O co kaman?


Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Eśka i jakiś czas temu popełniłam komiks na podstawie opka o Alic zanalizowanego przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona. Na tym blogu znajdziecie moje wariacje na temat tej i kilku innych analiz oraz moje własne komiksoanalizy (głównie książek Katarzyny Michalak).

6 lipca 2017

"Korwin - wolnościowiec z misją (wywiad rzeka z najinteligentniejszym polskim politykiem)" - Tomasz Sommer (część piąta)

Po dwóch i pół roku wracam z ostatnią częścią cyklu! Dlaczego dopiero teraz? Dlatego, że post mi przepadł, a już zdążyłam puścić książkę po znajomych, a oni zdążyli ją zgubić.

No nic, kończę się tłumaczyć i zapraszam do lektury. W dzisiejszym odcinku pochylę się nad trzema ostatnimi rozdziałami książki. Zaczynamy od rozdziału "Naprawić Polskę - no problem?". Tekst mój jest fioletowy, tekst oryginalny ciemnosiwy (Tomasz Sommer, za oryginałem, kursywą).

- Czy rzeczywiście - no problem?
- Oczywiście, że no problem - jeśli na się środki. Czyli Władzę.
- Ale po pierwsze - jeśli dobrze pamiętam - w Pana systemie nawet jak władza będzie, to i tak ustawy mają zacząć działać po sześciu latach, czyli naprawianie potrwa ok. 10 lat, biorąc pod uwagę, że nie wszystko da się wprowadzić naraz.
- Nie. My zakładamy, że zmianę "Lewa" na "Prawo" przeprowadzimy niemal natychmiast - a dopiero wtedy wprowadzimy zasadę, że nowe prawa można wprowadzać tylko z sześcioletnim opóźnieniem. Czyli nie zajmie to aż 10 lat.
Te plany wymagają osiągnięcia sporo ponad pięciu procent w wyborach lub ostrej wymiany elit (z poprzedniego posta). Zakładając, że tego pierwszego nawet Korwin nie może uważać za realne, to ta wypowiedź podchodzi pod groźbę karalną.
- Dobrze, to tę trudność mamy za sobą. Załóżmy też, że mamy władzę. Co trzeba zrobić? Czy zachowujemy trójpodział władz?
- Jasne. I to zdecydowany. Sądy tylko rozstrzygają, czy coś jest zgodne z Prawem, czy nie; Rada Stanu plus Senat tylko uchwalają ustawy; Sejm tylko uchwala podatki, Rząd tylko wykonuje ustawy - i nie ma prawa nawet pomyśleć o ich projektowaniu. A nad tym wszystkim czuwa Monarcha - interweniujący, gdyby w machinie państwowej coś zazgrzytało. Kontrolujący sądy na przykład.
- To po kolei. Skąd weźmiemy w Polsce króla? Czy widzi Pan Obecnie jakiegoś kandydata?
Czy to poważne pytanie? xD Ktoś w tym kraju naprawdę nie wie, kogo pan Janusz widzi na tronie?
- Na to nie ma reguły. Wiadomo przecież, że to musi być Pomazaniec Boży... jak ja. Ktoś, kto albo siłą (moralną przede wszystkim - ale nie tylko i niekoniecznie) jak ja weźmie władzę - albo ten, kto weźmie władzę, Królem go ogłosi. Biorę pod uwagę opcję, że ktoś inny zrobi za mnie robotę i ogłosi mnie królem już po zdobyciu władzy. Przypominam jednak, że Monarcha nie musi być Królem; przez jakiś czas może to być Dyktator - potem Regent...
- W Polsce jednak władztwo absolutne nie ma dobrej tradycji i mogłoby się skończyć awanturą. Zwłaszcza jeśli doszło by do walki pomiędzy stronnikami poszczególnych aspirantów. Czy w takiej sytuacji - parafrazując nasze stare dzieje - król Piast, czy transfer z zagranicy?
- Najlepiej ja, ale że jestem skromny, to będę udawać, że podoba mi się pomysł z władcą zza granicy. Lepiej zza granicy: nemo propheta in patria sua... [Trudno być prorokiem we własnym kraju] Nie mam pojęcia, dlaczego to zdanie w wywiadzie musiało paść po łacinie, zwykłe snobienie się na łacińskie sentencje. Ponadto władca z kraju musi być z jakiejś dzielnicy - np. ze Śląska... No i wybór za granicą mamy znacznie większy...
- Jak zmusić monarchę do tego, by ograniczył się do działania tylko w sytuacji "zgrzytów"?
- Tylko odpowiednie wychowanie może stworzyć takiego człowieka jak ja. No i należy liczyć na ludzkie lenistwo... Monarcha w zasadzie powinien rano odbierać raporty od służb specjalnych - i gdzieś od około południa mieć już czas wolny... bo kiedyś muszę grać w szachy.
Oczywiście nigdy taki projekt się nie uda, ale trzeba próbować.
- Król jest też naczelnym wodzem i zajmuje się armią?
- Mianuje Hetmana Wielkiego na czas pokoju i Hetmana Polnego (taki przedwojenny Główny Inspektor Sił Zbrojnych) na czas wojny - i osobiście wizytuje jednostki wojskowe.
- Ma prawo inicjatywy ustawodawczej?
- Inicjatywy ustawodawczej? To kategorie demokratyczne. Zresztą może mieć, ale po co? Jeśli rzecz jest sensowna, wystarczy przekonać dwóch czy trzech Radców Stanu, którzy to sami wniosą (bez poparcia większości 2/3 Rady Stany projekt nie przechodzi i tak - więc po co zgłaszać?) Dlatego Monarcha może wydać dekret - ale poddawać swoje pomysły publicznej debacie? A co byłoby, gdyby pomysł nie przeszedł? Wtedy Monarcha, by zachować autorytet monarchii, musiałby abdykować!
Pan nie rozumie istoty monarchii! Tu nie ma ustaw - tu są decyzje, rozkazy, edykty.
- Król sam wybiera radców stanu? Ilu ich powinno być i skąd mają pochodzić?
- To jest poważna sprawa. Myślę o systemie mieszanym: jeśli wyborcy, to z co najmniej dwoma pośrednimi szczeblami. Wyborcy powinni być po pięćdziesiątce. Natomiast Radcy Stanu nie mogą być oczywiście odwoływani.
A ilu? Siedmiu Dziewięciu? Jedenastu?
- Jak kooptuje się sanatorów? Czym różnią się oni od radców?
- Senat zatwierdzałby ustawy, które przeszły przez RS (założenie brzmi, że nie więcej niż jedna ustawa rocznie - ale to oczywiście losowy proces Poissona). Kontrolowałby też niektóre działy administracji (sprawy zagraniczne na przykład).
- A ilu byłoby senatorów i przez kogo byliby wybrani?
- Wybory połowy powszechne, ale oczywiście ze wspomnianymi ograniczeniami, raz na sześc lat; połowa mianowana.
Na dzisiejsze ziemie - 32. Z każdego województwa jeden wybierany - i drugie tyle mianowanych.
- Dlaczego Sejm ma zajmować się tylko podatkami?
- Sejm? Panie! Przecież do niczego innego się ci posłowie nie nadają! Raz w roku zagłosują - i koniec. Potem mogą, mając immunitet, szwendać się po kraju, kontrolować administrację i reagować na skargi - ale to wszystko.
- Posłowie mają być wybierani w wyborach powszechnych przez kobiety i mężczyzn?
- Mężczyzn - powiedzmy w wieku 35 do 40 lat. Raz na pięć lat wybierani powinni być elektorzy, którzy potem zagłosują w następnych wyborach. Tak więc wybierając elektorów, nie wiemy, na kogo przyjdzie im za pięć lat głosować!
Chodzi o niedopuszczenie do degeneracji, jak w wyborach senackich i prezydenckich w USA.
W systemie legislacyjnym Korwina tak bardzo nikt nie ma żadnych uprawnień, że nie wiem za bardzo po co miałby go w ogóle utrzymywać.
