O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Przyszło mi do głowy, żeby publikowane wcześniej na forum analizatorskim dzieUo opublikować ponownie, tym razem na swoim własnym blogasku. Tutaj też będą się pojawiać (mam nadzieję) moje kolejne wariacje na temat opek i analiz. Pierwsze odcinki wyglądają strasznie źle, ale nie bójcie się, dalej jest tylko bardzo źle.

Komiks pojawia się w poniedziałki lub wtorki, zależnie od weny i nastroju aŁtorki.

A zdjęcia słodkich margajów do galerii możecie przesyłać mi na esia221@gmail.com ;)

22 września 2015

Komiksoanaliza "Roku w Poziomce" Katarzyny Michalak - część szósta

Po przerwie zapraszam na kolejną porcję przygód Ewy. Ostrzegam, że tak jak pisząc analizę staram się powstrzymywać przed wulgaryzmami, tak w tym odcinku kilka ich padnie, bo materiał jest naprawdę mocny.

Tekst oryginalny ciemnosiwy lub czarny, tekst mój fioletowy lub czerwony.

Zbliżają się Święta i Ewa nie chce spędzić ich samotnie, ale spędza. I w trakcie spędzania ich samotnie myśli o swojej matce i babci. Nie, nie wiem, czemu ich nie zaprosiła/ nie pojechała do nich.
Nagle jej samotność przerywa pojawienie się jej matki, babci i kilkorga znajomych.
Z taką właśnie książką mamy do czynienia, jeżeli ktoś, jakimś cudem, jeszcze się nie zorientował.

Mamy też ładny przykład przesiąknięcia seksizmem.
Mężczyźni zestawiali stoły i znosili krzesła, kobiety za­jęły się wieczerzą na siedem osób

A zaraz za nim element, hehe, komiczny.
— A co to...?! Co tutaj jest?! — Iza wykrzyknęła nagle z drugiego pokoju, gdzie Ewa urządziła prowizoryczną pralnię.
„Pożar! — to było pierwsze, co przyszło Ewie do głowy. — Nie pożar, głupia! — ofuknęła się w następnej chwili, biegnąc do pokoju. — Pewnie Iza znalazła moje majtki. O kurrrczeeee..." — aż usiadła na progu.

Okazuje się oczywiście, że chodzi o prezent, którym jest nowa pralka.

Ewa też ma dla wszystkich prezenty:
Pod choinką znalazły się: przepięknie oprawiony ręko­pis „Lata w Jagódce" dla Karoliny — dziewczyna ze łza­mi w oczach uściskała Ewę, co rusz zerkając na prezent; elektroniczny papieros dla Andrzeja, ale nie jakiś tam, w kształcie pióra, z inicjałami właściciela, tylko całkowi­cie autorskiego projektu: landrynkowo różowy, z podpi­sami wszystkich pracowników — „Ewka! Jak ja to będę teraz palił?!"; dla Izy żaden tam zestaw kosmetyków, żad­ne rajstopy, tylko... odręcznie spisana książka kucharska z 1837 roku — „Skąd wiedziałaś, że uwielbiam wydania antykwaryczne?! Kurde, jakie cudo! Przecież to fortunę musiało kosztować!". A dla Witolda... tu Ewa napracowała się najbardziej, choć właściwie zrobiła to dla siebie, nie dla niego: wieczorami z kawałków gąbki, włóczki, zapa­łek malowanych na pociemniałe ze starości drewno i Bóg wie czego jeszcze tworzyła na kawałku dykty... swój ogród, według projektu Witolda.
Naprawdę nie wiem, ile hajsu i po co wydała Ewa na te dwa rękopisy. Lub ile czasu zmarnowała na ręczne przepisanie "Lata w Jagódce". Nie bardzo też wiem, dlaczego stwierdziła, że Andrzejowi spodoba się różowe pióro, kiedy jej składający się głównie z seksistowskich stereotypów umysł sam siebie beształ za porównanie go do kobiety. Sklejanie modelu ogrodu brzmi jak zabawa, chyba sama w dzieciństwie robiłam takie rzeczy dla zabawy klejem polimerowym, ale nie wiem, dlaczego Ewa zdecydowała się dać swoje dzieło Witoldowi pod choinkę.
Ogólnie, kolejny fragment w którym nie rozumiem niczego, albo po prostu nic do niczego nie pasuje.
— Przepraszam, to mój ogród, ale... myślałam o tobie, gdy go tworzyłam — rzekła zawstydzona, wręczając męż­czyźnie prezent.
— Jest... piękny. — Musiał odchrząknąć, bo nagle za­schło mu w gardle. — Ilekroć na niego spojrzę, pomyślę o tobie.

A jednak uszczęśliwił.
Musi naprawdę mocno na nią lecieć, jeśli nie przeszkadza mu, że Ewa po prostu coś tam sobie kleiła i dała mu to na Święta, co dla mnie wygląda na brak pomysłu na prezent i desperackie skombinowanie czegoś na ostatnią chwilę.

