O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

31 sierpnia 2015

Komiksoanaliza "Roku w Poziomce" Katarzyny Michalak - część czwarta

Kontynuujemy przygodę z tą niezwykła książką.

Tekst oryginalny siwy lub czarny, tekst mój czerwony lub fioletowy.

Praca nad okładką pochłonęła Ewę bez reszty. Na po­czątku zamierzała zlecić to odpowiedzialne zajęcie profesjonaliście, ale po paru projektach, jakie otrzymała, rzekła do siebie: „O nie!". Odgrzebała starego Photoshopa, przypomniała sobie czasy, gdy pracowała dla „Domu z Duszą", i... zaczęła tworzyć radośnie piękną oprawę dla książki Karoliny.
Wiadomo, że projekty były kiepskie. W końcu dzisiejsi graficy to nie to samo co dawni mistrzowie.
Ewa poradzi sobie lepiej. Ma w końcu doświadczenie w pracy w grafice bez wykształcenia i po znajomości.

Do biura przychodzi Karolina i usprawiedliwia się Ewie ze swojego związku z Andrzejem, nuda.

— Andrzej nie próbował mnie uspokoić. Nie zbył dur­nym „wszystko będzie dobrze". Czekał, aż wypłaczę się do końca, miał cierpliwość, mówię ci, Ewuś, bo długo rycza­łam, a potem znów zapytał: „Co możemy zrobić, byś cał­kowicie wyzdrowiała?". I wtedy poczułam, że go kocham... Nie, czułam to już wcześniej. Wtedy pozwoliłam sobie po­ kochać tego mężczyznę. I nie jest to wdzięczność, że pró­buje ocalić mi życie, choć oczywiście jestem mu wdzięcz­na. Wiesz, on się nade mną nie roztkliwia, nie lituje. Ten pierwszy raz, kiedy płakałam z głową na jego ramieniu, był ostatnim razem. Od tamtej pory nie pozwolił mi na chwilę zwątpienia czy załamania. Walczy. I życzy sobie, bym i ja się nie poddawała. Uruchomił swoje znajomości w Stanach, w Kanadzie i w Australii, wszędzie tam, gdzie mają największe banki szpiku, ale wiesz, ja mam bardzo rzadką grupę krwi i znalezienie dawcy zgodnego nie bę­dzie takie proste...
Czy COKOLWIEK w Michalakverse załatwia się inaczej niż po znajomości?
— Znajdziemy go! — Ewa uniosła głowę, otarła zapła­kane oczy i powtórzyła z żarem: — Zobaczysz. Znajdzie­my dawcę i dla ciebie, i dla twoich przyjaciół. Obiecuję. Zaraz siądę do planów kampanii społecznej, podzwonię po ludziach z podyplomówki, zrobimy burzę mózgów, jak dotrzeć do potencjalnych dawców, i znajdziemy dla ciebie szpik. I... cieszę się, że spotkałaś Andrzeja. On... potrafi opiekować się... — „życiowymi kalekami", chciała dokończyć, mając siebie na myśli, ale na szczęście ugryzła się w język. — A teraz zmykaj, obiecałaś przejrzeć dzisiaj poprawki redaktorskie.
Karolina palnęła się w czoło gestem tak komicznym, że obie wybuchnęły śmiechem. Śmiały się tak serdecznie, aż znów łzy pociekły po policzkach, były to jednak dobre, oczyszczające łzy.
Nie wiem, czemu ten fejspalm jest taki śmieszny, ale okej.

Śmiech zza ściany zastanawia Andrzeja, który pyta Ewę o przyczynę wesołości.
— Omawiałyśmy strategię — Ewa puściła doń oczko — jak zaciągnąć cię przed ołtarz.
— To zależy od tego, kto mnie będzie zaciągał — od­parł. — Jeśli Felek z kotłowni, czeka was trudne zadanie. Ale nie przeszkadzajcie sobie... — Zniknął, zamykając za sobą drzwi. 
Hue, hue, hue.
Jest na sali ktoś, kogo ten element komiczny rozbawił? 
Serio pytam, bo może to ja mam jakieś dziwne poczucie humoru. 
Dopiero w swoim gabinecie opadł z westchnie­ niem ulgi na kanapę, pokręcił głową, zmówił dziękczynną modlitwę i... sięgnął po laptop, by sprawdzić kursy akcji. Znając rozmach, z jakim Ewa podchodziła do wszelakich projektów, on, jedyny samiec na pokładzie, musiał się za­jąć zarabianiem pieniędzy na te projekty.
 

