszcze człowieka, który by miał takie abstrakcyjne podejście do tego tematu. Mało kto mówi: "Chcę zostać poligamistą".  Decydują konkrety: mam kobietę, a oto trafia mi się... i tak dalej. Można być poligamistą nie znając słowa "poligamia"!
- Wie Pan, ja jestem świeżo po zawarciu małżeństwa. Mieszkam w centrum Warszawy, a tu tyle ładnych dziewczyn chadza...
- No a ja co bym powiedział? To samo. Niech Pan robi, co Pan uważa, tylko niech Pan weźmie pod uwagę swoją żonę czy dziecko oraz cała rodzinę.
- Ale tak jak powiedziałem, przysięga jest przysięgą, jest zobowiązanie na piśmie, zawarte nawet w obecności świadków.
- Niestety muszę powiedzieć, że tutaj jest pewien problem. Bo jest to umowa deklarująca miłość, a uczucia nie zawsze są stałe i nie zawsze da się je w pełni kontrolować.
- Czyli, dajmy na to mężczyzna, który jest żonaty, zakochał się w jakiejś pięknej niewieście i twierdzi, a nawet jest przekonany, że czuje, iż żony już nie kocha. Co ma robić?
- Powtarzam: to on musi podjąć decyzję. Ale czuje Pan, że to nie jest bank?
Po któryś już raz Sommer wymusza z Korwina wypowiedzi na pytania, które nie mają sensu, i których brak sensu Korwin uzasadnia. I tyle. Nic to nie wnosi.
- Porozmawiajmy o pragmatyce sytuacji. Znany socjolog amerykański, James Q. Wilson, twierdzi, że generalnie z punktu widzenia dobrostanu mężczyzny i kobiety nie ma wątpliwości, że małżeństwo monogamiczne jest najlepszą formą związku damsko-męskiego. Zwłaszcza, jeśli chodzi o długość życia obojga małżonków oraz dobrostan dzieci. On rozpatrywał tzw. sukces edukacyjny, m.in. taki wyznacznik jak wchodzenie potomstwa w konflikt z prawem. Generalnie dzieci pozamałżeńskie mają większą tendencję do wchodzenia w konflikt z prawem itd.
- W poligamicznych małżeństwach muzułmańskich dzieci nie wchodzą w konflikt z prawem. Tu wchodzą w konflikt, bo są napiętnowane, że są pozamałżeńskie. To dowodzi wyższości poligamii.
- Wróćmy do socjologa. Po pierwsze - pisze on, że wbrew pozorom monogamiczny model rodziny jest wynalazkiem nowym, wprowadzonym na szeroką skalę dopiero w XIX wieku. Teoretycznie funkcjonował jeszcze w czasach rzymskich, natomiast praktycznie na powszechną skalę został wprowadzony w czasach wiktoriańskich. Wilson opisuje, że wcześniej małżeństwo to był po prostu związek kobiety z mężczyzną, zwyczajowo tak określany i nawet niekoniecznie potwierdzany przez Kościół. Gdy no. pojawiał się w danej miejscowości ksiądz, legalizował związki hurtowo, a jak tam było z nimi wcześniej i jak było później, nie miało już większego znaczenia. Tradycyjnie przyjmowało się, że jakiś związek to jest małżeństwo, ale przestrzeganie ścisłej formalizacji w tworzeniu rodziny funkcjonuje w kulturze anglosaskiej dopiero od czasów wiktoriańskich. W tej chwili następuje odwrót od wiktoriańskiego modelu rodziny do sytuacji wcześniejszej. A właśnie epoka wiktoriańska była okresem największego rozkwitu gospodarczego i moralnego. U nas jednak małżeństwa kościelne były powszechne - w tym sensie, że zawierano je w obecności księdza gdzieś od XV wieku.
- Wszystko to bardzo pięknie, ale powtarzam: nie ma przestępczości w dziedzinach seksualnych, przynajmniej porównywalnej do np. przestępstw finansowych. Jak monogamia jest oficjalna, to dobrze. Jeżeli poligamia jest legalna, to również dobrze - są przecież sekty mormońskie, które ciągle wyznają poligamię. Przestępczość wynika nie z tego, że są związki dobre i złe, tylko z tego, że niektóre są napiętnowane jako złe.