Ewa informuje swoją matkę i babcię, że jest w ciąży, dając im dziecięce buciki.
Po raz kolejny nie wiem, o co chodzi, gdyż to Ewa będzie ich potrzebować, a nie jej matka ani babcia. 
Dobra, nie rozgrzebujmy tego.

Ewa wychodzi na taras.
— Poczekaj, gwiazdeczko — wyszeptała dziewczyna. — Największe marzenie mojego życia się spełniło: mam swoje miejsce na ziemi, mam swój domek, teraz... teraz chciałabym... mieć rodzinę. Szczęśliwą, kochającą się ro­dzinę, męża, dzieciaki... Chciałabym, byśmy mogli razem co wieczór zasiadać przy dębowym stole w ciepłej, pełnej światła kuchni i opowiadać sobie o wydarzeniach minio­nego dnia Oto moja prośba do ciebie, gwiazdeczko...
Trochę rzygłam tęczą.

Dalej mamy kolejny fragment kursywą, dowiadujemy się z niego, że pies Ewy je mięso razem z folią.

A potem mamy ten kawał gówna:
— D-dajcie mi jakiejś herbaty. M-może być z pr-pr-prądem — wyjąkała między jednym szczęknięciem zęba­mi a drugim. — Ch-cholerny p-pociąg stanął w szczerym p-polu i niemal p-polegliśmy. Ch-chyba nigdy się nie roz­grzeję...
— Proszę. — Andrzej wcisnął jej do ręki kubek wrząt­ku. — Z prądem, jak prosiłaś. Łagodnym, bo przy nadziei jesteś, ale dziecku bardziej zagrozi twoje zapalenie płuc niż odrobina alkoholu. Czy ty pozwolisz sobie pomóc?!

Mam ochotę przejść się po księgarniach z nożyczkami i z każdego znalezionego wydania "Roku w Poziomce" usunąć stronę 141.
KOBIETOM W CIĄŻY W ŻADNYCH OKOLICZNOŚCIACH NIE MOŻNA PODAWAĆ ŻADNYCH ILOŚCI ALKOHOLU. NIE. 
NIE.
BARDZO NIE. 
Przez takie pierdolenie o małych ilościach co roku w Polsce rodzi się więcej dzieci z FAS niż z zespołem Downa.
— Nie — odparła asertywnie, w ciągu paru ostatnich miesięcy bowiem nauczyła się asertywności. — Już mi pomogłeś — postanowiła złagodzić nieco owo katego­ryczne „nie". — Dzięki pieniądzom z wydawnictwa jutro montują mi kominek. Wreszcie nie będę się bała tak pa­nicznie o prąd. Nie wiem jeszcze, skąd w środku zimy wez­mę drewno, ale kominek będę miała.
"Nie" odnosi się do rachunków za prąd, Ewa alkohol zażyła. SUPER PRZYKŁAD DLA CZYTELNICZEK, NAJLEPSZA LITERATURA KOBIECA.
— Na razie rozmawiamy o twoich dojazdach. — An­drzej nie pozwolił na zmianę tematu, widząc sine z zim­na ręce dziewczyny, które zaciskała kurczowo na kubku.— Co ci szkodzi skorzystać dwa razy dziennie z mojego samochodu? Z kierowcą? Korona ci z głowy spadnie czy co?
— Widzisz, Andrzejku, tu nie chodzi o koronę, ale o niezależność. I odpowiedzialność za swoje decyzje. Mog­łam mieszkać w kwaterunku na Woli? Mogłam. Zdecy­dowałam się wyemigrować na wieś? Zdecydowałam. Więc teraz muszę cierpieć. Za to w lecie... 

A może tak weź odpowiedzialność za decyzję o urodzeniu dziecka, co? Chcesz to sobie cierp, ale weź pod uwagę, że JESTEŚ W CIĄŻY, i po pierwsze: NIE PIJ ALKOHOLU, a po drugie: latanie po mrozie to też nie najlepszy pomysł.
I skąd ona nagle ma honor? Pracę po znajomości bez kwalifikacji przyjęła. A przyjęcie darmowego transportu od przyjaciela byłoby nieskończenie bardziej etyczne, zwłaszcza, że JEST W CIĄŻY.
— O ile dożyjesz do lata — warknął. — I głupia jesteś z tym tłumaczeniem. Niezależność i odpowiedzialność to jedno, a ekstremalne warunki pogodowe to drugie. Nie mówiąc już o ciąży — to trzecie. Zmieńmy temat, nim mnie wkurzysz dokumentnie. Kiedy ruszasz z kampanią społeczną? Nie chcę cię ponaglać, ale dla Karoliny każdy dzień się liczy.
No przynajmniej ją zjechał. Szkoda tylko, że zjechał ją człowiek, który podał jej alkohol.

Andrzej robi z Ewy twarz kampanii promującej oddawanie szpiku, nudy.