- Działają partie? Przecież nawet jak są zabronione, to w pewnym sensie naturalne grupowanie się ludzi jest nieuniknione?
- To nie ma znaczenia. Ponieważ Sejm nie stanowi ustaw (i Senat również), partie są zupełnie nieszkodliwe. Dodajmy, że w wyborach do Senatu głosowaliby mężczyźni między 45. a 50. rokiem życia, a do Rady Stanu - przedstawiciele OBOJGA PŁCI w wieku od 55 do 60 lat. Przypominam uwagi o. Józefa Marii Bocheńskiego o "matronach".
Pan Janusz tak się zajarał jaki jest łaskawy, że aż wycapsował jeden moment swojego życia, kiedy nie chciał być seksistowski.
W systemie legislacyjnym Korwina tak bardzo nikt nie ma żadnych uprawnień, że nie wiem za bardzo po co miałby go w ogóle utrzymywać. 
- No ale partie, nawet jeśli są poza systemem władzy, zwykle domagają się zmiany systemu, nowych ciał demokratycznych. Tak było w Rosji przed przewrotem bolszewickim z 1917 roku...
- Kiedy nie mają takich uprawnień!
- Monarcha może uprawnienia w każdej chwili zmienić i gdy partie są dostatecznie silne, to się ugina. A potem nie ma już odwrotu. To też znamy z Rosji z doświadczeń Mikołaja II, ostatniego Romanowa...
- O, nie! W ustroju Autorytarnym ugiąć się nie można! Jak będą zbyt wiele żądać, to się ich wyda na rozszarpanie L**owi - i tyle.
- Czy Sejm ma jakieś ograniczenia co do uchwalania podatków? Czy może je sobie ustalać zupełnie dowolnie, jeśli chodzi o sposób poboru i wysokość?
- Problem raczej w tym, by nie uchwalił za małych... Posłowie bowiem będą reprezentantami L**u, a nie przedstawicielami Państwa! Toteż jakieś granice - plus minus 10% w stosunku do poprzedniego roku, na przykład - powinny istnieć.
Jak zobaczą, co narobili, to za rok się poprawią...
Tak działa polityka. Kiedy Hitler zobaczył, co narobił, to po roku się poprawił. Dokładnie tak działa polityka.
-  Jakoś obecnie się nie poprawiają, choć też są przecież przedstawicielami ludu. A dlaczego właściwie oni mają się zajmować podatkami, przecież podatki w monarchii to dochody króla i to on pewnie byłby skłonny do dbania o nie?
- Właśnie o to chodzi, by ograniczyć chęci Króla do podwyższania podatków! Natomiast dziś podwyższają, bo oni z tego żyją! Czyli w systemie Korwina posłowie nie otrzymywaliby żadnych diet? Powtarzam: dziś poseł uważa się za reprezentanta PAŃSTWA (czyli aparatu ucisku); tam reprezentowałby L*d - jak zgromadzenie zwołane przez Ramzesa w "Faraonie" Bolesława Prusa (tak nawiasem: znakomita książka polityczna!).
- Kto powołuje rząd?
- Premier. Sam powołany przez Monarchę. Przypominam, że Rząd tylko i wyłącznie rządzi. Na posiedzeniach Rządu nie ma głosowań - decyduje premier, kontrasygnuje właściwy minister - i tylko on. Nie ma "Rady Ministrów" - teoretycznie ministrowie mogą się w ogóle nie spotkać ani nie znać!
To co miałby robić ten rząd?
- Ilu mamy ministrów? I czym się zajmują?
- Jak to czym? Administrowaniem! Wykonywaniem ustaw, dbaniem o porządek. Przypominam, że Król ma Radę Koronną oraz bezpośredni nadzór nad ministerstwami "siłowymi": wojskiem, policją, sprawami zagranicznymi - no i służbami specjalnymi. Natomiast premierowi podlegają: minister spraw wojskowych (tylko administruje, zajmuje się obroną terytorialną kraju (?) OTK - nie ma żadnego wpływu na działania wojenne!), Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (nie: Policji!), Ministerstwo Sprawiedliwości, Ministerstwo Finansów oraz Ministerstwo Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska.
- Czy mamy jakiś samorząd terytorialny? Jeśli tak, to na jakich poziomach?
- Jasne! Jeśli udałoby się wprowadzić monarchię, to mielibyśmy baronie, hrabstwa, księstwa - i Arcyksięstwa (wielkie księstwa): Pomorskie, Podlaskie, Małopolskie, Wielkopolskie, Śląskie, Mazowieckie, Pruskie.
- Czy istniałyby urzędy, które mimo wszystko, jak się wydaje, są konieczne - np. urząd zajmujący się dzieleniem częstotliwości radiowych itp.? Czy w takich sprawach decydowałaby zasada pierwszeństwa?
- Oczywiście, że by były! Konkretnie jeden urzędnik w MGTiOŚ. Kto wygrałby przetarg na częstotliwość, dostawałby papier z pieczątką... Wystarczyłby jeden urzędnik na 1/10 etatu.
- Przejdźmy do sądów. Jakiego rodzaju sądy pozostaną?
- Prawie wszystkie. Sędziowie byliby nieodwoływalni - chyba że przez Sąd Kapturowy. Oprócz tego powstałyby sądy kobiece (sądzące sprawy między kobietami oraz - jeśli uznają to za stosowne - reprezentujące kobiety w sprawach z mężczyznami). Żeby uniknąć dwuznaczności? Nieważne. KORWIN WŁAŚNIE NA POWAŻNIE POSTULUJE POWOŁANIE SĄDÓW KOBIECYCH CO JA CZYTAM Sądy karne, rzecz jasna, oraz cywilne - w tym JAK NAJWIĘCEJ polubownych. Dekretem monarszym poszczególne grupy (Cyganie? Górale?) otrzymywałyby własne sądownictwo - jak w I RP, nic nowego. Sądy kobiece tym różniłyby się od sądownictwa dla np. górali, że dodatkowo reprezentowałyby kobiety, oszczędzając im osobistej konfrontacji z mężczyzną - ale też i uniemożliwiałyby pieniactwo. Natomiast góral w sporze z niegóralem po prostu szedłby do sądu królewskiego (czy federalnego).
- A sądy administracyjne, odwoławcze itd.?
- Nie ma takich! Odwołać się można by było - czy raczej prosić o łaskę - do Sądu Najwyższego.
- Sędzią najwyższym byłby monarcha?
- Tak.
 - Czy monarcha wprowadziłby konstytucję?
- "Kon-sty-tu-cję"? Byłaby oczywiście Karta Praw Poddanych, byłby regulaminy działania ministerstw... A co by miała robić Konstytucja? No, można by ten cały zbiór praw tak ewentualnie nazwać...
- System prawny byłby kodeksowy czy precedensowy? Zostawiamy np. Kodeks Napoleona?
- Kodeks Napoleona był naprawdę bardzo dobry. Byłbym za utrzymaniem go przez parę lat. Ale rozróżnijmy prawo cywilne od karnego - karne powinno być od początku oparte na precedensach.
 - A co robimy z prawami ubocznymi - takimi jak kodeks handlowy, morski itp?
- Traktujemy je jako części kodeksu cywilnego. Czy Pan je wyodrębni czy nie - nie ma to żadnego znaczenia. Z uwagi na zwyczaje międzynarodowe mogą być właściwie częściowo wyodrębnione. Mówię na przykład o kodeksie morskim.
- Występujemy ze wszystkich umów i organizacji międzynarodowych ograniczających suwerenność?
- To poważna sprawa. Na początku poleciłbym ogłosić wystąpienie ze wszystkich, w których przewidziany jest okres karencji - i przez ten czas zastanowić się, czy podtrzymać to wystąpienie. Przecież nie będziemy zapewne występowali z umów pocztowych, porozumień, komunikacyjnych, telekomunikacyjnych i tym podobnych.
- A z Unii Europejskiej, ONZ, Rady Europy?