Czy Andrzejowi, milionerowi i potentatowi, młodemu rekinowi biznesu, nie przyszło do głowy, że tak się kończy zatrudnianie niewykwalifikowanych ludzi po znajomości? I to naprawdę niezależnie od płci?

Ewa uśmiechnęła się do wspomnienia tamtego dnia Czuła taką radość w sercu, że nie musi żywić więcej ura­zy ani do niego, ani do niej. 
Jakiej urazy...
Ja rozumiem, że Ewa jest zakochana w Andrzeju, ale naprawdę, żywienie do niego i jego dziewczyny urazy...
I jakie "musi"? Dlaczego "musiała" czuć do nich urazę aż do momentu kiedy Karolina opowiedziała jej swoją historię miłośną? Co to zmienia?
Niczego nie rozumiem.
Że może serce trochę boli — bardzo boli! — ale bardziej bolałoby, gdyby Andrzej związał się z jakąś pustogłową, długonogą pięknością, bo wtedy straciłaby do niego nie tylko serce, ale i szacunek. 
Ewa, to niskie.
Ewa, przestań.
Ewa, nie powielaj, nie utrwalaj stereotypów o tym, że kobieta jest albo piękna albo mądra. Czy nie zachwycałaś się pięknem Karoliny jeszcze kilka stron temu?
A tak ona, Ewa, mogła nadal tutaj pracować, rozwijać swe zdolności, które — jak się nagle okazało — posiada, 
Dopiero w pracy się okazało, bo nikt tego nie sprawdzał przed zatrudnieniem jej.
reali­zować zamierzenia, spełniać marzenia swoje i innych; 
No, na pewno nie zawodowych grafików i osób lepiej wykwalifikowanych na jej stanowisko. Ci siedzą na bezrobociu.
Ale hej! Niedługo w księgarniach podziwiać będą mogli uroczą okładkę uroczej książki uroczej pisarki wydanej przez uroczą bohaterkę. I będą mogli utożsamić się z jej uroczą protagonistką.
Chociaż nie jestem taka pewna co do utożsamienia się. Bohaterka musi być znacznie bardziej urocza, skoro podpieprzyła im posadę.
Ka­rolina mogła kochać swego księcia, nie bojąc się, że w od­wecie Ewa odbierze jej radość z debiutu, zniszczy książkę celowo nietrafioną kampanią promocyjną, szkaradną okładką czy po prostu ciszą w eterze — wystarczyłoby pa­rę telefonów do tych, którzy przeprowadzili z Karoliną wywiady, by nie ukazały się one w mediach, a książka bez wsparcia mediów nie zaistniałaby; z kolei Andrzej mógł spokojnie walczyć o życie swej księżniczki na właściwym sobie froncie: pieniędzy i znajomości.
Dobra, czuję się zaniepokojona.
W świecie jak podłych, a jednocześnie zwyczajnie głupich, ludzi żyje Katarzyna Michalak?
Serio, podkładanie się w pracy, rezygnując przy okazji z zarobku i spełnienia marzenia o domu, bo KSIUNSZKE NAPISAŁA LASIA CO ODBIŁA MI FACETA CO I TAK MNIE NIE CHCIAŁ ONEONE?

Zgadnijcie kto składa wizytę w wydawnictwie. 