Okazuje się też, że znaleziono kogoś, komu potrzebny jest szpik Ewy, lecz nie może ona poddać się zabiegowi, bo jest w ciąży. Nudy.
Jedyną ciekawą rzeczą jest to:
I nie rozumieli, że dla chorego najbliższym stał się ten, który leży teraz w izolatce, a każda kropla płynu sącząca się z plastikowe­go pojemnika do żyły odmierza albo sekundy życia, albo czas, jaki mu pozostał. 
A ja nie rozumiem tego zdania. Czy raczej tego rozróżnienia na końcu.

Karolina, w trakcie wizyty Ewy, słabnie.


Już w grudniu, gdy "Jagódka" sięgnęła po najwyższe laury i stała się ulubionym prezentem pod choinkę, biuro jednoosobowego Wydawnictwa Impresja przeszło oblę­żenie. Ewa odbierała dziesiątki telefonów, przyjmowała dziennikarzy, chcących przeprowadzić wywiad z autorką lub wyciągnąć od Ewy parę pikantnych szczegółów z ży­cia Karoliny, przyjmowała agentów, łasych na prawa do przedruku, sponsorów, za logo ich produktu na okład­ce następnego wydania gotowych płacić oszałamiające pieniądze — Ewa nieraz dzwoniła do Karoliny, pytając ją o zdanie, jednak słoik z majonezem czy opakowanie proszku do prania średnio komponowały się z dopieszczo­nym przez Ewę layoutem, ale to było wytłumaczenie „ze­wnętrzne", gdy sponsorom odmawiano, w rzeczywistości zaś ani Ewa, ani Karolina nie życzyły sobie tapetowania ukochanej „córeczki" podpaskami czy przyprawami do zup. Koniec, kropka. 
Ponownie nie mam pojęcia, w jakimś świecie żyje Katarzyna Michalak, bo ja nie kojarzę w naszym takiego parcia na literaturę, żeby z pisarki robić celebrytkę, a jej książką reklamować podpaski.
Ostatnią grupą petentów — najmilej przyjmowaną były wielbicielki autorki, książki albo głównej bohaterki — Gabrysi. Nieco dezorganizowały pracę jednoosobowego wydawnictwa, jednak ich wizyty, słowa uznania, pytania dotyczące treści, uwagi — czasem bardzo celne — stanowiły miły przerywnik między wizytami takich krytyków literac­kich, którzy uwag do książki, autorki, głównej bohaterki mieli więcej, niż było dialogów w Jagódce", a w ogóle to nie gustują w babskiej literaturze i przeczytali, bo muszą. Tak... spotkania z czytelniczkami były niczym promienie słońca podczas sztormu. 
Książka się powtarza. 
Widać hejtów na krytyków literackich nigdy dość.
Zastanawiam się teraz, czy ten hejt nie świadczy o tym, że AutorKasia chciała zostać recenzentką, ale jej nie wyszło, więc z zawiści została pisarką, żeby móc innych krytyków obsmarować na łamach powieści. To by było zgodne z jej logiką. 

Ewa spotyka swojego gwałciciela. 

wysoki i szczupły, o zdecydowanie męskiej, pociągłej twarzy, silnej szczęce, pokrytej parodniowym zarostem, intensywnie niebieskich oczach o ostrym, inteligentnym, ale pogodnym spojrze­niu, i półdługich, płowych włosach idealnie pasował do wizerunku niegrzecznego chłopca, który pociąga każdą kobietę.
Skoro już wiecie, jak wygląda, i już na niego lecicie, możemy przejść do ostrzejszej patologii.
— Byłaś słodka — uśmiechnął się do niej czule. W następnej sekundzie dostał w łeb tym, co dziew­czyna miała pod ręką. „Panoramą firm". Zamroczyło go. Opadł na oparcie fotela, potrząsając głową. Ewa, teraz w prawdziwej furii, uniosła ciężkie tomisz­cze ponownie.
Muszę przyznać, że to całkiem sensowna reakcja.
„Zabiję drania!" — to jedno kołatało się w jej umyśle. Nim jednak zdążyła opuścić narzędzie zbrodni na głowę ofiary, ta chwyciła ją za nadgarstki i przytrzymała. Dziew­czyna przez chwilę kiwała się to w tył, to w przód, z księgą w wyciągniętych rękach. Wreszcie opuściła broń, skoczyła na równe nogi i wysyczała wściekle:
— Czego chcesz?! Po co tu przylazłeś?! Masz ochotę na kolejny gwałt?!

Ponownie chwalę zrozumiałą reakcję bohaterki. 
Zaproponowałabym tylko, żeby, po wyrażeniu pierwszego obrzydzenia, zadzwoniła na policję, bo okazję ma idealną.
— Jaki gwałt? — Mężczyzna zrobił wielkie oczy. — Jeżeli ktoś kogoś zgwałcił, to ty mnie!