Tu nie ma sensu komentować. Wypowiedzi Korwina są wyjątkowo sensowne.
- Pan powiedział, że poligamia jest naturalna, a to nie jest prawda. Byłaby naturalna, gdyby ten model zdecydowanie przeważał. U człowieka występują równolegle wszystkie modele, więc równie dobrze może Pan powiedzieć, że nawet model aseksualizmu, czyli celibatu, jest naturalny.
Ciekawostka: aseksualizm i wstrzemięźliwość to różne pojęcia.
- Ja mówię, że jest naturalna w tym sensie, że funkcjonuje. Natomiast, jak wspomniałem, będzie zanikała z uwagi na to, że zmienia się struktura społeczna, a zwłaszcza demograficzna.
Już mówiłam o argumentach demograficznych, nie ma sensu powtarzać.
- Struktura społeczna obecnie - jeśli chodzi o rozkład różnych wzorców, nazwijmy to, małżeńskich - wygląda tak, że pośród najniższych klas panuje duża dowolność; potem im wyżej, coraz bardziej się to uściśla i staje bardziej zgodne z wzorcem, a potem, na najwyższym poziomie, z wiadomych przyczyn panuje znów dosyć duża dowolność.
- Najwyższe warstwy to dziś są artyści, a oni zawsze mieli rozmaite skłonności i rzadko uchodzili za wzorowych małżonków.
Ci wszyscy polscy przemożnie bogaci artyści. 
- Tak, ale najwyższa warstwa to nie tylko artyści. Chodzi też - a może przede wszystkim - o ludzi bardzo bogatych, którzy mogą sobie pozwolić na łamanie pewnych norm, bo ich po prostu na to stać. Jak wspomnianego Henryka VIII, który by zrealizować swoje widzimisię, był w stanie przeprowadzić schizmę.
- Zawsze tak było.
- Jednak jest to tak czy inaczej dewiacja - taka sama jak rozwiązłość dołów społecznych.
Dewiacja, bo nie jest to zakorzenione w naszej tradycji. Wśród muzułmanów poligamia nie jest dewiacją, bo istnieje od dawna. Tam jest naturalna, w Europie nie jest. Bo naturalny to taki jak większość.
- Być może to wszystko zależy od warunków. Znany jest przykład małp żyjących w trudnych warunkach na pustyni, wśród których wykształcił się model bigamii, a konkretnie bigynii - dlatego że to ułatwia życie na tej pustyni. Stosunki społeczne są generowane według potrzeb i powtarzam: do tej pory było tak, że poligamia była użyteczna, teraz to się zmienia, natomiast jak będzie w przyszłości - nie wiem. Powiem jeszcze raz: etyka zależy w dużej mierze od potrzeb społecznych.
O czym jest ta rozmowa?
- Pan przyjmuje w tym momencie stanowisko marksistowskie, bo to jest klasyczne stwierdzenie o bycie, który kształtuje świadomość, jeżeli Pan mówi, że warunki społeczne tworzą etykę.
- Najwyraźniej jest kilka poziomów etyki. W ultrakatolickim kraju panował sobie marszałek Józef Piłsudski, który był bardzo wybitnym politykiem, ale raz sobie żył z jedna panią, innym razem z dwiema, raz był katolikiem, raz protestantem, a czy w ogóle w coś wierzył, nie wiadomo - a ludzie i tak go w dużej części poważali. Można z tego wnosić, że poligamia ich nie przerażała. A dlaczego? Pewnie dlatego, że sami ją uprawiali. Choć oficjalnie jej zaprzeczali. I Bóg z nimi.
Wracamy do poglądu Korwina na temat zdrowej hipokryzji. Już wcześniej o niej wspominał w wypowiedzi o oddawaniu hołdu cnocie, mówiąc jak wypada, a robiąc jak wyjdzie.