Po samochód kupiony na Allegro wybiera się nasza bohaterka wraz z Izabelą.
— Nie mogłaś namierzyć tego cuda gdzieś bliżej? W Warszawie nie znalazłabyś jakiegoś grata za trzy tysiące?
— A były, były... Beznadziejne seicento i inne skody. Ja, kochana, będę jeździć volkswagenem. Kombi!
— A ty w ogóle umiesz jeździć? — zaniepokoiła się Iza, która miała być pasażerem.
— Przecież się uczyłam. — Ewa przewróciła oczami na taki afront. — Mam na to papiery.
— Z tego co pamiętam, mało nie przejechałaś na placu egzaminatora...
— Nie egzaminatora, sklerozo, tylko instruktora, gdy egzaminator nie widział. I nie zaraz „przejechała", a tylko „potrąciła". To różnica
— I nie umiesz skręcać!
— Oj, nie bądź taka drobiazgowa! Właśnie, że umiem! W prawo. Mam tylko kłopoty z włączeniem się do ruchu...
— Wysiadam. — Iza złapała torbę i wstała z zamiarem natychmiastowego opuszczenia autobusu. Niech Ewa za­bija się sama..
— Czekaj! — Przytrzymała ją za rękaw kurtki. — Nie chciałam ci tego mówić, ale to ty będziesz prowadziła..
— Ja?! Ja?! No... — Iza zaniemówiła.
— No, ty — westchnęła jej rozmówczyni. — Zrobiłaś prawko miesiąc temu. Masz wszystko świeżo w głowie... 
Iza milczała długą chwilę. Wreszcie wyrzuciła z siebie:
— Powiedz mi, zdradź jeden dobry powód, dla którego jestem twoją przyjaciółką.
— Liczysz na moje pieniądze, gdy już wydam bestseller i będę nieprzyzwoicie bogata — odparła Ewa ponuro, a Iza musiała się roześmiać.
Nie wiem jak wy, ale ja bym się serio zastanawiała, dlaczego przyjaźnię się z osobą tak skrajnie nieodpowiedzialną.
I naprawdę nie podoba mi się robienie elementu komicznego z zamiaru stwarzania niebezpieczeństwa na drodze. Ciekawe jak patrzyłaby pani Michalak na takie zachowanie, gdyby to pozytywna Ewa, a nie negatywny Alfred, zabiła jej avatara w "Nie oddam dzieci".

W każdym razie nasze bohaterki jadą samochodem, w którym po drodze kończy się benzyna. Pomoc oferuje Przystojny Nieznajomy.
— Może on nas chce, wiesz, w łeb i cnotka albo pie­chotka? — zaszeptała Ewa.
— Głupia jesteś, przecież nie zaproponował podwiezie­nia, tylko podholowanie! Jeśli skręci w las, żeby nas, wiesz, w łeb i cnotka albo piechotka, zdążymy wyskoczyć.
— I nie dogoni nas terenówką?
— Musiałby się rozdwoić! Cicho, idzie... 
Iza przykucnęła przy mężczyźnie, patrząc, jak mocuje się z węzłem, który miał utrzymać ciężkie kombi. I ich dwie.
— Jak pan ma na imię? — zagaiła.
Zmieszał się wyraźnie.
— Przepraszam, powinienem się najpierw przedstawić, potem porywać wasz samochód. Witold Jasielski.
 
Wkleiłam w sumie tylko dla urody zwrotu: "cnotka albo piechotka".