Koniec sensu, full Michalak.
— J-ja ciebie? — Opadła z powrotem na fotel, on zaś uśmiechnął się w duchu. Rozpracował tę laskę w pierw­szych minutach ich znajomości. Była bardzo nieszczęśliwa, bardzo zdesperowana i bardzo napalona, choć to dopie­ro po paru „fikołkach". Nie kontaktowała już wtedy, gdy opuszczali knajpę. I wiedział, że z ich spotkania nie będzie pamiętała kompletnie nic.
Daniel spędził z półprzytomną dziewczyną parę upoj­nych chwil, skrobnął miły liścik — nigdy nie opuszczał swych ofiar bez słowa — i wydawało mu się, że to byłoby na tyle, do momentu gdy po powrocie do kraju ujrzał ową ofiarę na ekranie telewizora — otoczona wianuszkiem re­porterów, udzielała wywiadu. Internet dopowiedział całą resztę o niepozornej Ewie Złotowskiej, która z dnia na dzień stała się ulubienicą mediów. A za sławą zawsze idą pieniądze. Duże pieniądze.

Dlatego warto pójść do swojej ofiary i dać jej idealną okazję do zgłoszenia cię na policję.
Dlaczego on w swoim planie w ogóle nie uwzględnił tego, że może skończyć się długimi latami w więzieniu.
Dlaczego w Michalakverse nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że GWAŁT TO PRZESTĘPSTWO. 
— Nie było to nieprzyjemne — rzekł teraz swym naj­bardziej uwodzicielskim głosem, patrząc prosto w roz­gniewane oczy dziewczyny. Po długiej chwili ona pierwsza spuściła wzrok.
Tak.
On naprawdę próbuje poderwać kobietę, którą zgwałcił.
Oto odjeżdżający peron:

 
— Co tu robisz? — warknęła, nie do końca wierząc w to, co słyszy. — Będziesz szantażował mnie oskarżeniem o seksualne wykorzystanie?

Co ja czytam w ogóle.
— Nie. — Rozparł się wygodnie w fotelu. — Pozwolę się wykorzystać powtórnie!

Ponawiam pytanie.
— No chyba żartujesz?! — Znów się poderwała. — Nie chcę ciebie! Idź sobie!
— Ciii...! — Obejrzał się na drzwi. — Spokojnie, Ewuś...
— Nie mów tak do mnie!
— Przepraszam. Choć tamtej nocy...
— Nie przypominaj mi tamtej nocy!
— Ależ dlaczego?! — wykrzyknął półgłosem. — Byłaś naprawdę słodka!

Tylko bić i patrzeć czy równo puchnie.
Ewo, 997, teraz.
„Zabiję go!" — Ewa rozejrzała się dookoła w poszuki­waniu czegoś ciężkiego, bo „Panoramę" zabrał z zasięgu jej rąk. Mężczyzna, nic sobie z tego nie robiąc, chwycił ją za dłoń, przyciągnął do siebie i przytrzymał dotąd, aż przestała ją wyrywać. Wtedy ucałował rękę dziewczyny i rzekł całkiem poważnie:
— Jeżeli czymś cię uraziłem, przepraszam. Nie przysze­dłem tu z takim zamiarem. 

Katarzyna Michalak prawdopodobnie wspięła się na wyżyny "TO JEZD VILAJN! JEZD ZUY!" tworząc czarny charakter "Nie oddam dzieci!", który ejakulował na widok płonącego żula, lecz to ten wcześniejszy, z "Roku w Poziomce", brzydzi mnie bardziej, bo nie jest tak odrealniony.
Gratuluję, Kejt. Autentycznie mnie zdegustowałaś. 
Wróciłem parę dni temu z Au­stralii, z regat Clipper Round the World — może słyszałaś? — i pierwsze, co ujrzałem w naszej telewizji, to ty i twoje niesamowite przedsięwzięcie. A że nie mogłem o tobie zapomnieć, wybacz raz jeszcze, ale naprawdę mam mi­łe wspomnienia po tamtej... przepraszam! Już więcej nic nie powiem! 
Hej mała, pamiętam, że fajnie mi się ciebie gwałciło. Wyjdziemy gdzieś razem?
Ewo: DZIEWIĘĆ DZIEWIĘĆ SIEDEM.  
Tylko tyle, że jestem pod ogromnym wraże­niem tego, co robisz dla chorych na białaczkę, i chciałem ofiarować... — urwał, zawstydzony — ...jeżeli oczywiście przyjmiesz, mój puchar, który zdobyłem na tych regatach. Tobie może nie wydać się cenny, ale w żeglarskim świecie... — znów zawiesił głos i spuścił skromnie wzrok. 
A na cholerę jej to, zwłaszcza, że sam zauważasz, że nie jest dla niej cenny.
Ewa powoli dochodziła do siebie. Facet, gdy chciał (no i gdy nie wspominał „upojnej nocy"), był naprawdę czarujący. I te rozwichrzone australijskim wiatrem włosy. I spalona słońcem skóra I niebieskie jak morze nad rafą koralową oczy, i koszula, idealnie dobrana pod ich kolor... z a idealnie.
Ewo.
Ewo, to jest gwałciciel.
Ewo, dlaczego w ogóle oceniasz go w kategoriach estetycznych?
— Oczywiście — odparła chłodno. — Karolina będzie bardzo wdzięczna za ten dar.
 