- Pan się nie boi trafić do tego drugiego kręgu piekielnego, gdzie mają się znaleźć cudzołożnicy?
- Ja tam osobiście nie mam żadnych powodów, żeby się czegoś bać. Natomiast rozpatruję poligamię jako zjawisko. Powtarzam: nie żałuję, że na przykład w islamie panuje poligamia. Może to nawet dobrze, gdyż kobiety żyjące w rodzinach monogamicznych są strasznie pokrzywdzone - przecież spadają na nie wszystkie obowiązki, które w rodzinie poligamicznej są dzielone między wiele kobiet.
A jak pokrzywdzone są kobiety ze związków poligamicznych w porównaniu do par, gdzie na dwójkę partnerów spadają obowiązki domowe po równo, bo mąż nie boi się, że od zmywania naczyń odpadnie mu penis...
- To szczęście w poligamii to chyba przesada. Pracowałem kiedyś w "Super Expressie" i tam regularnie, raz w tygodniu, zgłaszała się jakaś pani, która była entuzjastką tego modelu życia do momentu, kiedy zaczęła go realizować w jakimś arabskim kraju - z facetem, który studiując w Polsce, wydawał się całkiem przyzwoitym gościem. Potem, gdy zorientowała się, jak to jest z tymi rodzinami naprawdę, to szybko uciekała. A gdy małżonek zorientował się w porę o jej zamiarach, to czasem detektyw Rutkowski musiał ją porywać. ja już jestem nawet tym znudzony, bo co rusz dzwoniła kolejna pani z taką samą historią. Już nawet trochę cyniczne do tego podchodziłem. Wniosek jest jeden: generalnie tym paniom z Polski rodzina poligamiczna typu islamskiego w ogóle się nie podoba. podobno 90 procent ucieka.
- Oczywiście one są wychowane w innej kulturze. I często trudno im zrozumieć, o co w takiej rodzinie chodzi. Nie widzą tego szczęścia, jakim jest mniej sprzątania po mężu, którego śmieci i brudne ciuchy dzielą się po równo na kilka żon. No i mają wpojony inny wzorzec zachowania.
Proszę zauważyć, że Arabki jakoś od takich rodzin nie uciekają.
- Bo nie mają gdzie.
- Jak to nie maja gdzie?
- No, dokąd mają uciec?
- Do Polski choćby.
- No to niektóre uciekają, jak ta słynna pani z Somalii, co została na chwilę nawet holenderską ministerką. A potem się okazało, że była równie prawdomówna jak nasz Simon Mol.
- No właśnie. Czyli mogą, ale nie uciekają. Bo ta jedna kobieta, o której się zresztą okazało, że kłamała jest świadectwem tego, że uciec z kraju muzułmańskiego to dla muzułmanki nic wielkiego. Ale dlaczego właściwie one mają uciekać? Nie rozumiem. Żeby żyć w poligamii, każda żona musi wyrazić zgodę na to. I najwyraźniej wyraża. I te panie to nie mają wpojonych żadnych wzorców kulturowych.
Uwaga teraz.
- Czytuje Pan  teksty Barbary  Buonafiori, tej antyfeministki z "Najwyższego CZASU!"? Zna ją Pan?
- Tak, ale nie osobiście.
- Ale to Pan ją znalazł i sprowadził do tygodnika, jak rozumiem?
- To było moje odkrycie.
- Podoba się panu jej podejście do rzeczywistości?
- Ona ma podejście takie bardzo kobiece.
- Ale niektórzy zarzucają jej, że to strasznie daleko idąca i radykalna postawa. Ona postuluje wszystko, co tzw. szowinistyczny mężczyzna by sobie zamarzył...
- Kobiety na ogół lubią mężczyzn, zwłaszcza męskich mężczyzn, dlatego, że czują się przy nich bezpiecznie. Nie jest więc dziwne, że p. Barbara wskazuje, jak z takim męskim mężczyzną dobrze żyć. Dziwi mnie bardziej podejście feministek, które zachodzą w głowę, jak męskich mężczyzn stłamsić i zmieszać z błotem.