- Z ONZ i Rady Europy - na pewno. Zakładając, że nie będziemy jeszcze mieli UE, tylko WE, należy zachować uczestnictwo w Europejskim Obszarze Gospodarczym i umowie o swobodnym ruchu ludzi z Schengen - natomiast żądając jak najszybszej integracji pod sztandarami UE i szermując hasłami wolnego rynku, trzeba żądać przyłączenia reszty Europy do naszego wolnorynkowego kraju - tak długo, aż nas sami z politycznych struktur Unii wyrzucą... Doskonały plan, po co robić jakiś #polxit, kiedy można ich wszystkich ograć, stosując gambit Korwina.
Ja bym natychmiast zarzucił Europejski Trybunał Sprawiedliwości setkami pozwów.
- OK. Zarysował Pan projekt państwowy opary na modelu z przełomu XVIII i XIX wieku. Dlaczego właściwie uznaje Pan, że pasuje on do obecnych czasów, skoro świat jest nieco inny od tego sprzed 200 lat? Czy cofanie historii ma w ogóle sens?
- Historia kołem się toczy. Ale tylko do XVII i XIX wieku. Nie widzi Pan wyraźnego odejścia od d***kracji? Dziś wszystko opiera się na autorytecie... To nie Parlament Europejski decyduje o polityce Wspólnot Europejskich. On tylko ją zatwierdza. Jaką niby formalna pozycję miał w sensie d***kratycznym śp. Bronisław Gieremek?
A miał takie wpływy!
- No tak, ale np. kiedyś nie było tak wszechobecnych mediów. Wie Pan, co one zrobiłyby z króla? To właśnie przez media monarchowie stracili władzę... Zarówno w Rosji, jak i we Francji...
- O, pierwsze duże grzywny by je uspokoiły...
- Duże grzywny spowodowałyby powstanie mediów bezdebitowych. Teraz mamy też internet i inne środki przenoszenia informacji. Jak tylko pojawiłyby się kontrowersje - a nieuchronnie by się przecież pojawiły - król zostałby zmieszany z błotem i zniknąłby autorytet. Zaraz by się też okazało, jakie przekręty robią członkowie Rady Stanu, więc pojawiłby się projekt ich odwołania i ruszyłby proces demokratyzacji...
- O, jeśli robiliby przekręty, to by zostali NAPRAWDĘ ukarani! Co wzmocniłoby autorytet Króla. Powtarzam: Monarcha musi swoich urzędników uważać za swoich największych wrogów!
- A czy nie lepiej, zamiast wracać do przeszłości, wejść na ścieżkę reformizmu - czyli na przykład zacząć od obowiązkowego referendum w sprawie każdej ustawy, co by zahamowało legislację?
- W obecnym ustroju to nawet niezły pomysł. Wymagana większość 3/4 i po sześciu latach powtórzenie - jeśli przejdzie, to wchodzi w życie... Ale mówimy o ustroju autorytarnym - a tam głosowanie jest niedopuszczalne. Naprawdę nie wiem po co Korwin przy swoim pomyśle na państwo chce utrzymywać całą tę legislatywę.
- Czy jednak ustrój autorytarny nie jest zbyt ryzykowny? Jak Pan wie, władza absolutna demoralizuje absolutnie, a demokracja daje przynajmniej tę bezsporną gwarancję, że likwiduje dożywotnie władztwa i gdy ktoś zwariuje obiektywnie, to można go po prostu odsunąć, zamiast czekać, aż umrze?
- Nie! Bo wtedy właśnie dożywotnim władcą zostaje L*d - a usunięcie go bywa trudne... Króla można otruć - a otrucie 51% społeczeństwa jest skomplikowane...
Czym jest zwariowanie obiektywne? Źli królowie, jak podejrzewam, są zawsze przez kogoś otruwani, tak samo jak źli posłowie zawsze po roku orientują się, że są do bani.
- No tak, ale czasem pojawia się król, który chce to właśnie zrobić! Tak było np. w Kambodży. To były bardzo ambitne zamiary, ale właśnie demokracja jest w stanie je powstrzymać. Czy to nie dowód nie tyle wyższości, co względnego większego bezpieczeństwa demokracji?
- Tak, ale zły król pojawia się czasem - a L*d ZAWSZE jest złym władcą! Proszę zauważyć, że aby zostać Monarchą, trzeba albo pokonać konkurentów i zostać Dyktatorem (co wymaga pewnych zdolności intelektualnych, samoorganizacji itp. pozytywnego przejścia selekcji naturalnej...) jak ja, albo urodzić się w dynastii, gdzie te zdolności powinny być dziedziczne - co jest wzmacniane KATORŻNICZYM wychowaniem! Dzisiejsi pedagodzy jęknęliby ze zgrozy, gdyby zobaczyli, jakim obciążeniom poddawany był królewicz! Pewnie dlatego, że wedle wszelkich badań takie wychowanie dziecku absolutnie nie służy. Jest to zwykłe znęcanie się nad drugim człowiekiem, które szczególnie źle wpływa na jednostkę, jeżeli agresorem jest osoba najbliższa, czyli na przykład rodzic. Oczywiście w tych dynastiach, które chciały panować... Inne wylatywały z orbity władzy - selekcja naturalna!
Tak więc władcy i dynastie podlegają szybkiej selekcji naturalnej - a L*d nie. Z elity, np. arystokracji czy burżuazji, można wylecieć - tymczasem członek L**u, choćby był zupełnym degeneratem na przykład znęcającym się nad swoim dzieckiem domowym katem, nadal ma prawo głosu!
- Można skonstruować system, który po prostu zmienia nieco znaczenie tego głosowania. Na przykład sprawić, że głos poszczególnych ludzi wpływa tylko i wyłącznie na ich losy. Czy nie sądzi Pan, że problem demokracji, ale i autorytaryzmu tkwi tak naprawdę w tym, że ktoś decyduje za innych? I właśnie to w tych ustrojach trzeba ograniczać?
Na przykład ktoś decyduje na kobiety, że nie powinny mieć prawa do wykształcenia.
- Oczywiście, że tak! Tylko że Prawa Królestwa mogą ograniczać Króla - a nie da się ograniczyć Większości. Arystoteles i Tocqueville doskonale uzasadniali, dlaczego raz rozpoczęta d***kracja musi stawać się coraz bardziej totalitarna. Król boi się utraty władzy, otrucia, zamachu, czasem boi się Boga - L*d głosuje anonimowo, więc nie boi się niczego i nie jest za nic odpowiedzialny. Wcale nie musi potem żyć w tym kraju. Chociaż może Korwin ma trochę racji, biorąc pod uwagę, że to demokracja doprowadziła do zaprzysiężenia Donalda Trumpa na prezydenta USA. Ale chce mieć Władzę! Chce nawet przez glosowanie decydować o wychowaniu dzieci sąsiada... Pewnie że chce, sąsiad pewnie za mało pasem trzaska.
- Ale z drugiej strony tenże Arystoteles pokazywał, jak każda monarchia w końcu przeradza się w tyranię. I był przekonany, że wtedy następuje rebelia i powstaje albo oligarchia, albo demokracja. Jeśli jest Pan zwolennikiem koła historii, to chyba powinien Pan to przyjąć za coś zupełnie naturalnego?
- Prawo O'Sullivana: "Każdy system, który od początku nie jest starannie zaplanowany jako prawicowy, z biegiem czasu staje się lewicowy". Dlatego bogatsi o doświadczenie poprzednich pokoleń chcemy stworzyć takie Prawa Królestwa, które by przed tym zabezpieczały - i tak wychowywać przyszłych Monarchów (bo to jest najsłabszy element monarchii!), by nie ulegali. Ale oczywiście raz na 500 lat może nastąpić katastrofa... Nic nie jest wieczne - pozbądźmy się złudzeń! Tow. Adolf Hitler zaplanował 1000- letnią Rzeszę, tow. Józef Stalin - Sojuz Nieruszymyj. I szybko to wszystko poupadało.
Prawdziwe katastrofy.