— Fajnie. Dziękuję. Zawsze chciałem zrobić coś dla do­bra ogółu.
Na pewno na wiele się zda ten puchar w walce z białaczką.
Ponownie: po cholerę im to? — To dlaczego nie zrobiłeś? — wpadła mu w słowo, bez cienia sympatii w głosie.
Brak sympatii w głosie Ewy, cóż za szok.
Pochylił się ku dziewczynie, tak że musiała patrzeć wprost w te niewiarygodnie błękitne źrenice, i wyszeptał:
— Bo jestem egoistycznym draniem. Ale masz szansę to zmienić.

A dlaczego po takim tekście nie wyrąbała go za drzwi, to już naprawdę nie mam pojęcia.
„Spadaj!" — chciała wykrzyknąć, ale w tym momen­cie on uśmiechnął się tak jak na początku: łobuzersko, uwodzicielsko i bardzo, bardzo chłopięco, i Ewa musiała odpowiedzieć uśmiechem. Nie było na to rady... Zamrugała, obudzona ze snu czyimś głosem. To Wi­told (skąd się tu wziął Witold?) pytał, co ma zamiar zrobić.

Zdaje mi się, że to przejście widziała autorka jako montaż.
— Wie, że to jego dziecko?
Zaprzeczyła 

Tamara przerwała im wtedy to intymne sam na sam, zapowiadając następnego gościa. Daniel zdążył tylko wy­prosić od Ewy numer telefonu. I już przysłał z pięćdziesiąt esemesów, a co jeden, to bardziej uroczy.
Nic nie jest tak urocze, jak esemesy od gwałciciela.
Nie do tego powinnaś była użyć telefonu, Ewo.
— Zamierzasz go uświadomić? Kim on w ogóle jest?
— Żeglarzem — mruknęła.
Faktycznie: Daniel de Veer — to nazwisko nosił po ojcu Holendrze, po nim też odziedziczył żyłkę żeglarską — był kapitanem jachtu, który w tym roku zdobył wicemistrzo­stwo w regatach australijskich. Sprawdziła go tak dokład­nie jak on ją. Naoglądała się tylu jego zdjęć, przeważnie na tle jachtu Little Princess, że mogłaby z pamięci naszkico­wać jego portret, gdyby oczywiście umiała szkicować.

Kreacja postaci byłaby bardziej spójna, gdyby znalazła też listy gończe.
— Pewnie porwie cię w podróż dookoła świata na swym smukłym białym żaglowcu i tyle cię widziałem — westchnął smutno Witold.
— Na jego smukłym białym żaglowcu nie przewidziano miejsca dla kobiet w ciąży — odparła z wyraźną niechęcią w głosie.
— Nie polubiłaś go? — Witold raczej stwierdził, niż za­pytał, starając się, by Ewa nie wyczuła ulgi w jego głosie.

JA PIERDOLĘ.
"NIE POLUBIŁAŚ GO?"
SWOJEGO KURWA GWAŁCICIELA.
I jeszcze ta ulga. W tym świecie osoba naprawdę jest w stanie widzieć gwałciciela swojej wybranki jako rywala w staraniach o jej serce.  
— Och... Da się lubić...
Fakt, przystojny pan kapitan, o uroczym uśmiechu i wdzięku portowego zawadiaki, dał się lubić. I tylko lubić. Ewa nie łudziła się, że Daniel zwycięzca-regat nagle zapa­łał do niej gorącym uczuciem. Postanowiła więc trzymać się od niego z daleka. Siebie i swoje maleństwo.

Co. W ogóle. Ja przepraszam.
Borze.
Co to ma być? Dlaczego ona przejmuje się jego uczuciami romantycznymi? Co ją to obchodzi?
TEN CZŁOWIEK JĄ ZGWAŁCIŁ, NIE NADAJE SIĘ NA CHŁOPAKA/MĘŻA/OJCA, A JEGO MIEJSCE JEST W WIĘZIENIU.
— Będziesz się z nim spotykać? — indagował ostrożnie Witold.

Witoldzie.
Właściwe pytanie brzmi: "Dzwoniłaś już na policję?", ewentualnie: "Czy chcesz, żebym poszedł z tobą na komendę?"
To nie jest sytuacja, w której jesteś zazdrosny o Ewę, to jest sytuacja, kiedy boisz się o jej bezpieczeństwo.
— Umówiłam się na niezobowiązującą kawę. I nie za­mierzam się „spotykać"! Jedna kawa, nic więcej.
— A gdy on zapragnie czegoś więcej?

Jaka kawa, kobieto...
Czoło boli od fejspalmów.
Najbardziej boli, że czytelnicy książki mogą przyjąć to zachowanie za wzorzec i normalną sytuację.
Ewa stanęła pośrodku drogi.
— Witek, do cholery! Co mnie obchodzą jego pragnie­nia?! Myślisz, że nie potrafię...
— Myślę, że jeśli mężczyzna chce zdobyć kobietę, a ma ku temu warunki, to ją zdobędzie — odparł spokojnie.