- Dla mężczyzny, jeśli rozmawia się o kobietach, jedną z najważniejszych kwestii jest opozycja: monogamia versus poligamia. Pani Buonafiori ma w tej sprawie dość feministyczne zdanie.
- Ona rozumie to zjawisko. Ale chyba raczej nie przyzwala na nie. Ja sam, szczerze powiedziawszy, nigdy się nie zastanawiałem nad problemem poligamii jako takiej.
Nie skomentuję tego. Podrzucę jedynie ten artykuł na temat Barbary Buonafiori.
- Troszkę się Pan zastanawiał - sam pamiętam, że napisał pan szereg tekstów na ten temat.
- Tak, ale to nie znaczy, żebym ja się sam zastanawiał. Ja mówię o życiu praktycznym; nigdy nie rozważałem takiego rozwiązania jako realnej opcji.
- A jaki jest pana stosunek do prostytucji?
Tak swoją drogą, to nie czaję, czemu w pierwszych rozdziałach nawet zaimki osobowe były pisane z wielkiej, jakby wszyscy byli bóstwami, a w rozdziałach dalszych mamy "Pan" i "pan" na zmianę.
- Jest to zjawisko nieuniknione, co nie znaczy, że dobre. Ja nie rozumiem mężczyzn, którzy chodzą do prostytutek; po prostu nie rozumiem tego.
- Chce Pan powiedzieć, że jest pan zwolennikiem wolności prostytucji?
- Tak, oczywiście - nie można zabronić mężczyźnie i kobiecie tego rodzaju zachowań. Tym bardziej że tu w grę wchodzą rozmaite odcienie szarości.
- Ale jeśli chodzi o katolicyzm, który zajmuje ostre stanowisko w tej sprawie, to jest to zachowanie zdecydowanie potępione...
- Kościół może to potępiać - acz św. Tomasz z Akwinu uważał prostytucję za zło konieczne. Natomiast państwo nie powinno wkraczać w stosunki między mężczyznami a kobietami, bez względu na ich charakter.
I znowuż. Sommer pyta, Korwin odpowiada, Sommer powołuje się na Kościół, Korwin mówi to samo.
- Jest pan zwolennikiem likwidacji państwowych małżeństw?
- Tak, jestem zwolennikiem małżeństw czysto wyznaniowych - by państwo się do nich w ogóle nie mieszało.
- A od jakiego wieku kobieta mogłaby wchodzić w związek małżeński?
- Miarą dojrzałości mężczyzny jest pojawienie się u niego jabłka Adama, a u kobiety wiadomo - pierwsza miesiączka. Od tej pory kobieta jest dojrzała płciowo. Tak to określiła natura i tak to powinno być traktowane.
Miło, że Karwin traktuje małżeństwo jako służące li i jedynie prokreacji. Mówi o dojrzałości biologicznej, ani słowa o dojrzewaniu psychicznym. Czternastolatka na pewno jest w stanie podjąć rozsądną decyzje na temat zamążpójścia.
- Jaki jest Pana stosunek z jednej strony do antykoncepcji, a z drugiej do działań typu zapłodnienia in vitro? Tradycyjne podejście katolickie jest takie, że dzieci pojawiają się w wyniku obcowania płciowego i ani temu nie należy zapobiegać, ani tego w szczególny sposób przyspieszać.
- Ja uważam, że moralne jest oczywiście działanie na rzecz zwiększenia lub zmniejszenia tego prawdopodobieństwa. Natomiast jeśli chodzi o antykoncepcję, to uważam, że małżonkowie powinni być w każdym momencie gotowi na przyjście dziecka.
Zwłaszcza te czternastoletnie żony.
Zwiększanie i zmniejszanie prawdopodobieństwa spoko, ale antykoncepcja to przesada. Zupełnie jakby antykoncepcja nie służyła zmniejszeniu prawdopodobieństwa.
- Jest Pan postrzegany jako człowiek wykazujący niemieckie podejście do kobiety: "kościół, dziecko, kuchnia". Czy to prawidłowa i zasłużona ocena?