Wycinam nudny kawałek, w którym jest tylko więcej snobienia się na łacinę.

- Tylko jak stłumić ambicje przywódców regionalnych, żeby szef stowarzyszenia Kurpiów, nie mając możliwości wejścia na szczebel krajowy, nie chciał stworzyć suwerennej Kurplandii?
- Rozstrzelanie to najlepszy sposób. Oczywiście jeśli nic innego nie pomoże...
Zwyczajna wymiana elit w ostrej formie.
- I to jest właśnie problem. Czy jest Pan zwolennikiem niewolnictwa?
- Liberalizm dopuszcza również możliwość sprzedania się w niewolę... Nie powinno to dotyczyć dzieci niewolników, bo wtedy stworzylibyśmy ustrój niewolniczy.
No to ciekawe, co miałyby ze sobą zrobić dzieci niewolników. Na pewno w skrajnie kapitalistycznym systemie Korwina miałyby świetne szanse na przyszłość inną niż sprzedanie się w niewolę wraz z uzyskaniem pełnoletności.
Nie wiem, czy przypadkiem nie wymagałoby to interwencji państwa - zakładam, że sprzedanie się w niewolę byłoby raczej rzadkim przypadkiem...
Bo skrajna nędza jest w systemie skrajnie kapitalistycznym taka rzadko spotykana. Przecież sami potentaci biznesowi pracują za te psie pieniądze u innych potentatów biznesowych.
- A co Pan sądzi o zachowaniu Kościoła katolickiego względem polityki? Może tędy droga?
Sommer ja zawsze widzi drogę do wszystkiego przez zaangażowanie we wszystko Kościoła.
- Jestem zdecydowanym zwolennikiem Tradycji katolickiej, obecnej w państwie (świętowanie świąt katolickich), moralności chrześcijańskiej, pełnej tolerancji dla żydów i muzułmanów (dobrze kontrolowanych przez w pełni tolerancyjne służby specjalne...) - i bardzo ograniczonej tolerancji dla innych wyznań. Nie mówię, że trzeba z hinduistami i buddystami postępować tak jak hinduiści z chrześcijanami w Orissie - ale nie pozwalałbym na wznoszenie świątyń, pochody hare-hare itd. Ostatecznie Biblia coś mówi o bałwochwalcach...
Po domach niech sobie robią, co chcą - my home is my castle - to też z Praw Królestwa...