Ewa zauważa na palcu Witolda obrączkę, więc bierze go za żonatego, ale okazuje się, że jest on wdowcem. Witold odjeżdża, a Izabela jest zła na Ewę, że go nie podrywała.
W ogóle skończ mnie swatać, bo bokiem mi to wychodzi! Czy wiesz, jak to się skończyło ostatnim razem?!
Iza natychmiast zapomniała o złości, pytając z cieka­wością:
— No jak? Jak? Bo słowa nie pisnęłaś?
— W łóżku! Z facetem, którego twarzy nie pamiętam!
— Ale pamiętasz chyba... to i owo?
— Tego też nie! I wcale nie jest to zabawne! Wiesz, ile nerwów mnie kosztowało czekanie na wynik testu na HIV?!
— No tak... To jest ryzyko jednonocnych przygód... — Iza pokiwała ze zrozumieniem głową, a Ewie nagle złość opadła Jej ukochana przyjaciółka żyła w zupełnie innym świecie. Dla niej problemem był ewentualny HIV, a nie samo przespanie się z nieznajomym. Bo takich jednonoc­nych randek Izabela Maczek zaliczyła mnóstwo. Nie, nie była puszczalska, po prostu lubiła korzystać z życia bez ograniczania się bzdurnymi zasadami. Zasadami, które miały rację bytu w wieku lat osiemnastu, gdy dziewczy­na wierzy jeszcze w księcia na białym koniu, ale nie po trzydziestce, kiedy to książęta zdążyli wyłysieć, a konie wyzdychały. — Ale wiesz, ten Witold na pewno nie byłby jednonocną przygodą. Sprawiał wrażenie solidnego face­ta. Takiego, który i damę w opresji poratuje, i przedstawi się z imienia i nazwiska, nim tę damę do łóżka zaciągnie.
Mój jeżu, to jest tak złe, że nawet nie wiem od czego zacząć. 
Może od tego, że EWA ZOSTAŁA ZGWAŁCONA i nazywanie tego gwałtu jednonocną przygodą czy przespaniem się z nieznajomym jest tak samo adekwatne jak nazwanie pobicia aerobikiem.
I prosiłabym, żeby Kejt wyjaśniła mi, czym według niej różni się "puszczalstwo" od korzystania z życia, mając wiele jednonocnych przygód, nie przejmując się bzdurnymi zasadami. Bo coś mi się zdaje, że różnica polega na tym, że bohaterki pozytywne mają jednonocne randki, a bohaterki negatywne "puszczają się".
Zdumiewające, jak AutorKasia naraz dostrzega głupotę slut shamingu, a jednocześnie tak bardzo go wspiera.
Księcia na białym koniu, jak rozumiem, łowi się na dziewictwo, i dlatego zacząć decydować o własnym ciele może kobieta, dopiero jak nie ma już szans na żadnego, bo jest za stara.
W ogóle nie wiem czy wymarzony facet każdej kobiety to taki, który z góry skreśla wszystkie po trzydziestce i bez dziewictwa.

W każdym razie, wracając do wydawnictwa:
— Jak wam się podoba? — pytała Karolinę i Andrzeja pochylonych nad ekranem komputera, ze wstrzymanym oddechem czekając na werdykt.
Okładka książki mogła zadecydować o jej sukcesie albo porażce. Nie miała wprawdzie znaczenia przy wy­ robionych nazwiskach — książki uznanych autorów roz­chodziły się jak świeże bułeczki bez względu na opako­wanie — ale w przypadku debiutu literackiego okładka to być albo nie być tytułu. O tym Ewa była przekonana na dwieście procent, dlatego też nad oprawą "Jagódki" spędziła ładnych parę dni. I teraz oto oddawała swe dzieło pod ocenę najsurowszego sędziego: autorki powieści.
— Jest... Jest niesamowita. Przepiękna — westchnę­ła w końcu Karolina z głębi serca. Nie chciała przyznać nawet przed sobą, jak bardzo jej samej na tym zależało.
— Jest... urocza. I magiczna... Dziękuję, Ewuś. — Pocałowa­ła ją w policzek i... uciekła. Wypłakać się z ulgi i radości.
Przypominam, że okładka "Lata w Jagódce" wygląda tak:


Nie wiem, czy jest się czym tak podniecać.

Nagle do Ewy przyjeżdża Witold, który okazuje się dawnym znajomym Andrzeja.
— Dzięki tobie na matmie nie musiałem się wysilać.
— I do dziś wisisz mi za to przysługę — zgodził się An­drzej. — W swoim czasie się o nią upomnę.
— Mam nadzieję, że nie o Ewę? — Tamten puścił oczko.
— Nie, Ewa jest do wzięcia...
— Ja ci dam „do wzięcia"! — wściekła się dziewczyna
— Już raz słyszałam taki tekst. Już raz oddawałeś mnie w dobre ręce. Może ogranicz się z tą rozrzutnością, co?!
Andrzej nagle spoważniał.
— O te ręce możesz być spokojna. Witek może nie był asem matematyki, ale nikt tak jak on nie troszczył się o matkę i siostry, gdy odszedł od nich ojciec. Ile lat miałeś, bracie, gdy zostałeś głową rodziny?
— Daj spokój. — Witold pokręcił głową, zawstydzony.
— Stare dzieje... Dziewczyny dawno wyrosły na szczęśliwe matki i żony...
Troszkę przytłacza mnie stężenie patriarchatu w tym fragmencie.