- Kiedyś czytałem, że ta reguła przez kobiety była odbierana z ogromną ulgą - bo przedtem musiały one wykonywać znacznie więcej czynności. Na Śląsku do dzisiaj ten model gdzieniegdzie przetrwał. Teraz oczywiście wiele kobiet ma inne zdanie - zdajmy więc sobie sprawę z uwarunkowań. Jednak z doświadczenia wiem, że mężczyzna najbardziej ceni kobietę, która dobrze gotuje, zajmuje się dziećmi, a chodzenie do kościoła tylko pomaga w tych dwóch czynnościach.
Można wymodlić smaczniejszą zupę dla męża.
- Czy wyobraża sobie Pan świat wracający do modelu wiktoriańskiego? Wspomniany przeze mnie Wilson pisze, że ów świat bynajmniej całkowicie nie zniknął - bo on sobie jakoś tam funkcjonuje, tylko nie ma teraz propagandy tego stylu życia. Jego zalety nie są podkreślane lub raczej są traktowane ewentualnie jako ciekawostka, Czy wyobraża Pan sobie powrót do takiego głównego modelu?
- Myślę, że nie, bo nie ma do tego podstaw materialnych - to znaczy obecnie jest materialnie zbyt dobrze. Jeżeli model monogamiczny jest lepszy gospodarczo, to trudne warunki go wymuszą. Jeżeli nie ma trudnych warunków, to nikt tego nie wymusi. Nie bardzo widzę kto miałby to zrobić.
Model monogamiczny trzeba obecnie jakoś szczególnie wymuszać?
Zresztą nie wiem, czy byłoby to w ogóle potrzebne. Mówiąc obrazowo: społeczeństwo, w którym każdy śpi z każdym, ale dzieci tego nie widzą, a wszyscy oficjalnie wyznają kult monogamii, wychowa zdrowe następne pokolenia. Z kolei społeczeństwo, w którym wszyscy zachowują się przyzwoicie, ale każdy mężczyzna przechwala się, jaki to z niego Casanova, a kobieta, że sypia z kim popadnie - bo taki jest wymóg kulturowy - wychowa pokolenie zboczeńców.
Znowu zbawienna hipokryzja.
Wychowa pokolenie zboczeńców, chyba że akurat była to kultura z tradycją poligamiczną - wtedy poligamia jest czymś absolutnie zdrowym i normalnym. Bo jest tradycyjna. Ale jak już mamy tradycję monogamiczną, to kłamiemy w imię zachowania tej tradycji. Bo to tradycja. Powtarzanie czynności przez pokolenia nadaje jej niepodważalną wartość.
Niestety patrząc z tej perspektywy, jest bardzo niedobrze, bo obecnie istnieje przyzwolenie na wszystko, a podejście purytańskie jest wyśmiewane.
- Jaka będzie kobieta przyszłości - bo rozumiem, że nie będzie to "matka-Polka", nabożnie pozostająca w jednym stadle przez całe życie? Pan tutaj przedstawia jakiś bardzo sodomistyczny obraz.
No jak? Przecież Pan Korwin udowodnił, że poligamiczne kobiety wymierają, bo się słabo rozmnażają.
- Trudno powiedzieć, bo zależy to od bardzo wielu czynników. Kobiety są z reguły bardzo plastyczne. (LOL) Zauważył Pan, że w tej chwili mamy ogromną dominację mężczyzn. Przecież najważniejszymi dziedzinami zajmują się wyłącznie mężczyźni. Feminizm to też męska ideologia, która sprzyja "udostępnianiu" kobiet. Tak więc to od nas samych zależy, jaka będzie kobieta przyszłości.
Feminizm służy udostępnianiu kobiet <3
- Pan radził, by córek nie posyłać np. do szkół, na uniwersytet i tak dalej. Ścieżka edukacji jest teraz taka, że kobieta przed 30. rokiem życia nie ma szans urodzić dziecka, chyba że przez przypadek. Idzie do liceum, potem na studia, później na jakieś praktyki, zaczyna pracę itd. Co z tym zrobić?
- Mieć podejście praktyczne. Obie moje córki urodziły dzieci - jedna w wieku 21 lat, druga 23.
Co za sukces wychowawczy. Gratulacje.
- Ale one nie wzorowały się na tym powszechnym modelu. Pan uważa, że to lepiej?
- Zdecydowanie lepiej.