Wycinam fragment, w którym Sommer przekonuje Korwina, że najlepszymi władcami byliby księża, bo realizują najbardziej libertariański wzorzec. 

- (...) Ale wróćmy do ustroju. Jak Pańskie - dość specyficzne - państwo traktowałoby swoje granice? Czy każdy mógłby wjechać bez ograniczeń?
- Dobre pytanie... Poproszę o następne!
- Dlaczego?
- Po prostu przewiduję pewne ograniczenia - a wolę o tym nie pisać...
- Bo?
- Bo jednak pewne granice politycznej niepoprawności istnieją... 
Naprawdę nie wiem, co przekracza granice poprawności politycznej według człowieka, który bez cienia żenady mówi, że dzieci niepełnosprawne nie powinny mieć zajęć wychowania fizycznego z dziećmi pełnosprawnymi, bo patrzenie na ludzi na wózkach degeneruje społeczeństwo.

W końcówce tego rozdziału Korwin mówi jeszcze tylko o tym, że władza musi być absolutna, wycinam. Przy okazji dzielę się pomysłem na grę RPG, w której zadaniem gracza byłoby przeżycie w świecie marzeń Korwina. Zaczynami jako zamiatający podłogę w fabryce siedmiolatek z głową pełną marzeń o własnej firmie. Zwycięstwo zapewniałoby już niesprzedanie się do niewoli wraz z osiągnięciem pełnoletności. Dla doświadczonych graczy wersja trudniejsza - gra kobietą.

Przechodzimy do kolejnego rozdziału, zatytułowanego "Ewolucjonista".
- Jest Pan ewolucjonistą czy kreacjonistą?
- Ewolucjonistą.
- Ale jakiego rodzaju - darwinowskiego czy lamarckowskiego?
- Darwinowskiego - i z ewolucją idę znacznie dalej niż Darwin. Trzeba pamiętać o ewolucji społeczeństw, o ewolucji systemów moralnych.
- No właśnie - wydaje mi się, że Pańskie poglądy można określić jako darwinizm społeczny. A darwinizm społeczny to teoria, którą posługiwał się Adolf Hitler oraz inni postępowcy i lewicowcy. To pod wpływem takiego myślenia zrodziła się w Stanach Zjednoczonych eugenika, którą Hitler przeniósł do Europy. Czy jest Pan zwolennikiem eugeniki?
- Nie! Skąd! Darwinizm i eugenika to są pojęcia sprzeczne!!! Darwinista wierzy w selekcję naturalną - a eugenika jest przecież jej całkowitym zaprzeczeniem. Eugenika to ingerencja w Naturę! Eugenika to zaprzeczenie Woli Boskiej! Człowiek ustawia się tu jako Stwórca - a nawet poprawiacz Stwórcy!!!
Teraz Sommerowi będzie przykro, Korwin obraził jego ulubionego polityka (kilka rozdziałów temu Sommer rozpływał się nad Hitlerem).
- Ale przecież nie jest Pan kreacjonistą, zaś "Stworzenie" to niezbyt właściwy termin w odniesieniu do ewolucji, a jeśli się zna pewne mechanizmy, a w dodatku uznaje je za pozytywne, to można przecież starać się ich działanie przyspieszyć - taka myśl stoi za eugeniką. Jeśli na przykład ludzie z ograniczeniami umysłowymi i tak nie mają szans w społeczeństwie, to może pomóc im rozwiązać ich problem? Selekcja sztuczna jest przecież też w pewnym sensie naturalna, bo dokonywana jest przez ludzi na samych sobie, a nie przez kogoś z zewnątrz.
Tak jak Hitler pomógł Żydom, którzy i tak nie mieli szans w społeczeństwie. A nie, z Holocaustem to akurat według Sommera Hitler miał rację, bo Żydzi byli zbyt bogaci. Jak widać każde uzasadnienie ludobójstwa jest dość dobre dla pana Sommera.
- Nie rozumiem. Uważa Pan, że Pan Bóg nie potrafiłby stworzyć świata z wbudowanym mechanizmem ewolucji?! A poprawianie Natury kończy się zazwyczaj tak samo jak poprawianie wolnego rynku - na początku jest fajnie, a przerażające konsekwencje wyłażą potem... Widzi Pan obecny kryzys. Został wywołany częściowo przez ingerencje w wolny rynek dokonane wiele lat temu.
Ciekawe co Korwin powiedziałby na ingerencję wolnego rynku w naturę, czy raczej Naturę - mam na myśli oczywiście kapitalistyczne koncerny powodujące olbrzymie zniszczenie środowiska.
W ogóle to wielokropków w tym wywiadzie więcej niż w najopkowszych opkach. 