Dopierdol jeszcze seksizmem do pieca, pewnie.
Przypominam, że ten kawał gówna wydało Wydawnictwo Literackie.
— To możemy się założyć o... o nowy dach w Poziomce, że t e n mężczyzna mnie nie zdobędzie, choćby kankana na ganku zatańczył. Nago. Przy minus dwudziestu.
Witold milczał chwilę, potem wypalił:

— Przekonałaś mnie. Chociaż chciałbym ujrzeć konku­rencję, jak wywija nogami, i nie tylko nogami, na twoim ganku. Przy minus dwudziestu.
Roześmiali się obydwoje. Piknął esemes. Ewa spojrzała na wyświetlacz. Uśmiech na twarzy Witolda zgasł. 

"Konkurencję". Gwałciciela określił jako...
Ręce, nogi, wszystko opada. 
Wbrew sobie, wbrew swoim słowom Ewa brnęła w ten dziwny związek-nie związek z kapitanem de Veerem. Zaczęło się niewinnie. Od „niezobowiązującej kawy", przy czym ona zadowoliła się sokiem z pomarańczy, na którego punkcie miała ostatnio obsesję, cóż, w ciąży ko­biety marzą o słoiku ogórków, Ewa marzyła o cysternie soczku świeżo wyciśniętego ze słodkich pomarańczy. I tą właśnie ambrozją można ją było kupić. Albo uwieść. Z wydawnictwa do najbliższej pijalni soków wyrwała się na pół godziny, „nie dłużej!", owe pół godziny prze­ciągnęło się do trzech kwadransów, potem niepostrzeże­nie minęła godzina... Daniel był doskonałym gawędzia­rzem. Opowiadał o morskich  przygodach tak barwnie, że zasłuchana dziewczyna straciła poczucie czasu. A gdy mężczyzna z opowieści o sobie zręcznie zszedł na tematy Ewie bliskie i drogie: wydawnictwo, książki, wreszcie wal­ka o życie Karoliny, Ewa zapomniała się zupełnie. I to ona mówiła przez następną godzinę, znajdując w mężczyźnie wdzięcznego słuchacza.
— Nie nudzi cię to? — zapytała w którymś momencie, zaniepokojona własnym monologiem.
— Żartujesz! Dawno nie spotkałem tak interesującej osoby jak ty. Gdy opowiadasz o Jagódce" czy o fundacji, cała promieniejesz, a oczy ci błyszczą jak zakochanej.
— Bo jestem zakochana! — roześmiała się. Komple­ment był naprawdę przemiły.

— Kim jest szczęśliwy wybranek? — zapytał, marszcząc brwi.
— To o n a Nazywa się Impresja. Są właściwie dwie: Im­presja i Fundacja „Karolina".
— Uff, kamień z serca. Z tymi dwiema spokojnie mogę konkurować.
— A chcesz konkurować? — Ewa nagle spoważniała. — Dlaczego?
Spodziewała się długiego wywodu, jaka to ona inte­resująca, inteligentna, piękna, ponętna i tak dalej, który zbyłaby krótkim wzruszeniem ramion, ale on pochylił się ku niej i szepnął:
— Konkurencję mam we krwi.
Nie dało się kapitana de Veera nie lubić. 

Nie mam chyba do napisania nic, czego nie napisałam wcześniej.
Zachowanie Ewy jest co najmniej nieadekwatne do sytuacji, i do tego ma nieszczęście, że nikt spośród jej bliskich nie dostrzega patologii relacji, w którą wchodzi.
Życzę Ewie przyjaciela, któremu będzie zależało chociaż trochę na jej bezpieczeństwie.

Zaczyna się kursywa:
Co mam przeciwko kapitanowi de V.:
Wszystko! Głupia jesteś, Ewo Z. Spoważniej!
Jest z a przystojny. I za miły.
Leci na mnie! (A to niemożliwe).
Wykorzystał seksualnie pijaną kobietę (czyli mnie).
Zrobił jej dziecko. (Taaa, a ty niby nie przyłożyłaś do tego ręki? Po co pchałaś się na wieczorek dla samotnych i piłaś na umór? On ciebie nie spoił, jesteś więc tak samo winna).

Pomijając obrzydliwy victim blaming, to był jeden drink, z tego co pamiętam.
On czegoś ode mnie chce, ale nie wiem czego. (Wiem! Twojej dwupokojowej Poziomki. Albo skórki z Tosi — może ma chore nerki. Ewentualnie chce się hajtnąć z którąś z Sajgonek, a że obie są niepełnoletnie, potrzebna mu będzie twoja zgoda. Ty nic nie masz, oprócz kupy kredytów! Tylko czy on o tym wie...?).
I na tym, kochane Maleństwo, dywagacje na temat twojego prawdziwego ojca zakończę. Nie wiem, czy chciałabym, by na stałe zaistniał w moim życiu. Ale się dowiem. Na razie przyjrzy­my się pięknemu kapitanowi dokładnie. I spróbujemy odkryć motywy, jakie nim kierują. Bo nie wierzę, by zapałał do mnie uczuciem wyższym. Nie z jego aparycją. I obyciem playboya. 