I na tym kończy się rozdział "Kobieta". No może nie całkiem. Mamy jeszcze bardzo straszne zdjęcie Korwina i młodych dziewcząt.


11 komentarzy:

  1. O_O TO ZDJĘCIE JEST STRASZNE I KORWIN W OGÓLE NIE WYGLĄDA JAK PEDOFIL, KTÓRY SOBIE WYBIERA OFIARĘ. Y-Y. W OGÓLE.

    BTW, skoro Korwin chce pozostawić wyłącznie śluby religijne, to co mają zrobić ateiści?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być ateistami tak, żeby dzieci nie widziały, ale zawierać i chwalić śluby wyznaniowe. W ten sposób tradycja przetrwa, państwo nie będzie się mieszać, a młode pokolenie nie wyrośnie na zboczeńców.

      Z wyrazami szacunku
      Kazik

      Usuń
    2. A po co ateistom formalizacja. Przecież ich życie... przepraszam, wegetacja i tak nie ma sensu.

      Usuń
    3. Do Anonimowego: Ateiści mają nie być ateistami. Skoro Korwin jest katolikiem, to znaczy, że wszyscy nimi mamy być, prawda?

      Usuń
  2. W sumie, czegoś takiego mniej-więcej się spodziewałam - bełkot bełkot poganiający, teorie oparte na tradycyjnym takmisięwydajmizmie, wspierane przez statystyki opracowane przez Instytut Badań im. Wyssane Zpalca. Miodzik.
    A "jak by nie było, będę się upierał" wchodzi do mojego codziennego słownika <3
    Liczę na jeszcze większe cuda w rozdziale o masonach! Królu, nie zawiedź!

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

    OdpowiedzUsuń
  3. Oesu, nie zdzierżyłam, odpadłam chyba w połowie poligamii. Zwycięzcą wszystkich medali jest dla mnie: "Dla mężczyzn, bo mężczyźni to lubią - a dla kobiet dlatego, że liczba atrakcyjnych mężczyzn jest ograniczona i często lepiej jest być tą drugą, ale mieć lepsze potomstwo." Już to widzę: "wiesz, niby ma już żonę, ale sama wiesz, jak trudno dziś kogoś znaleźć, a nie można wybrzydzać, kiedy chodzi o dobro potomstwa". Kwiiik. W ogóle bawi mnie rozumienie poligamii jako "posiadanie więcej niż jednego partnera/partnerki seksualnej na przestrzeni jakiegoś czasu". Te poligamistyczne zachodnie kobiety, po prostu jeden wielki zamtuz i sodomora. Chyba nie mogę w tę politykę głębiej wchodzić, bo mi ciśnienie skacze. Ale podziwiam wytrwałość.
    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za artykuł o Buonafiori, ubaw naprawdę przedni. Spodobał mi się zwłaszcza jeden cytat: "Mózg kobiecy popaść może w rezonans wytworzony przez mózg innej kobiety". Wyobraziłam sobie, jak dwie sąsiadki spotykają się w spożywczaku, po czym stykają czołami i zaczynają drgać żeby przekazać sobie "rezonanse"...

    OdpowiedzUsuń
  5. "Kobiety są z reguły bardzo plastyczne." To stąd biorą się te wszystkie Escher girls?

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja lubie Korwina i bede na niego glosowac!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawno nie widzialem tak durnej analizy.

    OdpowiedzUsuń