Wycinam fragment, w którym Sommer przekonuje Korwina, że jego rozumienie ewolucji mimo wszystko jest lamarckowskie. 

- Czy to znaczy, że Pana zdaniem mamy tak naprawdę wiele procesów ewolucji? Dlaczego uważa Pan, że ewolucja społeczeństw idzie w dobrą stronę?
- Tak. Wcale nie uważam... Szła w dobrą stronę, dopóki Oświeceni nie zaczęli jej poprawiać. Odkąd ludzkość skosztowała Owocu Wiedzy, zaczynamy powoli opuszczać Raj...
Problem w tym, że jak ludzie coś wiedzą, to jest ponad ludzkie możliwości, by tej wiedzy nie wykorzystać. Moim zdaniem, na przykład, genetyka zamorduje różnorodność, a więc i mechanizm ewolucji, a w konsekwencji zginie rodzaj ludzki. To jest powodem, dla którego nie otrzymujemy sygnałów z innych planet... Pozaziemskie cywilizacje za dużo wiedziały - i z tą chwilą zaczęły manipulować na sobie samych. I doprowadziły się do unicestwienia.
Te zapędy do science-fiction pozwalają mi wierzyć, że pokręcenie się wśród kuców-wyborców było jedynie wymówką, żeby pojechać na Pyrkon. W sumie urocze.

Wycinam długi nudny fragment, w którym nasi bohaterowie tylko powtarzają w kółko to, co już dotąd powiedzieli. Sommer mówi, że zabijanie niepełnosprawnych jest świetnym pomysłem, Korwin mówi, że nie. Jedyne, co będzie istotne dla dalszej części wywiadu, to pojawienie się terminu, nazywającego przebiegłego wroga ludzkości - "Homo Illuminatus".  

- No więc inaczej. Bez wartościowania za objaw sukcesu można uznać przecież udział danego gatunku w biomasie. Generalnie człowiek - wraz ze zwierzętami, które wyhodował - udział ten, zwłaszcza ostatnio, radykalnie zwiększył. Stąd zresztą biorą się pretensje ekologów. To, że ludzkość od czasu do czasu masowo się wyrzyna, nie zmienia faktu, że w tym sensie cały czas się rozwija. Czy manipulacje genetyczne w ogóle mogą wpływać na ewolucję, skoro dobór naturalny te "sztuczne" zmiany może po prostu odrzucić?
Niestety Natura nie jest jak posłowie i nie naprawi wszystkiego, co się schrzaniło, w rok. Gdyby była, to raczej nie mielibyśmy teraz problemu z dziurą ozonową.
- Nie. Ssaki miały mniejszy udział w biomasie niż dinozaury. Pan wciąż odczuwa potrzebę wartościowania...
To, że ludzkość się wyrzyna, odgrywa ogromną rolę. Chciałoby się powiedzieć: pozytywną... Rodzaj ludzki nie ma już naturalnych wrogów. Gdyby nie wojny, selekcja naturalna by zanikła.
Tak, oczywiście! Ewolucja odrzuciłaby albo przyjęła  sztuczne zmiany - pod warunkiem, że Homo Illuminatus nie uparłby się walczyć z tym odrzucaniem. A niestety zaczynamy mieć środki, by pokonać Przyrodę czy - jak kto woli - sprzeciwić się Woli Boskiej. Adam się sprzeciwił...
Więc Homo Illuminatus jest silniejszy niż Przyroda/Bóg? W ogóle przez to wypisywanie wszystkiego wielkimi literami "Pan" Sommera jest jeszcze bardziej boskie, bo stawia Korwina na jednej półce ze wszystkim innym wielką. Korwin jest siłą natury.

Wycinam kawałek z rozważaniami nad tym, czy ewolucja jest bardziej jak prosta linia, kółko, spirala czy zygzak. 