Jedynym punktem na tej liście powinno być "zgwałcił mnie" i zdania nie zmienię.

I na tym dzisiaj skończymy, razem z zakończeniem rozdziału "Styczeń".
Sory, że tak mało komiksowo tym razem, ale taki materiał.   

20 komentarzy:

  1. Wysilenie się na druknięcie wypocin przyjaciółki i doklejenia do tego okładki własnoręcznie zrobionej w Paincie to super prezent, plażo. (Dobra, ałtorkasia pewnie po prostu jest nieświadoma istnienia słów jak "maszynopis" czy "wydruk").
    "Nie bardzo też wiem, dlaczego stwierdziła, że Andrzejowi spodoba się różowe pióro" - No przecież to właśnie taki Element Komiczny!!!1111
    Kto określa ciążę mianem "przy nadziei". Poza, nie wiem, księżmi?
    "Internet dopowiedział całą resztę o niepozornej Ewie Złotowskiej, która z dnia na dzień stała się ulubienicą mediów" - Wiecie co, mam dla was zadanie. Wymieńcie pięciu wydawców (nie mówię tu o self-pubach i innych znanych z beki) - z imienia i nazwiska - których znacie. Trzech? Chociaż jednego? A jak często widujecie ich w mediach?
    Nie no, puchar to pewnie do zlicytowania na aukcji charytatywnej, takie rzeczy się tam daje, dziwniejsze znacznie zresztą, tego bym się nie czepiała.
    Ale Witold wie, że Ewa została zgwałcona?
    Sceny z gwałcicielem nie skomentuję, bo się nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, zlicytowanie pucharu brzmi sensownie. Wyszłam z założenia, że daje jej go, żeby się popisać, że zdobył.
      Zakładałam, że wie, bo są przyjaciółmi, ale jest możliwe, że Ewa mu nie powiedziała. To by go ratowało.

      Usuń
    2. ja, ja znam jednego wydawce. Timofiejuka czy jak mu tam z Timofa. i nawet wiem jak wyglada. i Katarzyne Skalską z Zakamarków, ale nie wiem jak wygląda. to o gwałcie jest tak typowo michalakowe ze nawet mnie juz nie oburza

      Usuń
  2. Jak czytam. Że to wina. Kobiety. Po śmiała pójść. Się napić. To…

    Ręce tak mi się z ciężkiego wku*wu trzęsą, że mi kropki w losowych miejscach wchodzą.

    A tak na poważnie, zastanawia mnie, jak po takim czasie od gwałtu udowodnić, co się wydarzyło. Bo ja się boję, że klimat w tym kraju nie jest przyjazny ofiarom, a bohaterka żadnej obdukcji czy czegoś takiego nie ma. Przynajmniej (ehem…) jest dziecko na dowód, że seks był, poza tym pojawienie się w miejscu pracy i te wszystkie smsy można pod stalking podciągnąć. Szkoda, że to nie jest napisana porządnie książka, z której kobiety dowiedziałyby się, jak postępować w tak trudnych sytuacjach, by udupić gwałciciela. Ale czego ja wymagam.

    Ag

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale... od kiedy MOŻNA podawać alkohol w celu rozgrzania? Więc to nie jest wiejski mit?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sprawdziłam, to wiejski mit.
      Moim zdaniem jednak mniej groźny niż mit, że mała ilość alkoholu nie zaszkodzi kobiecie w ciąży.

      Usuń
    2. Niewątpliwie, zastanawiałem się tylko jak autorkasi wyszło równanie "brak alkoholu + zimno = zapalenie płuc".

      Chociaż w sumie... ona napisała Bezdomną, może nie powinienem się dziwić?

      Usuń
    3. Fizyka Michalakverse jest inna niż wszystko co znamy.

      Usuń
    4. Khem, ciąża lecząca raka, khem.

      Usuń
  4. "Pomijając obrzydliwy victim blaming, to był jeden drink, z tego co pamiętam." A czy te parę "fikołków", o których jest mowa wcześniej, to nie czasem po prostu parę drinków? Bo nie rozumiem w końcu, czy Daniel dorzucił Ewie coś do drinka, a potem ją zgwałcił, czy upił i wykorzystał? Nie, żebym czegokolwiek tutaj broniła, absolutnie, dalej rzygam na samą myśl o takiej patologicznej relacji, ale z deczka się pogubiłam.

    Pozdrawiam i czekam na więcej ;)

    Carly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było, że wypiła drinka od nieznajomego i obudziła się zgwałcona.
      Ogólnie wygląda to jakby w połowie książki Kejt zapomniała co napisała wcześniej.