Zaczyna się rozdział "Listopad". Ewa i Witold zawierają coraz bliższą znajomość i okazuje się, że Ewa jest w ciąży. Andrzej oferuje się uznać dziecko za swoje, byleby tylko Ewa nie dokonała aborcji, która określana jest eufemizmem "coś ostatecznego". Jest to pierwszy i ostatni raz, kiedy ktoś w tej książce wspomni o aborcji jako o opcji dla zgwałconej kobiety.
— Ryzykowałbyś miłość Karoliny, biorąc na siebie odpowiedzialność za mój grzech? — W jej głosie słyszał gryzącą ironię, ale to było lepsze od tej niemej rozpaczy.
Grzech był, ale na pewno nie Ewy.
— Jaki grzech, kobieto?! — zdenerwował się. — Żyjemy w średniowieczu czy w dwudziestym pierwszym stuleciu? Tego się boisz? Potępienia?
Spojrzała w okno. Nie myślała jeszcze o potępieniu. Właściwie odkąd usłyszała niewczesne gratulacje leka­rza, miała w głowie jeden wielki krzyk: co powie matka? Jak ona zniesie upadek córki? 
Jaki upadek. 
Jak zniesie powtórzenie własnego losu? Nie, nie będzie wymyślań ani krzyków, matka po prostu umrze z rozpaczy, bo chyba tego bała się przez całe Ewusine życie najbardziej: by jej córeczka nie skończyła tak jak o n a Jako podnóżek niekochającego i niekochanego mężczyzny. Ale... jak Andrzej słusznie zauważył, jest wiek dwudziesty pierwszy. Samotne matki żyją pośród społeczeństwa na takich samych prawach jak te szczęśliwie zamężne. Nieszczęśliwie zresztą też. Radzą sobie. Chyba...
Dlaczego w ogóle potrzeba jej zapewnień, że społeczeństwo nie kamienuje samotnych matek, mnie tam się to zawsze zdawało oczywiste.

— Nie wiem, kto to był — wyrzuciła z siebie to straszne wyznanie. — Poszłam na imprezę, spiłam się i ocknęłam w hotelowym pokoju już... po. Nie pamiętam nawet jego twarzy.
Z tego co pamiętam, to nawet się nie spiła, tylko wypiła jednego drinka.
— Więc jednak to był gwałt — warknął, zaciskając bez­wiednie pięści. 
WRESZCIE KTOŚ TO NAZWAŁ PO IMIENIU.
Wykorzystanie nieprzytomnej kobiety nie mieściło się Andrzejowi w głowie. — Kiedy to było? — W je­go głosie brzmiała teraz wściekłość i odraza. Na szczęście do tamtego, nie do Ewy.
To nie jest żadne na szczęście, to jest tak, jak powinien. Wściekłość i odraza do Ewy byłaby zła i nieuzasadniona.
— Nieważne — ucięła. — Ważne, że...
— Mógł być czymś zarażony! — znów warczał, by nie krzyczeć.
— Prze-przebadałam się — wyjąkała. — Wiem, wiem, jestem idiotką, nieodpowiedzialną idiotką, ale... ja nic nie pamiętam — znów zaczęła cicho płakać.
— Wrócimy do tego — odparł już spokojnym tonem. 
Tak bardzo brakuje mi w tej książce czegoś o tym, jak bardzo Ewa nie powinna czuć się winna.