- Ale czy w tym sensie powrót do monarchii - co jest przecież Pana głównym pomysłem politycznym - jest w ogóle możliwy? Czy jedynowładztwo - takie prawdziwe, postulowane przez Pana - jest jeszcze możliwe?
- Pierwsze prawo modalności mówi: "Co jest konieczne, jest możliwe". Zwracam uwagę, że w powieściach SF 50 lat temu na "innych planetach" były republiki albo i d***kracje - dziś na "innych planteach" rządzą księżniczki, królowie, dyktatorzy, imperatorzy...
Mnie się wydaje, że znalazłyby się bardzo różne pozycje, ale nie kłócę się z Korwinem, bo pewnie jest lepszym nerdem ode mnie.
Oczywiście jest całkiem możliwe, że zostaniemy wcześniej wykończeni - przez samych siebie. 
- To jednak chyba solipsyzm - w tym sensie, że jeśli wszystko się tłumaczy samo,  to nie tłumaczy się w ogóle i każdy ma swój światek niedostępny dla innych. Solipsyzm, jak wiadomo, do niczego nie prowadzi, nie jest wyjaśnieniem.
Ale porozmawiajmy na koniec o ewolucji moralnej. Czy jest Pan zwolennikiem tezy o zmianach, czytaj: pogorszeniu powszechnej moralności? Często mówi Pan o lepszych zasadach obowiązujących w przeszłości...
- Ja solipsystą? Ewolucja przebiega pod naciskiem środowiska. Ponieważ jest za dobrze, ewolucja moralna się zatrzymała. Nie musimy surowo karać złodziei ani nawet ich potępiać - bo Pan pytał nie o ewolucję systemu prawnego, tylko moralnego - gdyż nawet jak ukradną, to dla reszty sporo zostanie. Ale nie jest to wielkie odkrycie: Rosjanie mówią: "Ot żyra biesitsja" [Od tłuszczu się w głowie przewraca].
Ale że jest za dobrze, to chyba zależy w jakiej części świata? A zaraz, to Korwin, na świat składają się Europa, Ameryka Północna i Izrael.
Tamte zasady o tyle były "lepsze", że umożliwiały przetrwanie w surowszym otoczeniu. Ale czy są lepsze obiektywnie? Ja bym chciał, żeby obowiązywały - bo dzięki temu moglibyśmy iść coraz dalej, kolonizować Marsa, potem Układ Centaura...
Ale czy to jest "lepsze"? Kwestia gustu. Wg mnie - tak. Ale to moja subiektywna ocena. 
Pewnie opisał to w swojej epickiej sadze s-f, pisanej do szuflady od dwudziestu lat. 
- Czy nie sądzi Pan, że jednak lepszą metaforą na zobrazowanie tego, co się dzieje w społeczeństwach, jest nie ewolucja, a krążenie elit. Przecież już Pareto opisywał proces zanikania grup społecznych, które w wyniku luksusu życiowego tracą chęć działania. To mi się wydaje bliższe Pańskiemu podejściu.
A Sommer znowu o hitlerowskiej wymianie elit w ostrej formie.
- Tak, ale model spirali oddaje to lepiej. Gdy jest nacisk środowiska, następne elity muszą wykazać, że są lepsze (w sensie dotąd wyznawanej etyki!) od poprzednich. Gdy nie ma nacisku... Wie Pan - nie zastanawiałem się nad tym, co się dzieje z krążeniem elit. Ruch w górę zamiera - a krążenie? Nie wiem. Ludzkość jeszcze nigdy nie była w sytuacji, w której miałaby raczej nadmiar wszystkiego - więc nie wiem.
Czekamy na badania socjologów.
- A czy religia, Pana zdaniem, podlega ewolucji?
Z Sommerem zawsze wiadomo, no co można liczyć. Jak nie Hitler to Kościół katolicki. 
- Ależ oczywiście! Następuje specjacja, selekcja naturalna... Wie Pan - wiara to jedno - a religia to zespół obrzędów, są nawet i wartości. Chrześcijanin w II wieku, żyd, chrześcijanin w XI wieku, muzułmanin, katolik dziś, mormon - wszyscy wierzymy w jednego Boga - ale przecież różni ludzie różnie pojmują to, w jaki sposób Bóg ocenia ich postępowanie. Mormon np. święcie wierzy, że poligamia to znakomite wypełnianie nakazu "Crescite & multiplicamini", a zakonnik - że celibat jest miły Bogu, nie mówiąc już o skopcach... 
Znowu łacina tylko dla zgarnięcia punktów szacunku u ludzi, którzy uważają, że to fajne.
- Ale czy wierzy Pan np., że tylko w Kościele katolickim można dostąpić zbawienia? Czy raczej na miejsce Kościoła, w myśl zasad ewolucji, przyjdzie kiedyś nowy, lepszy Kościół?
- Pytanie: co to jest "Kościół katolicki"? Z punktu widzenia Piusa V obecny kościół katolicki, od Vaticanum II, obłożony jest ekskomuniką... Absolutnie nie wierzę, że Pan Bóg przejmuje się specjalnie tym, kogo Watykan uzna za "świętego ", a kogo nie. To jakieś biurokratyczne podejście.
Obecny Kościół właśnie się biurokratyzuje - i w obecnej formie odejdzie wraz z upadającą cywilizacją. Ale wiara nie umrze! Wiara jest wieczna!
Tym optymistycznym akcentem kończymy rozdział o ewolucji.

Przechodzimy do ostatniej części książki, zatytułowanej "Przyszłość". Będę wycinać tyle, że w sumie zostanie bardziej lista cytatów, bo reszta jest zwyczajnie nudna - obaj panowie powtarzają przez kilka stron to samo. Nie oznacza to jednak, że będzie tu mniej perełek niż w rozdziałach poprzednich.

- Mimo to porozmawiajmy o przyszłości - i to różnoterminowej. Jak Pan sądzi, ile czasu wytrzyma UE? 
- Najpierw musi formalnie powstać. Myślę, że CIA - i wiele innych sił - dba, by nie powstała. Natomiast jeśli powstanie - to wbrew pozorom może trwać całkiem długo. Technika wytwarza tyle dóbr, że trudno je zmarnować - a ONI po zdobyciu władzy (zwracam uwagę, że JESZCZE jej nie mają!) mogą nagle spuścić socjalistów do kanału, jak np. śp. Józef Piłsudski, i gospodarkę zracjonalizować. Kto mógł przewidzieć, że śp. Franciszek Mitterand już dwa lata po zdobyciu władzy zrezygnuje z metod skrajnie socjalistycznych? W końcu UE padnie w starciu z muzułmanami - z powodów moralnych; ale to może potrwać i 50 lat.
A tak, bo według Korwina teraz mamy Wspólnotę Europejską, a Unia nie istnieje (jeszcze). Zastanawiam się czy ONI to Iluminaci, Żydzi czy jeszcze ktoś inny. Wegetarianie? Cykliści?

Tutaj Korwin zaczął zastanawiać się jak będą wyglądać w przyszłości Rosja i Niemcy, warte wynotowania jest jedynie zdanie: Rosji się nie obawiam, bo w Rosji nie ma d***kracji, a elity tam są oświecone, wypowiedziane przez Korwina. 

- Czy teoria zderzenia cywilizacji jest w Pana przekonaniu ciągle aktualna? Jeśli tak, to jacy będą aktorzy tego zderzenia i do czego może ono doprowadzić?
- Co znaczy "teoria zderzenia cywilizacyj"? Cywilizacje zawsze się zderzały, przenikały - co w tym nowego?
Wygrywają ci, którzy wierzą w Boga. Bóg nie jest po stronie silniejszych batalionów, tylko po stronie tych, którzy bardziej w Niego wierzą, Ci, którzy wierzą, gotowi są oddać życie za Sprawę - ci, co nie wierzą, nie będą ryzykować swojego doczesnego (jak sądzą, jedynego) życia. Muzułmanie wierzą w Boga - a chrześcijanie w znacznie mniejszym stopniu. W Ameryce w większym - i dlatego USA są jeszcze silne, choć "elity" robią, co mogą, by podkopywać ten fundament... W Europie w Boga wierzy może połowa Polaków, trochę Węgrów i Serbów, może Portugalczycy...
Bójka dwóch ateistów doprowadziłaby do paradoksu - walczyliby ze sobą do końca świata.

Wycinam uzasadnianie napadu Chin na Rosję globalnym ociepleniem.