      Usuń
  5. Witold chyba nie wiedział o gwałcie, tak mi się wydaje. Choć u Michalak wszystko możliwe. I w ogóle nakłanianie ciężarnej kobiety, żeby napiła się alkoholu... Umawianie się z gwałcicielem... Brak słów, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze o alkoholu w ciąży. Podaję za Medycyną Praktyczną.

    "Nie ma „bezpiecznej” dla płodu dawki alkoholu. Oznacza to potrzebę zachowania całkowitej abstynencji w czasie ciąży – stwierdziła Rada Ekspertów Ginekologów, która przygotowała pierwsze oficjalne stanowisko w sprawie konsumpcji alkoholu w trakcie ciąży, adresowane do całego środowiska ginekologicznego.

    Co roku ok. 1000 dzieci rodzi się w Polsce z wadami określanymi jako Zespół FAS (Płodowy Zespół Alkoholowy), spowodowanymi przez alkohol wypity w czasie ciąży. Zdaniem specjalistów to efekt małej świadomości społeczeństwa i – co za tym idzie – społecznego przyzwolenia na spożywanie alkoholu przez kobiety ciężarne."

    "– Zależy nam na tym, aby kampania dotarła nie tylko do kobiet, ale uświadomiła osobom z ich najbliższego otoczenia, że oni też są współodpowiedzialni za nowe życie. Często nie zdają sobie oni sprawy z ryzyka i nie protestują, gdy kobieta sięga np. po kieliszek wina – mówiła PAP kierownik biura Fundacji „Zdrowie Dziecka” Katarzyna Słowik."

    "Specjaliści nie mają wątpliwości, że picie alkoholu w ciąży powoduje zmiany w mózgu i ośrodkowym układzie nerwowym. – Zmiany są widoczne w trakcie badań mózgu. W zależności od tego, w jakim okresie ciąży kobieta piła alkohol, uszkadzane były te elementy ośrodkowego układu nerwowego dziecka, które właśnie się rozwijały – mówił na konferencji kierownik Katedry Radiologii Collegium Medicum UJ prof. Andrzej Urbanik.

    – U dzieci z rozwiniętym FAS widzimy zmiany w budowie ciała modzelowatego, które jest odpowiedzialne za koordynację pracy obu półkul mózgowych. Zdarzało się też, że poszczególne struktury mózgu były uszkodzone tak, jak przy udarze niedokrwiennym – dodał.

    Dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Krzysztof Brzózka podkreślił, że dane pochodzące z przeprowadzonych po raz pierwszy w Polsce badań wśród dzieci dotyczących rozpowszechnienia FASD, są porażające.

    – W Polsce nie mniej niż 20 na 1000 dzieci rodzi się z uszkodzeniami spowodowanymi spożywaniem przez ich matki alkoholu w ciąży. Czworo z nich ma pełne objawy FAS łącznie z dysmorfią twarzy i uszkodzeniami organów wewnętrznych, ośmioro z nich częściowy FAS, a kolejnych ośmioro ma uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy – zaznaczył Brzózka.

    Dodał, że często skutki picia w ciąży nie są widoczne od razu – do pewnego wieku dziecko może się rozwijać tak jak rówieśnicy, a w pewnym momencie zaczyna odstawać od grupy, mieć problemy z koncentracją, nauką, zachowaniem.

    Z FASD nie da się wyleczyć. Jak podkreślają specjaliści jedyny sposób, by temu zapobiec to nie pić alkoholu w ciąży."

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie. Po prostu nie. Po tej porcji victim blamingu jest mi po prostu niedobrze.
    I tak, niestety ten czarny charakter jest bardzo, bardzo prawdziwy. I dlaczego, cholera, zaden z przyjaciol bohaterki nie chce zadzwonic po policje/skuc mu mordy?! Co to ma kurwa znaczyc, ze glowna bohaterka wierzy, ze tak wasciwie to biedny gwalciciel jest jej ofiara? (moze lgnela i jeszcze tego drugiego czlowieka pograzyla...)

    Nie, koniec myslenia. peron odjechal, zaczyna sie rzeczywistosc alternatywna. Po prostu nie bede sie juz wypowiadac.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie będzie w tym tygodniu? :( :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam problemy z połączeniem internetowym z powodu przeprowadzki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozwala mnie tyle rzeczy w tej części. Po pierwsze - przyjaciółka Ewy, Karolina, słabnie. Ewa myśli, że umarła. A potem pierwsze co jej mówi to że pięknie wyglądała jak była nieprzytomna. A+ FRIENDSHIP GOALS.
    A przez cały motyw z powrotem gwałciciela po prostu skisłam jak nigdy dotąd. Może jeszcze zrozumiałabym obecność tego wątku w książce gdyby Kasia rzeczywiście była taka głupia i nie wiedziała, że doszło do gwałtu. Ale ona jak najbardziej WIE. Użyła tego słowa parokrotnie. I mimo to wprowadza motywy chodzenia na kawę i pogawędek z uroczym gwałcicielem. Jak coś takiego mogło zostać opublikowane, nigdy nie zrozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. VistaVapors is the best electronic cigarettes provider out there.

    OdpowiedzUsuń