Ewa wychodzi ze szpitala i wraca do domu.
— Dziękuję, Andrzej. — W jej głosie nie było nawet cienia wdzięczności. — Za propozycję uznania dziecka szczególnie. To było bardzo wielkoduszne z twojej strony. — A on to ostatnie zdanie odebrał jak policzek. 
Okej, ja naprawdę nie wiem o co chodzi. 
Ewa została sama Sama z niewesołymi myślami. Jest w ciąży... Nie, to niemożliwe! Jak ona mogła...?!
Nagle dotarły do niej słowa Andrzeja „przecież zawsze marzyłaś o dziecku. Poradzisz sobie. Nie jesteś sama". I musiała się uśmiechnąć. Również na jego desperacką propozycję. Który mężczyzna zechciałby zostać ojcem nie swojego dziecka? Nie kochając, rzecz jasna, matki tegoż? 
Ewa pokręciła głową. Znów blady, nieśmiały uśmiech rozjaśnił oczy dziew­czyny. To prawda: pragnęła maleństwa najbardziej na świecie, chyba bardziej niż własnego domku. A teraz miała domek i... nosiła pod sercem... No właśnie — pomknęła do swoje­go pokoju, gdzie pod oknem królował komputer. Weszła do internetu, odnalazła stronę dla przyszłych mam i aż westchnęła w zachwycie. Według zgromadzonej na forum wiedzy jej ociupinka mierzyła już całe dwa milimetry! Jeszcze parę tygodni i będzie widoczne bijące serduszko!
Nie mam pojęcia, ile czasu minęło od gwałtu i czy "ociupinka" ma akurat dwa milimetry, ale na miejscu Ewy raczej nie ufałabym "forom dla młodych matek", bo mają raczej złą sławę. Już prędzej sprawdziłabym na Wikipedii.
— Moje małe... — szepnęła, kładąc rękę tam, gdzie po­winno się „moje małe" znajdować. — Będę cię kochała, przyrzekam. Muszę tylko trochę przywyknąć. I dostaniesz to wszystko, czego ja nie miałam. Musimy znaleźć ci tatu­sia. I to szybko!
Zdaje wam się to luźnym planem? Nic mylniejszego.
Jak na zawołanie zadzwoniła komórka. Ewa sięgnęła po aparat i widząc, czyje imię się wyświetliło, cofnęła dłoń.
Znów posmutniała
Witold. Ostatni, którego wrabiałaby w dziecko. Był za dobrym człowiekiem, by tak go krzywdzić. Le­piej więc uciąć to od razu, zanim... Zanim Ewa przedstawić mu swego narzeczonego, ojca dziecka 
Teraz potrzebowała Izy. Jej pomysłów i determinacji w swataniu przyjaciółki. Po raz pierwszy Ewa nie będzie się broniła. 
Tak, nasza protagonistka, urocza bohaterka, z którą każda z nas może się utożsamić, zamierza perfidnie i z pełną premedytacją wrobić w ojcostwo jakiegoś niewinnego faceta. 