- Porozmawiajmy o ustrojach. Rozumiem, że jest pan przekonany, iż wraca czas monarchii? Czy oznacza to, że do roli politycznej powrócą dynastie?
- Sądzę, że najpierw będą dyktatury. Potem przekształcą się w monarchie. Co do dynastii - nawet tak zła dyktatura jak północnokoreańska jest dynastyczna, Syria myśli o tym samym... To naturalna droga rozwoju.
- Czyli Stany Zjednoczone staną się królestwem?
- O, to długa droga. I raczej cesarstwem - jak Republika Rzymska. Byłoby ciekawie, gdyby spróbował tego p. Barack Husejn Obama - ma Patriotic Act, ma Department of Homeland Security o kompetencjach czerezwyczajki, ma charyzmę... Odrobina zdecydowania by wystarczyła...
Tak sobie to czytam z pozycji osoby, która wie, jak wygląda teraz sytuacja polityczna w USA i aż żałuję, że Obama rzeczywiście nie ogłosił się cesarzem.
- A w jakiej perspektywie czasowej widziałby Pan taką metamorfozę?
- Myślę, że za jakieś dwa pokolenia. Nie wiem, czy Francja zostanie Jamahiriyą, czy podzieli się na kilka kalifatów... Raczej to drugie.
- A co z rządem światowym? Powstanie - czy jednak władza wpadnie w ręce konkurujących ze sobą monarchii?
- Nie powstanie. A Jeśliby nawet powstał, to rozleci się. A gdyby się nie rozleciał... No, to byłby koniec naszej cywilizacji i Ludzkości. Całkiem możliwy - ostatecznie z innych planet nie otrzymujemy sygnałów... 
Kosmiczne marzenia nie opuszczają Korwina ani na chwilę.

Wycinam gadanie o światowej walucie i zwycięstwie wolnego rynku.

 - Czy w Europie powstanie kilka monarchii, czy raczej jedna - o ile oczywiście nie zaleją nas muzułmanie?
- Jeśli powstanie UE, to na razie jedna. I to jest ten groźny okres: ONI będą chcieli zjednoczyć ludy Europy w jeden NARÓD - a do tego celu potrzebny jest WSPÓLNY WRÓG. Nie mogę wykluczyć, że ONI trzepną się w głowy i (jeśli utworzą UE) uciekną się do haseł antymuzułmańskich - wtedy muzułmanie zostaliby brutalnie odesłani do domów, a kalifaty oczywiście by nie powstały. A gdzie odesłani zostaną muzułmanie, którzy mają domu w Europie? Powtarzam: ONI to grono pary tysięcy osób - i w każdej chwili będą mogli zmienić kurs - więc przewidywanie czegokolwiek jest trudne. Zakładając, że nie zmienią poglądów, zajmą się szykowaniem drôle de guerre z USA.
- Jakie czekają nas przemiany obyczajowe? Czy powrót do monarchii oznacza powrót obyczajów konserwatywnych, czy wręcz przeciwnie? Czy państwa wyrugują rodzinę z jej roli, czy wręcz przeciwnie?
- Będzie powrót konserwatyzmu. To już jest widoczne.
Aha.
- A jakie techniczne zmiany Pan przewiduje? Czas podróży kosmicznych w końcu nastąpi? Co zastąpi samochody?
- Indywidualne olstra odrzutowe? W tej chwili kobiety umieją już prowadzić samochody, więc mężczyźni będą musieli wymyślić coś, co dla kobiet byłoby niedostępne... Programowanie jest już dostępne dla mężczyzn, więc kobiety muszą wymyślić sobie coś nowego. Kosmos... Ja w ogóle wierze w science-fiction o kosmicznych imperiach. Z imperatorami oczywiście, a nie republikami.
Jeśli jednak powstałby rząd światowy - to koniec z podróżami gwiezdnymi. Niepotrzebny wydatek...


- Po ulicach będą biegać stworzeni w laboratoriach mutanci?
- Chyba nie... Mówię to ostrożnie...
- Budzi się Pan za 100 lat w Warszawie i co Pan widzi? Sięga Pan po gazetę i o czym Pan czyta?
- Jaką gazetę? Żadnych "gazet" nie będzie! Połączę się z Siecią - i pościągam sobie to, co mój komputer uzna za ciekawe. 10% czasu przeznaczę na intuicyjne surfowanie, by nie być zależnym od bydlaka. A dowiadywać się będę np. - jeśli jestem pospolitakiem - o tym, że znana piosenkarka coś tam... A jeśli człowiekiem poważnym, to o politycznych i społecznych konsekwencjach nowych wynalazków - np. ile kosztuje pigułka przedłużająca życie do 220 lat.
-  Rozumiem. Ale czy będzie to stolica Królestwa Polskiego itd.? Proszę spróbować wcielić się w Nostradamusa...
- A, Pan znowu swoje... Chyba Księstwa - choć za terminologię nie ręczę. Może się to nazywać Generalna Gubernia albo Emirat...
- Emirat? Wieszczy Pan upadek katolicyzmu nad Wisłą?
- Za 100 lat? Tak, nie tylko w Polsce. Sądzę, że siedziba papieży zostanie przeniesiona do St. Louis albo gdzie indziej do USA. A może do Kostaryki? Europa przestaje wierzyć w Boga coraz szybciej - niestety.
Mam nadzieję, że jest to samozaprzeczająca się przepowiednia...
Nie wiem, czemu Korwin narzeka na taki bieg zdarzeń, przecież wtedy Europę zamieszkają wierzący muzułmanie i wszystko będzie na swoim miejscu.

Dziękuję, że odbyliście ze mną tę niesamowitą podróż. 

5 komentarzy:

  1. Tęskniłom!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. To wszystko brzmi jak któraś z tych internetowych gier "World of Empires" albo coś takiego i właściwie na takim poziomie realizmu pozostają plany pana Janusza. W pewnym momencie przesiadłam się na wygodny tryb czytania powieści "political fantasy" bo świadomość, że ktoś realnie operuje takimi poglądami mnie przytłoczyła. Pozdrawiam, dziękuję za wytrwałość, nie byłabym sobą, gdybym nie prosiła o Twój dłuższy powrót na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam, aż ktoś w końcu zrobi tę grę.

      Usuń
  3. New Diet Taps into Pioneering Idea to Help Dieters LOSE 20 Pounds in Just 21 Days!

    OdpowiedzUsuń