Znowu wracamy do wydawnictwa.
"Jagódka" weszła dziś na Top Empiku. Dwa tygodnie przed premierą — mówił, widząc coraz większe oczy przyjaciółki, oczy wypełnione z począt­ku niedowierzaniem, a potem szaloną radością Rzuciła mu się na szyję. Przytulił ją mocno. — Dokonałaś tego! Jesteś niesamowita, dziewczyno...
Ciekawi mnie, jak to się stało, bo jest to pierwsza książka tego wydawnictwa, a zarazem pierwsza książka Karoliny, także nie mieli wyrobionej marki, a o promocji książki raz było wspomniane w planach, ale nic nie było powiedziane o tym, żeby gdzieś ją w końcu reklamowali.
— Nie przeszkadzam? — padło od progu. Karolina sta­ła w drzwiach, nie wiedząc, czy wejść, czy zamknąć za sobą dyskretnie drzwi i pobiec do łazienki, by tutaj, zaraz, nie wybuchnąć płaczem. Przyjaźń przyjaźnią, ale Ewa w objęciach Andrzeja — to było ponad wytrzymałość dziewczyny.
Nie wiem też, skąd nagle motyw zazdrości Karoliny o Ewę, kiedy to Ewa była zazdrosna o Karolinę do tej pory, a Karolina do zazdrości nawet nie miała powodów.
Poza tym, ludzie, przecież on ją tylko przytulił.
On jednak podszedł teraz do Karoliny, z tym samym wydrukiem empikowej strony. Bez słowa wręczył jej kartkę i obserwował teraz minę "Jagódkowej" autorki.
— Udało się? — wyszeptała, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Skinął głową i po chwili tulił drugą wielką zwyciężczy­nię tego wyścigu po marzenia
— Jeszcze nic nie wiadomo — zastrzegł. — Wszystko może się zmienić, ale moi kumple z branży wydawniczej od rana dzwonią z mniej lub bardziej szczerymi gratula­cjami. Bestseller Empiku dwa tygodnie przed premierą to ponoć niebywały sukces. Będziesz gwiazdą! — zaśmiał się, obracając Karolinę w powietrzu. Zapiszczała jak mała dziewczynka, oswobodziła się.
— Ewa... — spojrzała w stronę biurka, ale Ewy już tam nie było.
Wymknęła się, gdy Andrzej przytulał Karolinę.
— Ty głupia, ty! — Złościła się teraz na siebie, ocierając spocone oczy. — On ma Karolinę, ty masz Ociupinę. To jest sprawiedliwe. Więc będziesz pogodnie patrzyła, jak się tulą, milą i całują. Ale... może od jutra. 
Czemu to przytulanie to jest wyraz jakiś wyższych uczuć romantycznych, kiedy to zwykły przyjacielski gest.
Teraz musisz wpaść do Anki z księgowości, zapytać, co zrobić z włosa­mi, by zaczęły przypominać fryzurę nowoczesnej kobiety, a nie Kopciuszka przed przemianą w dynię. Nie, Witold — odparła, patrząc na wyświetlacz komórki. On znów dzwonił. A ona nie odebrała. Nie miała jeszcze pomysłu, jak zakończyć tę znajomość. Jaki dać powód, wiarygodny powód, by zniknął z jej życia. W „znudziłeś mi się, nie chcę cię więcej widzieć" mężczyzna nie uwierzy. I słusznie. Ewa chciała go widzieć. Często. Coraz częściej. Ale... nic z tego.
— Jesteś przy nadziei — mruczała, idąc korytarzem biu­ra. — Musisz myśleć o dziecku. Sentymenty się skończyły.
O co ci chodzi, Ewa, serio. Może mu po prostu powiedz, że jesteś w ciąży. Może dalej będzie zainteresowany, a jeśli nie, to dlaczego masz tracić w nim przyjaciela, skoro się lubicie.
Naprawdę coraz mniej rozumiem cokolwiek w tej książce. 
— Ewka! Zatrzymaj się! — usłyszała naglący głos Karo­liny. 
Dziewczyna dopadła ją w następnej chwili.
— Jezu, nie rób mi tego więcej! Nie znikaj, gdy chcę cię uściskać, obcałować i ci podziękować, tylko dlatego że ściskał mnie i całował Andrzej. Ten sam, który chwilę wcześniej ściskał i całował ciebie. Czy mówię z sensem? — Oparła się, zdyszana, o ścianę.
 
Nie mam pojęcia, już o niczym nie mam pojęcia.

Do zobaczenia za tydzień. 

10 komentarzy:

  1. "Nie znikaj, gdy chcę cię uściskać, obcałować i ci podziękować, tylko dlatego że ściskał mnie i całował Andrzej. Ten sam, który chwilę wcześniej ściskał i całował ciebie. Czy mówię z sensem? — Oparła się, zdyszana, o ścianę."

    Najwyraźniej Ewa, zazdrosna o Andrzeja, uznała, że skoro nie będzie z nią, nie będzie z nikim. I przytulając Andrzeja, wtarła w niego jakąś truciznę, którą on następnie przeniósł na Karolinę.

    Melo

    OdpowiedzUsuń
  2. Boze, jak to czytam przychodza mi na mysl same brzydkie slowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się teraz jakim cudem ten twór wydawał mi się trochę lepszy od pozostałych dzieł Michalak. Przyznam że czytając serię Poczekajkową czy Bezdomną wiedziałam że autorka pisała to wszystko na serio i naprawdę wierzy że wykreowany przez nią świat jest realistyczny. Czytając Poziomkę chyba nie chciałam uwierzyć że peron jej tak całkiem odjechał i nie traktowałam tego jako poważnej pisaniny. Myślę że Kejti bazgrała to na kolanie czekając w kolejce u lekarza czy gdzieś, byle tylko mieć jak najszybciej co wysłać wydawcy i wyrobić normę "jedna powieść na dwa miesiące". I tak też to czytałam. Jednym okiem śledziłam serial czy przeglądałam strony w internecie co jakiś czas podczytując kilka zdań książki i zapamiętałam ją jako spisaną telenowelę (szczególnie ze względu na końcówkę) ale w sumie średnio szkodliwą.
    Dopiero teraz widzę jak bardzo się myliłam, nie wiem czy Michalak stworzy kiedyś dzieło nie przesiąknięte seksizmem, patologią, krzywdzącymi stereotypami, wypaczonym obrazem relacji społecznych i rzeczywistości.
    Miuki-chan

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje komiksoanalizy swoją niezwykłą szczerością obnażają "kunszt i talent literacki" pani Michalak (i nie tylko), ale robią to w taki sposób, że po przeczytaniu jednej notki nie mogę przestać się śmiać przez następne piętnaście minut. Bawi mnie, a jednocześnie przeraża w jaki sposób Kejt przedstawia świat w swoich książkach (a może po prostu ona załatwiła sobie wydawanie swoich "dzieł" przez jeden z podanych sposobów w "Roku w Poziomce"? Nie śmiem nawet wskazać żadnego konkretnego...).
    Rób dalej co robisz, jesteś w tym świetna~! Czekam na więcej.
    Thorinanei

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pisała na blogu, jej książki na początku odrzucali wszyscy wydawcy, do czasu aż wydała "Poczekajkę" za własne pieniądze i za własne pieniądze nakręciła do niej teledysk, który na płycie dołączała do powieści i taki komplet osobiście niosła do wydawnictw, nie wiem czy nie wystylizowana jak jej alter ego z tej właśnie książki, które też grała w teledysku.
      Kilka raz tę historię (o ile czegoś nie przekręciłam) opowiadała jako przykład wzięcia losu w swoje ręce i spełniania marzeń.

      Usuń
  5. Nie wiem czy jeszcze trafiasz na komentarze pod starymi analizami, ale jest jedna kwestia, która nie daje mi spokoju - czemu tak uparcie twierdzisz, że przygodny seks Ewy z nieznajomym jest gwałtem? Znaczy, z tego co mogę wyczytać z podanych przez ciebie fragmentów, wnioskuję, że nie miała nic przeciwko po fakcie i żałowała tylko, że nawet nie pamięta jak było i z kim. Mogłabyś mi to jakoś wyjaśnić, bo może coś mi umknęło?
    Ogólnie analiza genialna, nadrabiam wszelkie zaległości związane z odkrytą niedawno przeze mnie aŁtorKasią i chyba na razie nic nie jest w stanie przebić Twojego opka na podstawie jej twórczości (pod Nadzieją) :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko przed informacją o tym, że nie wypiła dużo. Bo twierdziłaś to od początku, a dopiero tu wychodzi, że ktoś musiał jej coś wrzucić do drinka.

      Usuń
    2. To dlatego, że przed przystąpieniem do analizy przeczytałam całą książkę. Teraz nie pamiętam już dokładnie procesu pisania postów, ale wydaje mi się, że mogłam analizując nałożyć od razu informację, którą czytelnik zdobywa później w trakcie lektury.
      Pozdrawiam również.

      Usuń
  6. Yy, czy to ja czegoś nie rozumiem, czy prawidłowo wydaje mi się, że coś jest nie tak, kiedy książka staje się bestsellerem - czyli najlepiej sprzedającą się książką - PRZED PREMIERĄ? Dafak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o wyniki z przedsprzedaży, nue do końca wiem, jak to działa, ale,Kasia często chwali się przedsprzedażowymi bestsellerami.

      Usuń